- To zaszczyt, którego chętnie bym uniknął - odpalił Kawi...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- Sprzykrzyła ci się zabawa? - spytała. Libijczyk wzruszył ramionami.
- To nigdy nie była dla mnie zabawa, Annalise. Po prostu robię to.
- Stachanowiec, co? - zadrwiła Shenker. - Bezimienny członek wielkiego proletariatu? Ten obrazek nie bardzo do ciebie pasuje.
- Nie prowokuj mnie, Annalise - ostrzegł Kawi. - Nie mamy czasu.
- Masz rację - powiedziała terrorystka. Obróciła się i wzięła ze stołu mały nadajnik, po czym wstała wsuwając go do zamykanej na zatrzask górnej kieszeni kurtki, - Wiesz, co i jak?
Kawi skinął głową.
- Za pięć minut na drzwiach wagonu z miejscami siedzącymi będzie założony ładunek. Kiedy pociąg się zatrzyma, nikt nie będzie w stanie wyjść, chyba że przejdzie po dachach wagonów, tak jak Raoul i Lisa. Nawet jeśli rozwalą parę okien, to i tak tylko bardzo niewielu będzie mogło uciec, zresztą znajdą się wtedy trzysta stóp na przepaścią... Po założeniu ładunku wracam tutaj i czekam, aż pociąg się zatrzyma, wtedy otwieram drzwi.
- Jeśli będzie tam Azziz z ciężarówką, powinno się udać. - Libijczyk wskazał ręką nadajnik w kieszeni Shenker. - Masz zamiar tego użyć? - spytał.
- Oczywiście - odparła, najwyraźniej zaskoczona, że w ogóle o to pyta. - Jeśli napotkamy jakieś trudności, będzie to pożyteczne narzędzie przetargowe, kiedy zaś już uciekniemy - ostatni gest. Może Amerykanie pomyślą dwa razy o swojej nowej polityce dotyczącej wojny chemicznej i biologicznej, kiedy zobaczą ją użytą tak blisko domu.
- Amerykanie myślą dwa razy tylko o seksie i pieniądzach - powiedział Kawi. - To ich największa siła i zarazem najgorsza wada.
Shenker zignorowała ten komentarz i spojrzała na zegarek.
- Już czas - powiedziała. - Załóż ładunek.
- Szybciej, szybciej! - popędzał Harry pochylając się nad ramieniem Daniela.
- Zamknij się! Robię najszybciej, jak mogę.
Malarz kartkował cienką książeczkę - palce mu się plątały, a pot piekł w oczy i zbierał się pod pachami. W wagonie restauracyjnym byli też Norm Kettering, Frank Sagadore i Walter Linberg, którzy dołączyli do pozostałych, gdy Wanda Jenkins podniosła alarm.
Sagadore stał przy odsłoniętym już oknie i z nosem przylepionym do szyby próbował zorientować się w okolicy.
- Właśnie przejechaliśmy jakiś most! - zawołał głośno.
- Cholernie pomocna wskazówka! - jęknął Daniel. - W tej książce jest z tuzin przeklętych mostów. Co jeszcze widzisz?
- Dużo wielkich cieni - odparł Sagadore. - Góry, w oddali rzeka. Nie, poczekaj. Cholera, tak! Kilka torów. Jakaś bocznica! Długi most, a za nim bocznica!
- Chwileczkę - mruknął Pendergast. - Rzeka Beaver... Cupola Creek... Alder Creek... Jest! Most Mountain Creek, a zaraz za nim miejsce zwane Griffith! Bocznica na sto czterdzieści wagonów. Chryste, mam nadzieję, że tu się wszystko zgadza.
- Nie przejmuj się - odezwał się Harry. - Co jest między tą bocznicą a tunelem?
- Zaraz, zaraz. Dobra, mam... Most Bryanfs Creek.
- Jaki długi?
- Osiemdziesiąt trzy stopy.
- Nie nadaje się, jedź dalej.
- Cedar Creek, dwieście dwadzieścia dwie stopy. Sturdee - to wieża ciśnień. Raspberry Creek, sto siedem stóp... Most Mud Chute, czterdzieści stóp - do diabła, też niedobry. Cutbank, następna bocznica. Zaraz, tutaj coś jest. Most Stoney Creek, podwójne przęsło nad Stoney Creek, długości czterystu osiemdziesięciu czterech stóp. Tak... tak, to najwyższy most na linii Canadian Pacific, trzysta dwadzieścia pięć stóp nad korytem potoku. Zaraz za nim jest stara bocznica i zbiornik wodny. - A dalej? - spytał Harry.
- Nic. Następnym ciekawym miejscem według książki jest tunel Connaught.
- Okay - powiedział Harry. - Zakładamy, że to ten most Stoney Creek. Jak daleko od niego jesteśmy?
- Griffith jest na siedemdziesiątej pierwszej mili w tym rejonie. Most na siedemdziesiątej szóstej.
- Pięć mil - odezwał się Sagadore, ciągle badający wzrokiem mroczny krajobraz za oknem. - Liczyłem słupki. Na tym wzniesieniu nie jedziemy szybciej niż trzydzieści pięć czy czterdzieści mil na godzinę. To nam daje jakieś siedem-osiem minut.
- Czas na długą, porządną modlitwę - mruknął Linberg rozparty na jednym z krzeseł restauracji.
- Nie jest aż tak źle. Zastanówcie się - powiedział Harry. - Przypuszczalnie staną na tym moście. Może mają zamiar go wysadzić, nie wiem. Tak czy siak, jest to najbardziej prawdopodobne. Ten pociąg ma dużo więcej niż czterysta osiemdziesiąt cztery stopy, co znaczy, że część wagonów będzie stała na solidnym gruncie, pewnie po obu stronach mostu. Jak tylko stanie, zaczniemy wyładowywać ludzi.
- A niby jak, do diabła, mamy tego dokonać? - spytał Cavendish.
- Jesteśmy w stanie to zrobić - upierał się Harry, w którego żyłach krążyła szybko adrenalina, dając mu poczucie pewności siebie i siły. - Miejmy oko na to, jak staniemy w stosunku do mostu. Jeśli będzie wyglądało, że poza nim jest większość wagonów przednich, przesuńcie ludzi na przód. Możecie być pewni, że zaminowali tam jakieś drzwi, więc bądźcie ostrożni. Kiedy dotrzecie do wagonu, który nie będzie już stał na moście, ktoś będzie musiał wyzwolić ładunek na drzwiach zewnętrznych.
- Jak? - spytał Daniel.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.