Roześmiałem się, wprawiony w trans...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Pokazał mi zamkniętą sakiewkę, potem ją otworzył i zajrzał do środka, ale z miejsca, w którym stałem, nie mogłem niczego zobaczyć. Wtedy na myśl przyszło mi pewne imię: Astrain. Wyobraziłem sobie to imię, sprawiłem, że zadrgało między słupami ognia, a Posłaniec z własnej woli przytaknął; odgadłem jego imię.
Nadszedł czas, by zakończyć ćwiczenie. Wypowiedziałem rytualne słowa i ugasiłem słupy ognia - najpierw po lewej, potem po prawej. Otworzyłem oczy - przede mną znów płynęła Ega.
- To było znacznie trudniejsze, niż się spodziewałem - przyznałem, opowiedziawszy Petrusowi, co się wydarzyło.
- To był twój pierwszy kontakt. Kontakt wzajemnego zrozumienia, wzajemnej przyjaźni. Rozmowa z Posłańcem stanie się owocna, jeśli będziesz go wzywał
codziennie, jeśli będziesz dzielił się z nim problemami i nauczysz się doskonale odróżniać prawdziwą pomoc od zasadzek. Podczas spotkań z nim nigdy nie trać z oczu swego miecza.
- Ale przecież nie mam jeszcze miecza - odburknąłem.
- Dlatego nie będzie mógł ci wyrządzić wielkiej krzywdy. Jednak lepiej nie ułatwiać mu zadania.
Rytuał dobiegał końca. Życząc Petrusowi dobrej nocy, wróciłem do hotelu. Leżałem w łóżku i rozmyślałem o nieszczęsnym kelnerze, który obsługiwał nas przy obiedzie.
Miałem ochotę tam
To imię jest oczywiście nieprawdziwe. wrócić, spotkać się z nim, nauczyć go rytuału Posłańca i powiedzieć, że jeśli tego pragnie, wszystko może odmienić. Ale nie warto było podejmować próby ocalenia świata - nie zdołałem jeszcze ocalić nawet siebie9.
40
Miłość
- Rozmowa z Posłańcem to nie zadawanie pytań na temat świata duchowego -
powiedział nazajutrz Petrus. - Posłaniec może być pomocny wyłącznie w świecie materialnym. Ale udzieli ci wsparcia tylko wówczas, gdy będziesz dokładnie wiedział, co chcesz osiągnąć.
Zatrzymaliśmy się w wiosce, żeby ugasić pragnienie. Petrus zamówił piwo, ja wodę sodową. Podstawę mojej szklanki stanowił plastikowy krążek wypełniony zabarwioną wodą. Palcami rysowałem na nim abstrakcyjne kształty. Rozmyślałem.
- Wspomniałeś, że Posłaniec objawił się w chłopcu, ponieważ miał mi coś do powiedzenia.
- Coś niecierpiącego zwłoki - potwierdził.
Rozmawialiśmy jeszcze o Posłańcu, o aniołach i demonach. Z trudem przychodziło mi pogodzić się z tak praktycznym wykorzystaniem tajemnic Tradycji. Petrus podkreślał, że zawsze powinniśmy pragnąć zadośćuczynienia, a ja miałem w pamięci słowa Jezusa: bogaci nie wejdą do Królestwa Niebieskiego.
- Jezus nagrodził człowieka, który potrafił pomnożyć majątek swego pana. Poza tym ludzie uwierzyli w niego nie tylko za sprawą jego zdolności oratorskich - musiał
czynić cuda, wynagradzać tych, którzy za nim podążali.
- W moim barze nikt nie będzie źle mówił o Jezusie - przerwał właściciel, który przysłuchiwał się naszej dyskusji.
- I nikt nie mówi źle o Jezusie - odparł Petrus. - Źle mówić o Jezusie to grzeszyć, wzywając jego imienia. Jak pan zrobił tu, w tym. miejscu.
Właściciel baru zmieszał się na chwilę. Ale zaraz zripostował:
- Nie mam z tym nic wspólnego. Byłem jeszcze dzieckiem.
- Winę zawsze ponoszą inni - zgromił go Petrus.
Właściciel baru zniknął za kuchennymi drzwiami. Zapytałem, o czym mówili.
- Przed pięćdziesięciu laty, w dwudziestym wieku, tam, na wprost, spalono pewnego Cygana. Oskarżono go o czary i zbezczeszczenie hostii. Sprawę dało się wyciszyć, bo trwała potworna wojna domowa, i dziś nikt już o tym nie pamięta. Z wyjątkiem mieszkańców tego miasteczka.
- Skąd więc ty o tym wiesz, Petrusie?
41
- Po prostu wędrowałem już szlakiem do Composteli.
I dalej piliśmy w opustoszałym barze. Słońce zalewało ziemię oślepiającym blaskiem
- była pora sjesty. Wkrótce właściciel baru wrócił w towarzystwie miejscowego proboszcza.
- Kim jesteście? - zapytał ksiądz.
Petrus pokazał mu narysowaną na plecaku muszlę. Przez tysiąc dwieście lat pielgrzymi przechodzili obok tego baru i tradycją było każdego z nich traktować z szacunkiem, zawsze udzielając schronienia. Toteż teraz kapłan zwrócił się do nas zupełnie inaczej.
- Jakże to możliwe, żeby wędrujący do Composteli pielgrzymi źle wyrażali się o Jezusie? -zapytał tonem katechety.
- Nikt tu nie powiedział niczego złego o Jezusie. Wspominaliśmy zbrodnie popełnione w imię Jezusa. Na przykład sprawę tego Cygana, którego spalono na placu.
Także właściciela baru muszla na plecaku Petrusa zmusiła do zmiany zachowania.
Tym razem odezwał się z respektem.
- Klątwa Cygana ciąży na nas do dziś - oświadczył mimo karcącego spojrzenia proboszcza.
Petrus chciał się dowiedzieć, na czym to polega. Ksiądz odparł, że to tylko krążące wśród ludu bajki, które nie zyskały potwierdzenia Kościoła. Ale właściciel ciągnął:
- Przed śmiercią Cygan powiedział, że najmłodsze dziecko we wsi będzie nawiedzone i opętane przez demony. Kiedy to dziecko się zestarzeje, a w końcu umrze, demony wybiorą inne. I tak bez końca, przez całe wieki.
- Ziemia tu jest taka jak w innych okolicznych wsiach - wtrącił ksiądz. - Kiedy tam panuje susza, panuje także i u nas. Kiedy tam pada i plony są obfite, my też zapełniamy spichlerze. Nie przydarza się nam nic, co nie działoby się w sąsiednich wsiach. Cała ta opowiastka to czyste wymysły.
- Nic się nie stało, bo odizolowaliśmy klątwę -wyjaśnił właściciel baru.
- Chodźmy więc do niej - zaproponował Petrus.
Kapłan skwitował te słowa śmiechem. Właściciel się przeżegnał. Lecz żaden z nich nie ruszył się z miejsca.
Petrus uregulował rachunek i ponowił prośbę, by ktoś zaprowadził nas do osoby, na którą padła klątwą. Proboszcz przeprosił - musiał wracać do kościoła, ponieważ 42
został oderwany od pilnej pracy. I wyszedł, zanim którykolwiek z nas zdążył otworzyć usta.
Właściciel baru obrzucił Petrusa pełnym niepokoju spojrzeniem.
- Niech się pan nie obawia - powiedział mój przewodnik. - Wystarczy wskazać nam dom, w którym mieszka klątwa. A my spróbujemy uwolnić od niej wieś.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.