Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Skwarek udaje, że podziela moje pasje i ambicje, a
myśli o małżeństwie ze mną. Boże, jakże strasznymi egoistami są mężczyźni! - Nie wszyscy, panno Helenko - wtrąciłem z przekonaniem. - O Boże, i ja chciałam się upodobnić do mężczyzn? Rezygnuję z tego. Wolę być kobietą! - zawołała. - Słusznie - przytaknąłem. - Będzie pani z tym bardziej do twarzy. I niech pani pozostanie w Lesku, bardzo o to proszę. Zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głowy, jakby chciała mnie zmiażdżyć tym spojrzeniem. - Dobrze - oświadczyła nieoczekiwanie. - Zostanę. Pokażę panu, jak wielkoduszną potrafi być kobieta. Radzę jednak panu pamiętać, że i ja jeszcze nie powiedziałam swojego ostatniego słowa. To się okaże, kto w końcu wygra tę batalię. Być może, uda mi się przekonać pana, że mózg kobiety pracuje nie gorzej od mózgu mężczyzny. To mówiąc odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem zaczęła schodzić ze wzgórza porośniętego starymi dębami. A ja powlokłem się za nią zrezygnowany. Wkrótce zaczął padać deszcz. Mieszkańcy campingu skryli się w domkach. Na mój biwak przyszedł Baśka i zaczęliśmy dyskutować o jego podejrzeniach w stosunku do Józefa Gnata, a także o dziwnej kartce pocztowej. - Przypuszczam, że Sekundus opowiedział milicji o Gnacie - rzekł Baśka - i oni zainteresowali się jego osobą. - Naturalnie, chłopcze. Józef Gnat został wciągnięty na listę podejrzanych. Sęk w tym, że lista jest bardzo długa, obejmuje ponad pięćdziesiąt nazwisk i adresów. Wyobraź sobie, że dom Sekundusa odwiedza codziennie mnóstwo osób, zwłaszcza teraz, gdy rozpoczął się sezon turystyczny. Byli wśród nich cudzoziemcy i Polacy z najróżniejszych stron Polski. Niektórzy, podobnie jak i Józef Gnat, proponowali Sekundusowi sprzedaż ikon i pozostawili swoje adresy. Trudność polega jednak nie tylko na tym. Można przypuszczać, 106 że osobnik, który przybył do domku Sekundusa z myślą o kradzieży ikon, zapewne nie podał swego prawdziwego nazwiska lub w ogóle celowo nie okazał wielkiego zainteresowania zbiorami. Jedyna nadzieja, że złodziej zechce sprzedać ikony. Pod ścisłą obserwacją znajdują się więc sklepy z dziełami sztuki oraz pokątni handlarze antykami. Daliśmy także znać o tej sprawie celnikom. - Ale Gnat jest jednak bardzo podejrzany - upierał się Baśka. - Nie więcej niż inni - odparłem. Wyciągnąłem notatnik i przeczytałem informacje o Gnacie, które uzyskała milicja. - Kiedyś pracował jako drwal w lesie. Potem jednak odkrył w sobie talent artysty ludowego i zaczął rzeźbić figurki i zwierzątka z korzeni drzew. Wreszcie założył własny sklepik w Cisnej z różnego rodzaju pamiątkami. Sprzedaje w nim wyroby własne. - To nie są dzieła sztuki, to straszydła! - oburzył się Baśka. - Być może masz rację. Ale to przecież nie znaczy, że Gnat jest złodziejem ikon. - A jednak pan Sekundus wspomniał właśnie o Gnacie, gdy go pytałem, kto interesował się jego ikonami - argumentował Baśka. - Zrobił tak - wyjaśniłem - ponieważ mówiłeś, że wybieracie się na wycieczkę w Bieszczady. A Gnat był jedyną osobą z tych okolic, która chciała kupić jego ikony. - No właśnie. Dlaczego? - Ależ to oczywiste. Może któryś z jego klientów pytał go o ikony? Więc Gnat chciał kupić od Sekundusa, żeby je potem odsprzedać z zyskiem. - A dziwna kartka pocztowa? Nie od razu odpowiedziałem. - Jak sam wiesz, kartka ma treść bardzo niewinną. Oczywiście o tych sprawach poinformuję milicjantów prowadzących śledztwo. Niestety, dotychczas nie trafiliśmy na ślad człowieka, który skupywał ikony. - Pan do tej sprawy przywiązuje aż taką wagę? - Tak - odparłem szczerze. - Myślę, że człowiek ten był związany z gangiem przemytników. Pewnego dnia źródło, z którego czerpał, wyschło. W Bieszczadach przecież coraz mniej jest starych ikon u prywatnych osób. Tymczasem gang domagał się nowego towaru. I wtedy ów człowiek, może z polecenia gangu, zdecydował się na kradzież. - Co pan zamierza robić dalej? - zapytał Baśka. W tym momencie na moim biwaku zjawiła się Ludmiła. Odtąd rozmowa nasza toczyła się po polsku i po czesku. - Mam ze sobą film, na którym utrwaliłam pański pobyt w Pradze - opowiadała Ludmiła. - W Lesku, w Domu Kultury, mają projektor na taśmę ośmiomilimetrową. Czy chce pan, abym go wyświetliła? - Oczywiście, że chcę twój film obejrzeć - uśmiechnąłem się. - Zobaczy pan siebie spacerującego po żydowskim cmentarzu... Usłyszeliśmy gong na obiad. Postanowiliśmy, że jutro pójdziemy na projekcję filmu Ludmiły do Domu Kultury w Lesku, a dziś po południu wyruszamy do muzeum w Sanoku. Na zwiedzenie sanockiego skansenu namówiłem także profesora Hilarego i chłopców. Między Leskiem i Sanokiem istnieje połączenie autobusowe, harcerze mieli się więc czym dostać do Sanoka. My zaś zdecydowaliśmy się pojechać naszymi samochodami. 107 Skwarek nie zjawił się na obiedzie. Wobec tego pan Smith zabrał do swego porscha pana Dohnala i dyrektora Marczaka, a ja zaprosiłem do wehikułu pannę Helenkę i Ludmiłę. Harcerze i profesor Hilary już wcześniej, zaraz po obiedzie, odjechali autobusem. Panna Helenka pojawiła się przede mną zupełnie odmieniona. Zastosowała się do swego postanowienia i przestała udawać mężczyznę. Ubrała się w krótką spódniczkę mini, sweter z ogromnym dekoltem i krótkimi rękawami. Wyperfumowała się, na nogi włożyła lekkie pantofelki. Uczesania już zmienić nie mogła, ale na nosie miała zupełnie inne okulary, w delikatnej oprawce. Okazuje się, że woziła z sobą dwie pary - na różne okazje. - Jaka pani piękna - zawołałem z zachwytem. Uśmiechnęła się z zadowoleniem. - No cóż - stwierdziła - niekiedy dobrze jest być kobietą. - Dysponuje się całym arsenałem środków. Do tej pory gardziłam nimi, ale przekonałam się, że źle na tym
|
WÄ…tki
|