powodu

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Macie pomysł, co to może być za powód?
Za plecami Jainy odezwał się świergotliwy głos Tekli.
- Nie wiem nic konkretnego - oświadczyła - ale chyba pora omówić to, czego
dowiedzieliśmy się na temat Abeloth od Killików.
- Naturalnie... jeśli sądzisz, że to może nam pomóc. - Luke ruchem ręki wskazał Tekli i Lowbace wolną przestrzeń po drugiej stronie stołu, po czym, zwracając się do reszty zebranych, wyjaśnił: - Jedi Tekli i Jedi Lowbacca wrócili właśnie z misji, której celem było ustalenie, co na temat Abeloth wiedzą Killikowie. Jeśli dobrze rozumiem, Jedi Thul musiał zostać w zamian za te informacje, ale z tego, co słyszałem, odkryli pewną bardzo ciekawą historię.
Gdy tylko Tekli podeszła do stołu, pomieszczeniem zachybotał nagły wstrząs, który zaraz przeszedł w serię sporadycznych drgań. Dorvan i kilku cywilów popatrzyło z niepewnością i lękiem na podłogę. Nek Bwua’tu odchrząknął tylko i wymamrotał coś o cholernym trzęsieniu gruntu, ale Jaina - i z pewnością także pozostali Jedi - poczuła falę strachu, nadciągającą od Galaktycznego Centrum Sprawiedliwości. Kiedy wyjrzała przez iluminator, zobaczyła, że w pofałdowanej powierzchni placu Wspólnoty pojawiły się pęknięcia, a ze szczelin wydobywały się wysokie słupy dymu.
- Może powinniśmy przyspieszyć ten atak na Platformę Iglicy - zasugerował Kyp. - Zanim Galaktyczne Centrum Sprawiedliwości się zawali.
- Zanim jeszcze dokonamy właściwego rozpoznania pola bitwy? - odparował Nek Bwua’tu.
- Rzucanie się do walki na ślepo nigdy jeszcze nikomu nie pomogło. Wszyscy lepiej na tym wyjdziemy, jeśli Mistrzowie zostaną tutaj i będą dalej robić swoje. Jesteście dowódcami, a dowódcy mają planować i myśleć, nie zaś pakować się w zasadzkę za każdym razem, kiedy nieprzyjaciel zrobi coś nieoczekiwanego.
Kyp otworzył szeroko oczy, zaskoczony surowym tonem admirała, ale skinął tylko głową, z pokorą przyjmując upomnienie.
- Słuszna uwaga, admirale. Zdaję się na pańską mądrość... i rozkazy Mistrza Skywalkera.
- Zgadzam się z admirałem Bwua’tu - przytaknął Luke. - Mam dość wpadania w pułapki
Abeloth. Musimy dokończyć to zebranie i opracować plan.
Luke skinął głową w stronę Tekli, która stała przy stole, ledwie sięgając swoim krótkim ryjkiem ponad blat. Za nią stał Lowbacca, który górował nad całą grupą jak włochaty olbrzym, którym zresztą był. W rękach trzymał ogromny datapad.
Tekli odchrząknęła, po czym zabrała głos:
- Z uwagi na ograniczenia czasowe będzie to krótkie podsumowanie tego, co udało nam się ustalić. See-Threepio aktualnie wgrywa pełną wideograficzną relację z naszej wyprawy do Archiwów Jedi.
- Dziękuję - powiedział Luke. - To na pewno będzie pomocne, jeśli zajdzie potrzeba
zgłębienia historii Abeloth ze szczegółami.
Tekli popatrzyła na niego jednym okiem.
- Uwierz mi, Mistrzu Skywalker, zajdzie taka potrzeba.
Pstryknęła palcami i na monitorze pojawiła się wyryta w kamiennej płycie płaskorzeźba.
Przedstawiała ona rajską dżunglę ze stromym zboczem doliny w tle i moczarami na pierwszym planie. Pośrodku znajdowała się polana z tryskającym gejzerem. W obłoku pary unosiły się trzy przypominające zjawy postaci: świetlista kobieta, wojownik o surowej twarzy oraz wychudły, brodaty mężczyzna o ojcowskim wyglądzie.
- To scena z historii Thuruht - oznajmiła Tekli. - Historie te opisują między innymi
narodziny całej rodziny bytów Mocy, którą Killikowie nazywają Jedynymi. Tę młodą kobietę nazywają Córką.
Podczas gdy Tekli mówiła, Lowbacca wyświetlił kolejną płaskorzeźbę. Ta przedstawiała
jasnowłosą kobietę, biegnącą przez bujny las w otoczeniu chmary motyli i roju Killików.
- Córka wydaje się mieć związek z Jasną Stroną Mocy - wyjaśniła Tekli. - Killikowie nie potrafili wytłumaczyć, na czym polega ten związek, ale podejrzewam, że to ona jest ucieleśnieniem jej natury.
Lowbacca znów zmienił obraz, tym razem na płaskorzeźbę, ukazującą potężnie
wyglądającego mężczyznę w ciemnej zbroi, kroczącego przez martwy las.
- Syn zaś ma związek z Ciemną Stroną Mocy - ciągnęła Tekli. - W tym wypadku także
Killikowie nie potrafili wyjaśnić, co to dokładnie oznacza. Ale wydaje się oczywiste, że uosabia on jej żarłoczną, śmiertelną naturę.
Lowbacca wcisnął klawisz i na ekranie datapadu pojawiła się płaskorzeźba przedstawiająca wijącą się rzekę, która płynęła przez środek, oddzielając świetlisty las na jednym brzegu od ciemnego lasu na drugim. W głębi obrazu wychudły mężczyzna stal na balkonie klasztoru na ścianie klifu. Patrzył na oba lasy z rękami rozpostartymi tak szeroko, że jedna była zawieszona nad ciemnym, a druga nad jasnym lasem.
- Ojciec jest Strażnikiem Równowagi - objaśniła Tekli. - Było jeszcze kilka płaskorzeźb przedstawiających go, jak stara się utrzymać pokój między Synem a Córką.
- Rozumiem - powiedział Luke. - A te istoty, Jedyni... czy to są Niebiańscy, którym
Killikowie mieli służyć w przeszłości?
Tekli pokręciła głową.
- Nie wydaje mi się, przynajmniej nie w takim sensie, o jakim myślisz - stwierdziła. -
Thuruht twierdzi, że oni są tym, czym Niebiańscy się stają.
- A czym według Thuruht są Niebiańscy? - spytał Corran.
- Właściwie nie wiadomo - odparła Tekli. - Oni twierdzą, że nie da się wytłumaczyć, czym są Niebiańscy, bo żaden śmiertelny umysł nie potrafi pojąć ich prawdziwej natury.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….