Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Rzeczywiście czterech jeźdźców ruszyło moim tropem, wkrótce jed-
nak zawrócili zmierzajÄ…c, jak siÄ™ zdawaÅ‚o, w stronÄ™ brodu. BÄ…dź co bÄ…dź wyszÅ‚o 268 to wam na dobre, bo zamiast DziewiÄ™ciu, tylko PiÄ™ciu wzięło udziaÅ‚ w nocnej napaÅ›ci na wasz obóz. NadkÅ‚adajÄ…c drogi, i to uciążliwej, w górÄ™ brzegiem Szarej Wody, przez Wrzo- sowiska Etten, a później z powrotem ku poÅ‚udniowi, dotarÅ‚em w koÅ„cu tutaj. Sze- dÅ‚em od Wichrowego Czuba niemal dwa tygodnie, konno bowiem nie mógÅ‚bym siÄ™ przedostać przez góry i skaÅ‚ki trollów, toteż odesÅ‚aÅ‚em Gryfa królowi; zaprzy-jaźniÅ‚em siÄ™ z tym wierzchowcem serdecznie, wiem, że stawi siÄ™ na wezwanie, gdybym go znów potrzebowaÅ‚. PrzybyÅ‚em wiÄ™c do Rivendell zaledwie o tydzieÅ„ wczeÅ›niej niż wy z PierÅ›cieniem, ale na szczęście wieÅ›ci o grożących wam nie- bezpieczeÅ„stwach już tutaj dotarÅ‚y przede mnÄ…. Na tym, mój Frodo, koÅ„czÄ™ swojÄ… relacjÄ™. Elronda i resztÄ™ obecnych prze- praszam, że siÄ™ tak szeroko rozwiodÅ‚em. Lecz po raz pierwszy zdarzyÅ‚o siÄ™, że Gandalf nie dotrzymaÅ‚ obietnicy i nie stawiÅ‚ siÄ™ na umówione miejsce i porÄ™. UważaÅ‚em, że winien jestem usprawiedliwienie powiernikowi PierÅ›cienia z tak niezwykÅ‚ego wypadku. A wiÄ™c caÅ‚a historia, od poczÄ…tku do koÅ„ca, zostaÅ‚a opo- wiedziana. ZebraliÅ›my siÄ™ tutaj wszyscy, a PierÅ›cieÅ„ jest wÅ›ród nas. Nie zbliżyli- Å›my siÄ™ jednak ani o krok od istotnego celu. Co zrobimy z PierÅ›cieniem? ZalegÅ‚a cisza. Potem odezwaÅ‚ siÄ™ Elrond. — ZÅ‚a to nowina, że Saruman zdradziÅ‚ — rzekÅ‚ — bo mu ufaliÅ›my i znaÅ‚ najtajniejsze sprawy naszej Rady. Niebezpieczna to rzecz zgÅ‚Ä™biać sztukÄ™ wro- ga, choćby w najlepszej intencji! Ale podobne zdrady i upadki znamy, niestety, z przeszÅ‚oÅ›ci. Najbardziej ze wszystkich zdumiaÅ‚a mnie opowieść Froda. Niewie- le miaÅ‚em do czynienia z hobbitami, jeÅ›li nie liczyć tu obecnego Bilba. Okazu- je siÄ™, że Bilbo nie jest takim niezwykÅ‚ym wyjÄ…tkiem, jak sÄ…dziÅ‚em dotychczas. Åšwiat bardzo siÄ™ zmieniÅ‚ od czasu, gdy po raz ostatni podróżowaÅ‚em zachodnimi szlakami. Upiory Kurhanów znamy pod różnymi imionami, o Starym Lesie wiele sÅ‚ysze- liÅ›my legend; to, co z niego po dziÅ› dzieÅ„ przetrwaÅ‚o, jest tylko resztkÄ… północnego skrawka dawnej puszczy; byÅ‚y czasy, gdy wiewiórka skaczÄ…c z drzewa na drzewo mogÅ‚a przewÄ™drować z miejsca, gdzie teraz leży Shire, do Dunlandu poÅ‚ożonego na zachód od Isengardu. Ongi podróżowaÅ‚em po tych okolicach i widziaÅ‚em tam mnóstwo strasznych i dziwnych rzeczy. ZapomniaÅ‚em jednak o Bombadilu; jeÅ›li nie mylÄ™ siÄ™, chodzi o tego samego cudaka, który krÄ™ciÅ‚ siÄ™ po lasach i górach przed wiekami, a wówczas już byÅ‚ najstarszy wÅ›ród starców. NosiÅ‚ wtedy inne imiÄ™. ZwaliÅ›my go Iarwain Ben-adar, co znaczy: najstarszy i nie majÄ…cy ojca. Różne plemiona nazywaÅ‚y go zresztÄ… rozmaicie: krasnoludy — Fornem, a ludzie z północy — Oraldem, inni jeszcze inaczej. Wielki to dziwak, lecz kto wie, czy nie należaÅ‚o go wezwać na naszÄ… RadÄ™. — Nie przyszedÅ‚by — rzekÅ‚ Gandalf. 269 — Może nie za późno jeszcze, by posÅ‚ać po Bombadila goÅ„ca i uzyskać jego pomoc? — spytaÅ‚ Erestor. — On, jak siÄ™ zdaje, ma wÅ‚adzÄ™ nawet nad PierÅ›cieniem. — SÅ‚uszniej byÅ‚oby powiedzieć, że PierÅ›cieÅ„ nad nim wÅ‚adzy nie ma — odparÅ‚ Gandalf. — Bombadil sam jest sobie panem. Nie może jednak odmienić istoty PierÅ›cienia ani też unicestwić jego wÅ‚adzy nad innymi. ZresztÄ… Bombadil zamknÄ…Å‚ siÄ™ w maÅ‚ym kraiku, którego granice sam wyznaczyÅ‚, chociaż nikt prócz niego ich nie widzi. Może czeka na inne czasy, w każdym razie nie chce siÄ™ poza swojÄ… dziedzinÄ™ wychylać. — Za to w jej obrÄ™bie nic go, jak widać, nie przeraża — rzekÅ‚ Erestor. — Może
|
WÄ…tki
|