Puste transportery wyglądały z wysoka jak zielonkawe pudełeczka; przy jed- nym widniała częściowo zwęglona figurka, trup człowieka, którego poraził...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Tuż przed zakrętem, za którym sterczały iglice skalnej bramy, „Cyklop” za-
trzymał się i zbliżył ku sięgającej niemal dna wąwozu grzywie metalicznych za-rośli. Z napiętą uwagą śledzili jego poruszenia. Musiał otworzyć z przodu pole siłowe, aby przez wąską jego przerwę wyprowadzić inhauster, który na kształt
wydłużonej lufy armatniej, z zębatą garścią u końca, wysunąwszy się ze swej tu-lei, objął kępę krzaków i pozornie bez wysiłku wyrwał ją ze skalnego podłoża, po czym cofnął się i spełzł tyłem na dno wąwozu.
Cała operacja odbyła się gładko i sprawnie. Dzięki szybującej nad wąwozem
telesondzie nawiązano kontakt radiowy z mózgiem „Cyklopa”, który powiadomił
ich, że „próbka” rojąca się od czarnych „owadów” została zamknięta w zbiorniku.
88
„Cyklop” dotarł na odległość stu metrów od miejsca katastrofy. Stał tam, oparty pancernym zadem o skałę, tylny energobot grupy Rohana, w samym przejściu
skalnym tkwiły sczepione ze sobą transportery, a dalej przed nimi znajdował się drugi energobot. Najdelikatniejsze drżenie powietrza świadczyło o tym, że wciąż jeszcze wytwarza pole ochronne, tak jak je pozostawił Rohan po klęsce swego
oddziału. „Cyklop” najpierw wyłączył zdalnie diraki tego energobota, a potem, zwiększywszy moc odrzutu i uniósłszy się w powietrze, przepłynął zręcznie ponad grzbietami pochylonych transporterów i osiadł z powrotem na głazach, już
powyżej przejścia. W tym właśnie momencie ktoś z patrzących wydał ostrze-
gawczy okrzyk. Rozległ się on w sterowni „Niezwyciężonego”, oddalonej o 60
kilometrów od wąwozu, kiedy tam zadymiła czarna sierść stoków i obruszyła się falami na ziemski pojazd z takim impetem, że w pierwszej chwili znikł zupełnie, zakryty jakby ciśniętym z wierzchu płaszczem smołowatego dymu. Natychmiast
jednak całą grubość atakującej chmury przeszył krzaczasty błysk. „Cyklop” nie użył swojej strasznej broni: to tylko wytworzone przez chmurę pola energetyczne zderzyły się z jego siłową osłoną. Teraz jak gdyby zmaterializowała się nagle, ob-lepiona grubą warstwą mrowiącej się czerni; to puchła niby olbrzymi bąbel lawy, to kurczyła się, i ta osobliwa gra trwała dobrą chwilę. Patrzący odnieśli wrażenie, jakby skryta przed ich wzrokiem maszyna usiłowała rozepchnąć miriady napastników, których było wciąż więcej i więcej, bo coraz nowe chmury lawinami staczały się na dno wąwozu. Już nie było widać lśnienia siłowej sfery, a tylko w głuchej ciszy trwało niesamowite zmaganie dwóch martwych, ale potężnych sił. Nareszcie
ktoś ze stojących u ekranu westchnął: drgający czarny pęcherz znikł pod ciemnym lejem; chmura zmieniła się w rodzaj olbrzymiego wiru, który wzniósł się ponad szczyty najwyższych skał i dołem uczepiona niewidzialnego przeciwnika — górą
obracała się w szalonych obrotach kilometrowym Malströmem, opalizując błękit-
nawo. Ni kt się nie odezwał, wszyscy rozumieli, że chmura usiłuje w ten sposób zgnieść energetyczny pęcherz, w którym, niby pestka w łupinie, tkwiła maszyna.
Rohan zauważył kątem oka, jak astrogator otwierał już usta, aby spytać sto-
jącego przy nim głównego inżyniera, czy pole wytrzyma — ale nie odezwał się.
Nie zdążył.
Czarny wir, ściany wąwozu, zarośla — wszystko to znikło w ułamku sekun-
dy. Widok był taki, jakby na dnie rozpadliny skalnej otwarł się ziejący ogniem wulkan. Słup dymu i kipiącej lawy, skalnych okruchów, nareszcie — wielki, we-lonami pary powłóczący obłok, wzbijający się coraz wyżej, aż para, pochodzą-
ca zapewne z wody wrzącego potoku, dotarła na półtorakilometrową wysokość,
gdzie szybował przekaźnik telewizyjny. „Cyklop” uruchomił miotacz antymaterii.
Nikt ze stojących w sterowni nie poruszył się nawet ani nie odezwał, ale też
nikt nie mógł powściągnąć uczucia mściwej satysfakcji: to, że było bezrozum-
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.