Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Sama potrafiła wyczuć zapach lwów, ale wzrok koni wbity był w trzy wielkie, pomarszczone szare zwierzęta. Dwa były tak wysokie jak powóz, z wielkimi uszami i potężnymi zakrzywionymi kłami wyrastającymi z obu stron długiego nosa, który zwisał ku ziemi. Trzecie zwierzę, znacznie niższe, choć równie potężnie zbudowane jak tamte, nie posiadało kłów. Młode, jak osądziła. Kobieta o jasnych słomianych włosach drapała je za uchem mocnym, zakrzywionym ościeniem. Elayne widziała już przedtem takie stworzenia. Ale nie spodziewała się, że je kiedykolwiek jeszcze zobaczy.
Z obozowiska wyłonił się wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, mimo upału odziany w płaszcz z czerwonego jedwabiu, którego poły zawirowały, gdy wykonał głęboki ukłon. Miał zgrabne nogi i w ogóle był bardzo przystojny, z czego doskonale zdawał sobie sprawę. - Wybacz mi, moja pani, jeśli wielkie konio-dziki przestraszyły twoje zwierzęta. - Wyprostował się i gestem nakazał swoim ludziom, by pomogli w uspokajaniu koni, potem na moment znieruchomiał, spojrzał na nią i wymamrotał: - Nic nie mów, moja śliczna. Słowa były ciche, nie ulegało wątpliwości, że są przeznaczone wyłącznie dla uszu Elayne. - Jestem Valan Luca, moja pani, artysta pierwszej klasy. Twoja obecność przepełnia moje serce radością. Wykonał kolejny ukłon, jeszcze bardziej wyszukany niż poprzedni. Elayne wymieniła spojrzenia z Nynaeve, dostrzegając na twarzy tamtej ten sam, pełen rozbawienia uśmiech, jaki zapewne musiał się malować na jej obliczu. Ten Valan Luca miał o sobie bardzo wysokie mniemanie. Jego ludzie z łatwością uspokoili konie; wciąż parskały, przestępując z nogi na nogę, ale z ich oczu zniknął już dziki wyraz. Thom i Juilin patrzyli na dziwne zwierzęta niemalże w taki sam sposób jak konie. - Konio-dziki, panie Luca? - zapytała Elayne. - A skąd też one pochodzą? - Gigantyczne konio-dziki, moja pani - padła skwapliwa odpowiedź - pochodzą z legendarnej Shary, do której, aby je pochwycić, sam prowadziłem liczne ekspedycje poprzez pustkowia pełne najdziwniejszych cywilizacji i osobliwych widoków. Sprawiłoby mi niekłamaną przyjemność, gdybym mógł ci o wszystkim opowiedzieć. O gigantycznych ludziach, dwukrotnie wyższych od ogirów. - Podkreślił swe słowa skomplikowanym gestem, mającym zapewne wskazywać rozmiary tamtych. - Stworzenia bez głowy. Ptaki tak wielkie, że mogą porwać dorosłego byka. Węże., co potrafią połknąć człowieka. Miasta zbudowane z litego złota. Opuść ten powóz na chwilę, moja pani, i pozwól, bym ci opowiedział. Elayne nie miała najmniejszych wątpliwości, że Luca sam siebie umiałby zachwycić przedstawianymi opowieściami, ale oczywiście wątpiła, by te zwierzęta pochodziły z Shary. Po pierwsze z tego względu, iż nawet Lud Morza widział jedynie otoczone murami porty legendarnego miasta, poza które nie wolno im było wychodzić, bo kto naruszył te restrykcje, nigdy więcej nie oglądał swoich bliskich. Aielowie nie wiedzieli więcej. Drugim powodem był fakt, że i ona, i Nynaeve widziały już takie stworzenia w Falme, podczas inwazji Seanchan. Seanchanie używali ich jako zwierząt pociągowych i bojowych. - Obawiam się, że to niemożliwe, panie Luca - odpowiedziała mu. - A więc pozwól byśmy zabawili cię przedstawieniem - szybko ciągnął dalej. - Będziesz się mogła przekonać, że nie jest to zwyczajna wędrowna menażeria, ale coś zupełnie nowego. Prywatne przedstawienie, tylko dla ciebie. Akrobaci, żonglerzy, tresowane zwierzęta, najsilniejszy człowiek na świecie. Nawet fajerwerki. Jest z nami Iluminator. Kierujemy się ku Ghealdan i już jutro nasze ślady zasypie wiatr. Ale za drobnym wynagrodzeniem... - Moja pani powiedziała, że jej to nie interesuje - wtrąciła się Nynaeve. - Ma ciekawsze rzeczy, na które może wydawać pieniądze, niźli oglądanie zwierząt.
|
Wątki
|