— A Gottlieb? Doktor Hans Gottlieb? — zapytałem...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

— Również nie słyszałem o takim człowieku — stwierdził pan Eugeniusz.
— No cóż, nie zawsze można mieć szczęście — westchnąłem. — Pojadę do
dawnego Neudeck, gdzie przed laty zmarł Hindenburg. Kto wie, czy nie mieszka
tam ktoś, kto pamięta dawne czasy i przypomni sobie lekarza, który przyjeżdżał
do łoża umierającego marszałka.
— Dawny Neudeck — uzupełnił pan Eugeniusz — to dzisiejszy Ogrodzieniec.
Miejscowość ta leży aż gdzieś za Iławą. Chyba teraz, po nocy, nie zamierza pan wyruszać w taką daleką podróż? Proponuję zanocować w moim domu i wyjechać
dopiero jutro.
Przyjąłem zaproszenie gościnnego gospodarza, tym bardziej że Monika wy-
glądała na zmęczoną i dyskretnie ziewała. Spała zaledwie parę godzin i to w bardzo niewygodnej pozycji. A od świtu najpierw zwiedzaliśmy wysepkę, a potem
wyruszyliśmy do Mikołajek.
Żona pana Eugeniusza podała nam kolację i zaraz potem Monika położyła się
w gabinecie przemiłego gospodarza. A pan Eugeniusz, ja i Winnetou jeszcze do
późnej nocy gwarzyliśmy na oszklonej werandzie jego domu.
Opowiedziałem im o liście Anny von Dobeneck, o zbiorach doktora Gottlieba
oraz o konieczności zebrania informacji przed czekającym mnie wyjazdem do
Frankfurtu.
— W zbiorach doktora Gottlieba znajdował się sztambuch Jenny von Papen-
heim, a właściwie von Gustedt — zainteresował się pan Eugeniusz. — Czy wie
49
pan, panie Tomaszu, że posiadam książkę zatytułowaną „W cieniu tytanów”, napisaną przez wnuczkę owej Jenny, panią Lili Braun, znaną działaczkę społeczną
początku naszego wieku. Tytanami są w tej książce Napoleon i Goethe, z którymi przyjaźniła się Jenny von Gustedt podczas swego pobytu na dworze w Weimarze.
Potem Jenny wyszła za mąż i osiedliła się w Gardzieniu koło Iławy. Być może
właśnie tamtędy będzie pan jechał do Ogrodzieńca.
Poprosiłem pana Eugeniusza o pożyczenie tej książki i wyłączyłem się z roz-
mowy. Zaraz zresztą i Winnetou, i gospodarz zdecydowali się udać na spoczynek.
— Mój brat jest prawdziwą sową. Jego żywiołem jest noc — odezwał się
raptem Winnetou, zapewne zdziwiony, że tej nocy nie zamierzam gasić lampki
przy swoim tapczanie.
— Książka, którą mi pożyczył pan Eugeniusz, bardzo mnie zainteresowała.
Czemu jednak mój brat Winnetou nie może zasnąć i niespokojnie kręci się na
łóżku? Jakieś zmartwienia?
— Tak — wyznał po chwili wahania. — Ostatnio wydawcy w Warszawie
jakby o mnie zupełnie zapomnieli i nie przysyłają mi książek do ilustrowania.
Przygotowuję wystawę swoich rysunków, obrazujących piękno Warmii i Mazur,
ale ta wystawa także chyba nie przyniesie mi żadnych dochodów. Postanowiłem
wynająć na lato swój wigwam. Gdyby mój brat, Szara Sowa, znał kogoś, kto lu-
bi odosobnienie i pragnie wypocząć nad jeziorem, Winnetou odnajmie mu swój
wigwam, a sam będzie nocował w namiocie, w lesie.
Wzruszenie chwyciło mnie za gardło. A więc Winnetou był w kłopotach
finansowych, a mimo to poświęcał mi swój czas i był gotów pomagać mi w każdej
sytuacji? Nie mogłem mu służyć pożyczką, bo sam nie miałem żadnych oszczęd-
ności, ale oczywiście byłem w stanie znaleźć chętnego na wynajęcie jego prze-
pięknego wigwamu nad jeziorem Zmierzchun.
— Dobrze — oświadczyłem. — Znajdę ci takiego, który doceni piękno twego
wigwamu. Za ciszę i odosobnienie zapłaci wysoką cenę.
Słowa te chyba uspokoiły Winnetou, bo wkrótce usłyszałem jego równy od-
dech, co znaczyło, że zasnął. Wtedy pogrążyłem się w lekturze. Świtało, gdy odło-
żyłem książkę, lecz już nawet na krótką chwilę nie zdołałem usnąć, pełen wrażeń i myśli wzbudzonych przez książkę.
Tej nocy bowiem przeżyłem wspaniałą przygodę, jakbym wsiadł w wehikuł
czasu, który przeniósł mnie w przeszłość na spotkanie z wielkimi ludźmi i fra-
pującymi wydarzeniami. O, jakże mylą się ci, którzy siedząc w twardej ławce
na lekcji języka polskiego myślą, jak by to było pięknie wziąć strzelbę i wyruszyć do dżungli na poszukiwanie przygody. Albo wsiąść na statek, który powiezie w podróż dookoła świata. Co do mnie — tej nocy musiałem pamięcią wrócić do
szkolnej ławy i przypomnieć sobie dokładnie lekcję, którą profesorka rozpoczęta od słów: „A teraz, moi drodzy, poznamy kolejny prąd literacki i umysłowy. Nosi on nazwę «Romantyzm»”. Mój Boże, dlaczego tak niewiele z tej lekcji pozosta-50
ło w pamięci? Czy kiedykolwiek mogłem przypuszczać, że do przeżycia nowej przygody potrzebna mi będzie znajomość historii literatury?. . .
Wielki i ożywczy prąd artystyczny o nazwie Romantyzm jak prawdziwa bu-
rza przeszedł przez wszystkie kulturalne kraje, wszędzie rodząc swych wybit-
nych przedstawicieli. Była to prawdziwa epoka tytanów myśli, talentu i ducha —
w Niemczech takimi tytanami byli Goethe i Schiller, Herder i Wieland, w Pol-
sce — Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid.
Z małej niemieckiej mieściny — Weimaru — która była siedzibą książąt z linii
sasko-ernestyńskiej i rozkwitała w czasach rządów księżnej Anny Amalii i jej sy-na Karola Augusta, płynęły na cały świat myśli wielkiego filozofa Herdera, strofy wierszy Goethego i Schillera. To do Weimaru na spotkanie z Goethem przybył
w roku 1829 wielki polski poeta Adam Mickiewicz. Goethe był już wtedy starym
człowiekiem i uznaną wielkością poetycką, Mickiewicz dopiero zyskiwał sławę
i uznanie. Ale w literaturze nic nie rodzi się samo z siebie, lecz wyrasta na żyznej glebie. Gdyby nie twórczość Goethego, gdyby nie przemyślenia Herdera, gdyby nie owa tak zwana „rewolucja kulturalna”, która zrodziła się w Niemczech,
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.