Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Miejmy nadzieję, że wojsko wsadzi go na okręt, wy-
wiezie gdzieś do Indii, i przez długie lata nic o nim nie będziemy słyszeli. I tak się stało, panie Lockwood. Wkrótce Antoni dostał patent w dawnym pułku ojca, w gwardii, gdzie jego nazwisko okryte było legendą, wyjechał do Indii i przez pe- wien czas wszystko szło dobrze. Rzadko dawał o sobie znać, bo nieczęsto chciało mu się pisać. Potem pan Rainton popłynął do Ameryki Południowej i na kilka lat w Drozdo- 222 223 wym Gnieździe zapanował spokój; dzieci rosły i piękniały, a moja pani z wiekiem ro- biła się coraz bardziej powabna. W końcu stało się to, o czym marzyłam: zwróciła na siebie uwagę mężczyzny, który dla każdej kobiety byłby nagrodą; nawet dla tak pięknej i utalentowanej jak moja pani. Był to nikt inny, tylko Jan Broughton Tempest z zamku Crawford, należący do jednej z najstarszych i najznamienitszych rodzin w całym Yorkshire; teraz przejdę do trzeciej i ostatniej części mojej historii. Nastał rok 1830 i bliźnięta miały już prawie cztery lata. Pana Raintona nie było w kraju blisko od trzech lat, ale swoje sprawy w Anglii zostawił w rękach dobrego za- rządcy, podczas gdy sam zbijał fortunę na handlu w Ameryce Południowej. Często do nas pisał; bardzo lubiłyśmy jego listy o miejscach, które widział. Pani czytała mi je za- wsze. Ale pan Rainton cały czas tęsknił za Yorkshire i pewnego razu napisał, że wraca na dobre i że powinnyśmy mu znaleźć żonę, bo chciałby się ustatkować i założyć rodzi- nę. Skończył wtedy dwadzieścia sześć lat, i rzeczywiście nadszedł czas, aby miał spadko- biercę nazwiska. Modliłam się, by mu się powiodło i żeby wreszcie znalazł szczęście. Moja pani wyglądała jego powrotu z wielką radością, chociaż lata jego nieobecności nie okazały się dla niej nieszczęśliwe. Jak już panu mówiłam, była mądrą i roztropną ko- bietą, dobrą gospodynią i kochającą matką, więc nie brakowało jej wielbicieli, lecz żad- nemu z nich nie oddała serca. Małgorzata z rzadka jeździła do Londynu na zakupy i dla podtrzymania znajomo- ści z osobami, które tam poznała w 1823 roku; w domu Letycji Talbot, siostry swojego dawnego wielbiciela, Karola, obecnie żony zamożnego ziemianina i członka parlamen- tu, poznała pana Tempesta podczas kolacji wydanej na jego cześć. Pan Tempest wró- cił niedawno z podróży na Daleki Wschód i wybierał się do domu na północy; to czy- sty przypadek, że moja pani zatrzymała się u pani Letycji Chetwynd wiosną 1830 roku. Oto, jak mi opisała tamtą kolację: Było bardzo elegancko, Agnieszko. Ucieszyłam się, że zabrałam ze sobą francuską suknię z zielonego jedwabiu, bo do domu Letycji na Mount Street w dzielnicy Mayfair przyszło około dwudziestu osób. Na stole, przykrytym delikatnym lnem, lśniły szkła i srebra, a goście, wśród których nie brakowało znanych osobistości, mieli eleganckie stroje. Chociaż wiem, że dobrze wyglądam w jedwabiu, i chociaż miałam modnie ucze- sane włosy, poczułam się jak dawniej:, że zbyt długo siedziałam na wsi, żeby móc roz- mawiać o polityce, pasjonować się projektem reform i tym, czy rząd upadnie i co się wówczas stanie, skoro król jest bardzo chory i lada dzień może umrzeć. Podczas obiadu moją uwagę przykuł mężczyzna siedzący na przeciwko: szczupły, o jasnej karnacji, z wyrazem raczej surowości niż pogardy na twarzy, ale z zaintereso- waniem w oczach, które — muszę przyznać — często spoglądały w moją stronę. Nie 224 225 byłam zdziwiona, że podczas koncertu po kolacji udało mu się zająć miejsce obok mnie; jego pierwsze słowa były następujące: — I cóż pani sądzi o reformie? Jest pani za czy przeciw? — Panie, nie jestem politykiem — odparłam i zaśmiałam się, żeby ukryć zmiesza- nie. — Uważam jednak, że prawo wyborcze powinno zostać zmienione i że powinno być bardziej sprawiedliwe od obecnego. W mojej okolicy duże miasta nie mają żad- nego głosu, podczas gdy z maleńkich miasteczek na południu jest po dziesięciu człon- ków parlamentu i więcej. Mężczyzna, którego oczy — jak zauważyłam — ładnie lśniły i który okazał się mniej wyniosły, niż mi się na początku wydawało, pokiwał głową i za- pytał:
|
Wątki
|