Żeby było ci łatwiej docenić to szczęście, wcześniej będę musiała przeprowadzić cię przez strach i udrękę, ale nie bój się – to nie potrwa...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Któregoś dnia dowiesz się nagle, że to, co opowiadałeś o strasznym wypadku na miejskiej obwodnicy, o śmierci swojej rodziny – stało się prawdą. Któregoś dnia okaże się, że w twoim komputerze medycznym rzeczywiście znalazł się zapis nieuleczalnej choroby, o której opowiadałeś…
Zaczniesz mnie szukać, ale komputer będzie ci wmawiał, że adresu, który ci dałam, nigdy w sieci nie było. Postaram się dla ciebie wysilić, spełnić wszystko, wszystko, cokolwiek mówiłeś. Jeśli chciałeś stać się nędzarzem – strącę cię w nędzę. Jeśli uskarżałeś się na samotność – dam ci zaznać samotności. Najpierw będziesz się bał, szamotał, przeklinał mnie i Madame O., będziesz próbował znaleźć kogoś, kto cię uratuje… Przeczekam to. W końcu docenisz moje wysiłki. Zrozumiesz, że dzięki mnie udało ci się zdobyć skarb, który w tym naszym skomputeryzowanym do cna świecie jest cenniejszy niż wszystko: kawałek życia ponad wszelką wątpliwość prawdziwego i niepowtarzalnego.
I dopiero, gdy to wreszcie zrozumiesz, pozwolę ci umrzeć – och, nie zawracajmy sobie teraz głowy szczegółami, jest tyle sposobów. Ważne będzie tylko to jedno, byś miał świadomość, że umierasz z miłości. Przyznaj, tak szczerze: czy nigdy nie marzyłeś o takiej śmierci?
A ja przecież czekam tutaj na ciebie po to, aby spełnić twe marzenia.
Najskrytsze i najgorętsze z twoich marzeń, kochanie.
RoszadaNazwiska generała McCormicka nie znajdziecie w żadnej encyklopedii. Nie wspominają o nim nawet specjalistyczne opracowania historii tajnych służb ani podręczniki szpiegowskich akademii. Także w oficjalnej historii CIA nie poświęcono mu ani jednego zdania. I to właśnie jest najlepszym dowodem, że generał McCormick był jednym z najgenialniejszych ludzi, jacy kiedykolwiek działali w tej branży.
Żeby być ścisłym: jednym z dwóch najgenialniejszych.
Nie wiadomo, kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach McCormick wpadł na swój wiekopomny pomysł, ani jak długo dopracowywał w samotności szczegóły projektu. Powodzenie całej operacji zależało oczywiście od zachowania jej w najgłębszej tajemnicy. Prezydent, nie dało się tego uniknąć, musiał wiedzieć – ale już na przykład wiceprezydenta wtajemniczono tylko raz, po tym, jak prezydenta zastrzelono i on sam musiał zająć jego miejsce.
W dobie zimnej wojny stare metody wywiadowcze przestają wystarczać – przekonywał McCormick podczas historycznego spotkania w Owalnym Gabinecie. – Wydajemy ogromne pieniądze usiłując pozyskać agentów wśród ludzi, którzy mają dostęp do ważnych informacji oraz podejmowania decyzji u przeciwnika. Takich ludzi jest niewielu, dobrze pilnowanych, na dodatek nigdy nie wiadomo, który z nich podaje nam informacje prawdziwe, a który spreparowane przez wrogi kontrwywiad. Czy można to zmienić?
Tu McCormick zawiesił dla lepszego efektu głos i oznajmił triumfalnie: panowie, twierdzę, że można! Trzeba tylko skończyć z myśleniem na krótki dystans i spojrzeć na sprawę perspektywicznie. Popełniamy błąd, skupiając się wyłącznie na chwili obecnej i pozyskiwaniu tych, którzy coś znaczą t e r a z. Tymczasem za pieniądze potrzebne do skorumpowania jednego generała możemy kupić setkę najlepiej się zapowiadających poruczników. Z prostego rachunku prawdopodobieństwa wynika, że za trzydzieści lat będzie wśród nich dziesięciu generałów, w tym, być może, sam szef KGB. Zamiast trwonić pieniądze na bezskuteczne próby zdobycia sekretnych planów przeciwnika, zainwestujmy je w tych, którzy będą te plany układać. Ba! Postawmy na młodych połowę tego, co wydajemy na podwójnych agentów, a zaręczam, że za trzydzieści lat osadzimy na Kremlu naszego reformatora, który definitywnie rozłoży przeciwnika na łopatki!
Prezydent był olśniony.
Następne kilkadziesiąt pracowitych lat upłynęło McCormickowi w głębokim ukryciu. Nie były to lata zmarnowane. Już w pierwszej grupie pozyskanych nową metodą współpracowników wpadł mu w oko rzutki działacz z Czelabińska, Misza, który z czasem, z pomocą zarządzanych przez McCormicka funduszy, stał się Michaiłem, potem towarzyszem Michaiłem, a w końcu wielce czcigodnym towarzyszem Michaiłem. Plan okazał się działać bezbłędnie.
Poza jednym nieprzewidzianym szczegółem. Kiedy już przyszedł czas, aby o całej sprawie poinformować społeczeństwo, a samemu McCormickowi przyznać ordery i zapewnić należne mu miejsce w panteonie narodowych bohaterów, w Owalnym Gabinecie zasiadł nowy prezydent, przedstawiciel młodego pokolenia, obiecujący głębokie reformy. Pierwszą z nich było zlikwidowanie w trybie nagłym i skutecznym tajnej komórki McCormicka.
Słowa, jakimi podobno zareagował na wiadomość o reformach nowego prezydenta generał są jeszcze jednym dowodem jego geniuszu i przenikliwości. Cholera, panowie – zdążył podobno jeszcze powiedzieć do współpracowników. – Chciałbym tylko wiedzieć, g d z i e właściwie jesteśmy teraz my, a gdzie sowieci?!
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.