zaś mogły spośród kierunków „starych” tylko fenomenologia (wspomnijmy zakres dowolności hierofanii) i po części myśl durkheimowska...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Dodajmy od razu – po drobnej części; uznając bo-
wiem społeczny charakter zjawisk kultury („kultura jest to zespół treści społecznie zobiektywi-

521 Cz. Miłosz Zniewolony umysł, Warszawa 1979, s. 21-23.
522 Tenże Przypomnienie, w. 25-28.
72
zowanych”) odrzucono jednocześnie ich wyjaśnienie jako odbicia lub funkcji istniejącej struktu-
ry społecznej. Jeżeli jednak nie determinuje kultury w decydujący sposób fizjologia, struktura
społeczna, formacja ekonomiczna, przyrodzona harmonia postępu, ani nawet – w wielu przy-
padkach – pojęty po europejsku racjonalizm; jeśli jest ona rzeczywiście sui generis konwencją,
to jak wytłumaczyć, jak odnaleźć klucz do jej widocznej spójności, wewnętrznego porządku? Z
pomocą w odpowiedzi na to pytanie pospieszyło etnologom językoznawstwo.
Drogą swoistego sprzężenia zwrotnego Ferdynand de Saussure – lingwista, którego wydane
pośmiertnie dzieło Cours de linguistique générale wywrzeć miało decydujący wpływ na rozwój
etnologii, był zapalonym miłośnikiem koncepcji Emila Durkheima. Pod wpływem jego teorii
„wyobrażeń zbiorowych” dokonał też słynnego rozróżnienia mowy jednostkowej („parole”) i
„języka, który jest własnością całej społeczności i który znajdując się w świadomości językowej
każdej jednostki determinuje określoną strukturę mowy indywidualnej (»langue«)”.523 Język –
„langue”, jako służący komunikowaniu się społeczności, ma charakter obowiązujący, nie może
być dowolnie zmieniany. Jednostka, w ramach swojej „parole” może oczywiście określać
obiekty dowolnymi zbitkami dźwiękowymi, jeśli jednak nie będą one zgodne ze zobiektywizo-
wanymi społecznie, obowiązującymi, pozostaną bełkotem i zaburzeniem, a więc faktem irrele-
wantnym nieistotnym. Język bowiem (zgodnie z tym, co w odniesieniu do kultury, przejęła od
Emila Durkheima i odrodzona etnologia) ma – powtórzmy – charakter społeczny; w tym też i
tylko tym sensie jest obowiązujący. „W tym i tylko w tym sensie” – podkreślenie to jest o tyle
istotne, że z drugiej strony ma on charakter konwencjonalny, dowolny. Konkretne powiązania
strony dźwiękowej znaków językowych ze znaczeniową zmieniają się wszakże od języka do ję-
zyka, co wskazuje, że powstał przypadkowo właśnie, dowolnie. Innymi słowy: zbiór dźwięków
„p-a-r-a” nie ma sam w sobie nic wspólnego z wyglądem pary wodnej, odgłosami wydawanymi
przez maszynę parową itp. – może równie dobrze oznaczać lotne H2O, jak gatunek ssaka lub ro-
śliny, stan umysłu, czy cokolwiek innego. Fakt, iż w języku Polaków oznacza akurat wodę w
określanym stanie skupienia, jest dziełem przypadku – elementem konwencji, która dopiero w
wyniku obiektywizacji społecznej staje się obowiązująca. Stratą czasu byłoby więc doszukiwa-
nie się jakowychś związków podobieństwa czy zależności pomiędzy stroną dźwiękową i zna-
czeniową (że np. gęś, bo gę-gę-gę),524 daremne byłoby empiryczne racjonalizowanie konwencji.
Jednocześnie nie można zapominać, że ten sam zbiór dźwięków „p-a-r-a” może, w ramach tej
samej konwencji językowej, mieć również zupełnie inne znaczenie, np.: para kochanków, para
butów, para – moneta turecka, para – przedrostek oznaczający podrzędność (paraliturgia) lub
podobieństwo (parafraza), para – par (lord) w dopełniaczu lub bierniku itd. Wszystkie owe „pa-
ra” są dźwiękowo równorzędne, toteż ich znaczenie odczytać można tylko poprzez kontekst,
analizę umiejscowienia konkretnych „para” w systemie. Wreszcie – podobne znaczone oddane
być może przez szereg znaczących np. para (kochanków) = zakochani, couple, duet, chodzący
ze sobą, mający się ku sobie itp. By więc uchwycić precyzyjnie sens użycia w danym kontekście
słowa para, zastanowić się jeszcze należy, dlaczego spośród możliwych desygnatów idei dwojga
ludzi pozostających ze sobą w szczególnie bliskich związkach, ten właśnie, a nie inny został tu
wybrany.
W tłumaczeniu na język kultury wygląda to w najprostszym przypadku następująco: osobnik
X przekazuje nam jakiś komunikat podnosząc rękę w górę. Wiemy, że znak ten (założenie) ma
charakter konwencjonalny, nie usiłujemy więc szukać jego wytłumaczenia np. w tiku nerwo-
wym osobnika X, sięgamy natomiast do słownikowego niejako zakresu treści, które może sym-
bolizować podniesiona ręka; okazuje się, że może być ona znakiem: wolnego przejazdu (mili-
cjant na skrzyżowaniu), początku (starter na zawodach), odwagi („Warszawa jedna twojej mocy
się urąga / Podnosi na cię rękę...”525), złych zamiarów („Za tę dłoń podniesioną nad Polską –

523 M. Ivič Kierunki w lingwistyce, Wrocław 1966, s. 116.
524 Z. Sokolewicz Wprowadzenie do etnologii, Warszawa 1974, s. 26.
525 A. Mickiewicz Reduta Ordona, w. 39-40.
73
kula w łeb!”526), wezwania do modlitwy,527 błogosławieństwa („Podnieś rękę, Boże Dziecię!528),
proroczego natchnienia,529 kosmogonii,530 eschatologii („a gdy rękę podniesie – świat znik-
nie”531), głosowania tak lub nie, ułaskawienia (cesarz rzymski podczas igrzysk), egzekucji
(„Oficer go nie widzi... rękę podniósł w górę”532), radości, pozdrowienia, powitania i pożegnania
władzy,533 a nawet krzywdy do pomszczenia („Wpadli w tłum; – ale długo ta ręka ku niebu [...]
Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku [...] Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie / Zapomnij o
mnie”534). Nasze spotkanie z osobnikiem X ma jednak miejsce w Polsce A.D. 1980, przed ka-
wiarnią „U Ekonomistów”. Kontekst ten łatwo sprowadza nasze możliwości wyboru do jednego
tylko znaczenia podniesionej ręki X – powitania. Dlaczego jednak wita on nas w ten właśnie
sposób; czy nie mógł uścisnąć nam po prostu dłoni lub ograniczyć się do fonetycznego „dzień
dobry”? Mógł oczywiście; dobór takiego, a nie innego środka powitania określa jednak dodat-
kowo (czego X bynajmniej nie musi być świadom) pewien typ łączących nas stosunków może
być np. znakiem ich spontaniczności, równorzędności... – rzecz do gruntowniejszej analizy. Zo-
stawmy jednak na chwilę ten wątek.
Kolejnym, brzemiennym odkryciem Ferdynanda de Saussure’a było ustalenie, iż „system ję-
zykowy opiera się w istocie na opozycjach, tzn. na przeciwstawianiu się wzajemnym znaków ję-
zykowych”.535 Tezę tę rozwinął później Roman Jakobson, który stwierdził m. in., iż „opozycja
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.