Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Pozwól mu zatem odejść» – odpowiada Iskariota.
Piotr traci cierpliwość: «Obiecałem Mu, kiedy dawał mi Margcjama, że będę ojcowski wobec wszystkich ludzi i przykro mi, że uchybiam mojej obietnicy. Ty mnie jednak do tego zmuszasz. Hermastes jest tutaj i tutaj pozostanie. Wiesz, co chcę ci powiedzieć? To ty mącisz wolę innych i czynisz ich niezdecydowanymi. Ty jesteś przyczyną podziałów i zamętu. Oto kim jesteś. I wstydź się z tego powodu.» «A ty kim jesteś? Opiekunem tych...» [– odpowiada Judasz.] «Doskonale! Dobrze powiedziałeś. Wiem, co chcesz powiedzieć. Opiekunem zakrytej niewiasty, opiekunem Jana z Endor, opiekunem Hermastesa, opiekunem tej niewolnicy, opiekunem wszystkich innych, których Jezus znalazł. Tych, którzy nie są wspaniałymi przykładnymi pawiami ze Świątyni, uformowanymi ze świętej zaprawy wapiennej i pajęczyn ze Świątyni, knotami śmierdzącymi mętami z lamp Świątyni, którzy są właśnie jak ty, aby uczynić tę przypowieść bardziej jasną. Bo jeśli Świątynia to wiele, to – o ile nie stałem się bezrozumny – Nauczyciel jest czymś więcej niż Świątynia i to Jemu uchybiasz...» – [Piotr] krzyczy tak głośno, że Nauczyciel zatrzymał się i odwrócił. Zaraz też się cofnie, pozostawiając kobiety. «Usłyszał! Teraz będzie zasmucony!» – mówi apostoł Jan. «Nie, Nauczycielu. Nie przychodź. Rozmawialiśmy... aby zabić nudę wędrówki» – mówi szybko Tomasz. Jezus jednak zatrzymał się i dochodzą do Niego. «O czym rozmawialiście? Czy mam raz jeszcze powiedzieć wam, że niewiasty was przewyższają?» Łagodna wymówka porusza wszystkie serca. Milkną, spuszczając głowy. «Przyjaciele! Przyjaciele! Nie bądźcie powodem zgorszenia dla tych, którzy dopiero rodzą się do Światłości! Czy nie wiecie, że niedoskonałość w was szkodzi bardziej zbawieniu poganina lub grzesznika niż błędy, które zawarte są w pogaństwie?» Nikt nie odpowiada, bo nie wiedzą, co powiedzieć na swe usprawiedliwienie, żeby nie oskarżać [się wzajemnie]. Blisko mostu, na wyschłym strumieniu, zatrzymał się wóz sióstr Łazarza. Dwa konie skubią gęstą trawę na brzegach strumienia, który wysechł, być może niedawno. Jego brzegi porośnięte są gęstą trawą. Sługa Marty i inny jeszcze, być może woźnica, stoi na brzegu. Niewiasty zaś siedzą zamknięte w wozie, całkowicie zasłoniętym ciężkim przykryciem wykonanym z wygarbowanych skór. Opada ono jak ciężka zasłona aż na podłogę wozu. Uczennice idą pośpiesznie w tamtą stronę. Sługa, widząc je, pierwszy zawiadamia piastunkę, a drugi spieszy się, żeby przywiązać konie. W międzyczasie sługa biegnie ku swym paniom, kłaniając się do samej ziemi. Piastunka – piękna, starsza kobieta o cerze oliwkowej, lecz bardzo miłej, schodzi zwinnie – i idzie ku paniom. Jednak Maria z Magdali coś do niej mówi i ta zaraz zwraca się do Dziewicy ze słowami: «Wybacz mi... lecz radość zobaczenia jej jest tak wielka, że zauważam tylko ją. Chodź, błogosławiona, słońce pali, a w wozie jest cień.» I wchodzą wszystkie, czekając na mężczyzn, którzy zostali daleko w tyle. W czasie oczekiwania Syntyka, ubrana w szatę, którą Magdalena miała wczoraj na sobie całuje stopy swych pań. Upiera się, żeby je tak nazywać, choć one mówią, że nie jest ani służącą, ani niewolnicą, lecz – gościem przyjmowanym w imię Jezusa. Dziewica pokazuje cenny pakunek purpury, pytając, jak utkać te krótkie nitki, wrażliwe na wilgoć i skręcanie. «To nie tak się ich używa, Niewiasto. Trzeba je zetrzeć na proch i posłużyć się tym, jak każdym innym barwnikiem. To ślina ślimaka, to nie włos ani sierść. Widzisz, jak jest krucha teraz, kiedy wyschła? Zetrzyj ją na delikatny proszek, przesiej przez sito, aby nie został żaden długi kawałek, który przyciemniłby [zbytnio] nitkę lub tkaninę. Nitka zabarwi się lepiej w motkach. Kiedy będziesz pewna, że wszystko jest starte na proszek – tak jak to robi się z koszenilą lub z szafranem, lub z proszkiem indygo, lub z innymi korami, korzeniami, owocami i posługuje się nimi – utrwala się kolor, dodając silnego octu do ostatniego płukania.» «Dziękuję, Noemi. Zrobię tak, jak mówisz. Haftowałam nitką w kolorze purpury, ale dano Mi ją już gotową do użycia... Oto nadchodzi Jezus. To chwila pożegnania się, Moje córki. Błogosławię was wszystkie w Imię Pana. Idźcie w pokoju, zanosząc pokój i radość Łazarzowi. Żegnaj, Mario. Pamiętaj, że to na Mojej piersi wylałaś twoje pierwsze łzy szczęścia. Jestem więc dla ciebie Matką, bo dziecko wylewa pierwsze łzy na matczynej piersi. Jestem dla ciebie matką i będę nią zawsze. To – co będzie ci trudno powiedzieć najłagodniejszej z sióstr, najbardziej kochającej piastunce – przyjdź powiedzieć Mnie. Ja cię zawsze zrozumiem. To – czego nie ośmielisz się powiedzieć Mojemu Jezusowi, przesiąknięta [słabością] ludzkiej natury, której On nie chce w tobie – przyjdź powiedzieć Mnie. Ja będę dla ciebie zawsze wyrozumiała. A kiedy potem będziesz chciała powiedzieć Mi o swoich zwycięstwach, wolę żebyś Jemu je przedstawiła jak pachnące kwiaty, bo to On jest twoim Zbawcą, a nie Ja. Ja będę się cieszyć wraz z tobą. Żegnaj, Marto. Teraz odchodzisz szczęśliwa i to nadprzyrodzone szczęście będzie trwać. Musisz więc tylko czynić postępy w sprawiedliwości pośród pokoju, którego w tobie nic już nie mąci. Uczyń to z miłości do Jezusa, który tak ciebie umiłował, że pokochał i tę, którą ty kochasz całkowicie.
|
Wątki
|