Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
- Poprosiłbym ich, żeby trochę polewitowali, ale to zdradziłoby moje zamiary.
- To nie będzie konieczne - odparł spokojnie Yuuzhanin. - Upewniliśmy się, że to Jeedai. - Ach, tak? - Lando doszedł do wniosku, że to mu się nie podoba. Wiedział jednak, że jeżeli nie chce wzbudzić podejrzeń, nie powinien wypytywać o szczegóły. - Jeżeli wam na nich tak zależy, uwolnijcie talfagliańskich zakładników. - Zabierzemy ich tak czy owak - odezwał się arogancko Duman Yaght. Lando opuścił komputerowy notes i przycisnął jeden z klawiszy. - Obaj wiemy, czego może dokonać siedemnaścioro Jedi, jeżeli zostaną w porę ostrzeżeni - zagroził. - Nie zmuszaj mnie, żebym puścił ten klawisz. Dowódca Yuuzhan podszedł bliżej. - Myślisz, że się czymś takim przejmę? - zapytał. - Oczywiście, że nie. - Lando wyszczerzył zęby w ironicznym uśmiechu. Starał się okazywać o wiele większą pewność siebie, niż naprawdę odczuwał. - Nawet koralowy głaz wielkości „Rozkosznej Śmierci” zniszczy tę barkę w ciągu trzech sekund. Pomyśl jednak, jaka to byłajby niepowetowana strata. Żadnych ofiar dla Yun-Yammki. Żadnych następnych dostaw rycerzy Jedi dla twojego wojennego mistrza. - Następne dostawy Jeedai - Fioletowe półksiężyce pod oczami Yuuzhanina powiększyły się i ściemniały. - Możesz dostarczyć nam następny transport? - Tylko jeżeli oszczędzicie uchodźców z Talfaglia - oznajmił Calrissian. - Nie robię tego, bo was lubię. Wiedzieliście, gdzie się ze mną spotkać, a zatem musicie wiedzieć, kim jestem. A jeśli tak, to wiecie także, że dotrzymuję danego słowa. Duman Yaght nieznacznie kiwnął głową. - To prawda - przyznał niechętnie. - Słyszałem twoją wiadomość. W wiadomości przesłanej w kierunku obiektu, który piloci Widm zidentyfikowali jako yuuzhańską placówkę nasłuchową, Lando oznajmił, że jest rodowitym Talfaglianinem, który brał udział w oznaczonej kryptonimem „Wielka Rzeka” operacji ratowania rycerzy Jedi. Wymienił takie szczegóły poprzednich operacji, aby sprawiać wrażenie, że jest niewiele znaczącym pilotem. Kilka minut narzekał, jak bardzo Jedi zawiedli go i oszukali, pozwalając na zniszczenie planety Talfaglio. Zakończył, podając miejsce i czas przyszłego spotkania i obiecując, że ten, kto się z nim spotka, nie zawiedzie się w swoich oczekiwaniach. Tymczasem Duman Yaght nie odrywał spojrzenia od ekranu komputerowego notesu. Obraz nadal ukazywał grupę młodych Jedi, którzy teraz półgłosem o czymś dyskutowali. - Musisz wiedzieć, że nie mogę składać żadnych obietnic w imieniu wojennego mistrza - powiedział. - A więc zdobądź pełnomocnictwa i spotkaj się ze mną w tym samym punkcie - odparł Lando. Wiedział, że następny krok należałby wówczas do Yuuzhan Vongów. Musiał przekonać ofiarę oszustwa, aby to ona nalegała na pomyślne zakończenie tej transakcji. - Nie przekażę nikogo, dopóki nie otrzymam stosownej obietnicy. Yuuzhanin zastanowił się nad słowami Calrissiana. - Nie dolecisz tak daleko - odezwał się w końcu. Stuknął w ekran końcem przypominającego szpon czarnego paznokcia. - Twoi Jeedai zaczynają się denerwować. Pozwól mi ich zabrać, a wówczas przekonamy się, co się stanie. Z pewnością wojenny mistrz się ucieszy. Nie mogę ci obiecać nic więcej. - No, nie wiem - powiedział Lando. Spróbował zachęcić dowódcę Yuuzhan Vongów do dalszych ustępstw. - Nie jestem pewien, jak sobie poradzicie z przetrzymywaniem tylu Jedi na pokładzie takiej małej skały. - Nie powinieneś się przejmować, jak radzimy sobie z niewolnikami - oznajmił Duman Yaght. - Jasne, ale się martwię, co będzie, kiedy uciekną i zaczną mnie prześladować - wyjaśnił Calrissian. -Nie uciekną- uspokoił go Yuuzhanin. - Tego możesz być absolutnie pewien. - Akurat - zadrwił ciemnoskóry mężczyzna. Teraz, kiedy nakłonił swoją ofiarę, aby na niego naciskała, mógł sobie pozwolić na niewielkie ryzyko. Przede wszystkim chciał się dowiedzieć, dlaczego Duman Yaght tak szybko potwierdził, że wie o Jedi na pokładzie. - Może jednak polecę do punktu spotkania?
|
Wątki
|