Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Cisza.
- To ty zauważyłe​ tego pierwszego, prawda? Nie odpowiedział. - Prawda? - powtórzyła. - To było oczywiste, Petra. Trzydzie​ci stopni w cieniu, a on ma na sobie płaszcz i wyglšda, jakby miał się porzygać. - Dzieciak? Używajš do tego dzieciaków, prawda? - Dwadzie​cia parę lat. Gówniarz. Gnojek. - Byli z tobš wojskowi i gliniarze. Kto​ jeszcze go zobaczył? Cisza. 138 d-Odpowiadaj, Eric. - Byli zajęci czym​ innym. - A więc zostałe​ bohaterem. - To złe słowo. - Trudno - powiedziała. - Jeste​ bohaterem. A masz być moim bohaterem. Nie odpowiedział. Zamknij się, kobieto. Powinna​ dodawać mu otuchy, a nie zgrywać bezradnš diwę. - Przepraszam. Po prostu… Nie wiedziałam… Martwiłam się. - Mogę być twoim bohaterem - odpowiedział. - To inni mnie wkurzajš. 23 Poniedziałek, 17 czerwca, 10.34, pokój detektywów, wydział Hollywood Kiedy Petra przyjechała, Isaac na niš czekał. Minęła go i poszła do damskiej toalety. Musiała się pozbierać. Była wymęczona, mimo weekendu. A raczej z powodu weekendu. Stresu, z którym musiała poradzić sobie w samotno​ci. Z mocnym postanowieniem niemy​lenia o zamachu i pracy zajęła się porzšdkami w domu. Pochłonęły j š też maniakalne ataki na sztalugi, a ich efekt przyprawił jš o monumentalnš depresję. Jej reprodukcja O’Keefe okazała się ponurym kleksem. Tamta kobieta była geniuszem, Petra wiedziała, że nigdy jej nie dorówna. Ale zwykłe skopiowanie nie powinno być takie trudne. Pod wpływem impulsu zachlapała całe płótno czarnš farbš, potem tego pożałowała i rozpłakała się. Nie płakała od dawna. Odkšd uratowała Billy’ego i podarowała mu nowe życie. Co się z niš dzieje, do cholery? Zamalowała czerń bielš, potem nałożyła warstwę magenty, bo słyszała, że kto​ -jaki​ sławny artysta - używał tego koloru jako podkładu. Smród terpentyny szczypał jš w nos. Opłukała pędzle i wzięła długš goršcš kšpiel, z której wyszła czerwona, z napiętš palšcš skórš. Może pomogłaby jej przebieżka. Albo spacer. Nie, do diabła z tym. Nałożyła sobie lodów. 139 Niedzielę zakończyła zakupami i telefonami do swoich pięciu braci. I ich żon, i dzieci. Pięć szczę​liwych rodzin, prowadzšcych pełne, zabiegane, domowe życie. Krótka rozmowa z Erikiem wieczorem sprawiła, że zarumieniły się jej policzki, ale kiedy odłożył słuchawkę, nie mówišc, że za niš tęskni, poczuła się opuszczona. Zostawał w Izraelu dłużej, niż zamierzał, miał zaplanowane jakie​ spotkania na wysokim szczeblu. Potem może wyjazd do Maroka i Tunezji. W porównaniu z Bliskim Wschodem było tam spokojnie, ale chodziły różne plotki, tyle tylko mógł powiedzieć. Pod jego nieobecno​ć Petra próbowała jako​ po​rednio się do niego zbliżyć - oglšdała wiadomo​ci i czytała gazety. O zamachu już nie pisano. Geopolityka miała się jak zwykle. W końcu w którym​ momencie wszyscy stajemy się liczbš w tabeli, prawda? Stała przed lustrem w toalecie. Wydmuchała nos, poprawiła włosy. Mam trzydzie​ci lat, a skóra twarzy już zaczyna, mi obwisać. ​ Wygięła się w łuk, by wyeksponować biust, który uznał za stosowne dać jej los, zatrzepotała rzęsami, zmierzwiła fryzurę, stanęła w wyzywajšcej pozie. Cze​ć, żeglarzu. Potem przypomniał się jej zabity marynarz, Darren Hochenbrenner, któremu kto​ rozwalił głowę i zostawił w zaułku w paskudnej okolicy. Przypomniały j ej się pozostałe czerwcowe morderstwa. Do dwudziestego ósmego czerwca zostało jedena​cie dni, a ona nie zrobiła żadnych postępów, odkšd Isaac wręczył jej swój mały prezent. Teraz czekał na niš z niecierpliwo​ciš. Wyprostowała się, przybrała rzeczowy wyraz twarzy, zatarła wszelkie ​lady femme fatale -jakby w ogóle jakie​ były. Siedział przy swoim biurku, dopóki go nie zawołała. - No i co? - Z tego, co się dowiedziałem, wymiar sprawiedliwo​ci niewiele wie o Graczach. W tej chwili pięcioro domniemanych członków grupy siedzi w więzieniach. Domniemanych, bo wszyscy się wypieraj š przynależno​ci do niej. Petra wyjęła notes. - Zapisałem to - powiedział Isaac - mogę ci wydrukować. 140 Odłożyła notes. - Kto siedzi w więzieniu? - Dwóch, których znalazła​, John i Charles, to wnuki Roberta Leona. Niespokrewniony z nimi Anson Cruft został skazany za posiadanie fałszywych dokumentów tożsamo​ci, a kobieta, Susan Bianca, która prowadziła legalny burdel w Nevadzie i próbowała tego samego w San Louis Obispo, siedzi za stręczycielstwo. To młodsza siostra drugiej żony Roberta Leona, Katherine Leon. Robert to do​ć interesujšcy przypadek. Czterdzie​ci lat temu był modelem, potem zagrał kilka drobnych ról w serialach, tutaj, w Hollywood. A pó​niej już nic. Gdzie​ po drodze zahaczył o ​wiatek przestępczy. Nie jest jasne, jak to się zaczęło. To Gwate-malczyk, ale większo​ć życia przeżył tutaj. Jego pierwsza żona była Meksykankš, córkš gangstera z Nuestra Familia. Umarła na raka, a Leon chyba nie miał nic wspólnego z Familiš. A przynajmniej tak mówiš ludzie z więzienia. Prowadził w San Francisco kino porno, klub ze stripti-zem i księgarnie dla dorosłych. Tam poznał Katherine, była tancerkš. Przypuszczam, że w takim ​rodowisku łatwo mógł się zetknšć z innymi przestępcami, ale może to sprawa gangów. - Wzruszył ramionami. - Tyle wiem. - Tylko tyle? - Chyba najlepiej będzie, je​li porozmawiasz z lokalnš policjš. - Żartowałam, Isaac. ​wietnie ci poszło, to więcej niż sama bym znalazła. Komplement wydawał się nie robić na nim żadnego wrażenia. Isaac pozostał ​miertelnie poważny. Petra odwróciła się do własnego komputera, wywołała akta Roberta Leona z KCIK, Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Najnowsze zdjęcie przedstawiało smukłego, siwowłosego mężczyznę o pocišgłej twarzy, pociętej siatkš zmarszczek. Gęste, faliste włosy miał zaczesane gładko do tyłu, wšsy smoli​cie czarne.
|
WÄ…tki
|