– Co ty wygadujesz?! – zaśmiał się nieszczerze...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

– Trzymasz mnie sztywno, wyglądasz tak, jakbyś przez grzeczność poprosił mnie do tańca.
Jacek skrzywił się.
– Masz do mnie jakieś dziwne pretensje. Jestem trochę zmęczony. To wszystko.
Właśnie mijaliśmy stolik tej kobiety. Pieszczotliwym ruchem palców pogładziłam jego
dłoń. Ona wprawdzie tego nie dostrzegła, lecz Jacek poczerwieniał i widziałam, jak mu się
zacisnęły szczęki. On się musi bać tej kobiety.
Powiedziałam perfidnie:
– Zachowujesz się tak, jakbyś chciał zademonstrować, że nudzą cię i męczą moje czułości.
Jacek z lekka zmarszczył brwi i zmuszając się do przyjemnego wyrazu twarzy bąknął:
– Sama wiesz, że to nieprawda.
– Być może – nalegałam. – Ale ty chcesz, by wszyscy tu na sali pomyśleli, że to prawda.
– Zapewniam cię, Haneczko, że to urojenia.
– A ja cię zapewniam, że już nigdy z tobą nie zatańczę.
– Doprawdy cię nie rozumiem. Masz do mnie pretensje o to, co wcale nie istnieje. A poza
tym mogłabyś się zdobyć na tyle wyrozumiałości, by uznać, że każdemu wolno czasami nie
mieć usposobienia do tańca.
77
– Owszem, uznaję to. Ale w takim razie dlaczego prosiłeś mnie do tańca?
Jacek przygryzł wargi.
– Wybacz, ale to ty chciałaś.
– Więc cóż z tego?... Mogłeś przecież powiedzieć, że nie masz ochoty, że ci już zbrzydłam
do reszty, że... Czy ja wiem... Ze wstydzisz się ze mną tańczyć, że...
Przerwał mi cokolwiek za mocnym ściśnięciem mojej ręki. Był bardzo zły. Nie wiem
dlaczego, ale opanowało mnie takie rozdrażnienie, że nie mogłam powstrzymać przykrych
słów:
– Jeżeli chcesz, bym krzyknęła z bólu, ściśnij mi rękę mocniej.
– Słuchaj, Haneczko – odezwał się stłumionym głosem – co ci zawiniłem?... Przyznaję, że
nie chciałem tańczyć, i gdybyś nie wstała, prosiłbym, byś wybrała innego tancerza. Ponieważ
jednak już wstałaś, nie wypadało mi zrobić nic innego, jak wstać również.
– Tak – przyznałam. – Być może. Ale czy nie uważasz, że wypada też, tańcząc z żoną,
przynajmniej udawać, że nie jest to dla ciebie torturą.
Orkiestra skończyła grać i wróciliśmy do stolika, poróżnieni i podnieceni sprzeczką. Przez
tchórzostwo Jacka (a może i przez moje rozdrażnienie) cały plan mi się nie udał. Zależało mi
na tym, by pokazać tej wydrze, że Jacek jest we mnie zakochany. Tymczasem wyszło coś
wręcz przeciwnego. Nawet przy naszym stoliku wszyscy spostrzegli, żeśmy się kłócili, i ktoś
na ten temat zrobił kilka niemądrych dowcipów.
Podczas następnego tańca zjawił się Toto. Oczywiście zaraz mnie poprosił, lecz
odmówiłam.
I tu Jacek wykazał się swoją klasą! Gdy następnie zagrano walca, uśmiechnięty wstał i
skłonił się przede mną. Widocznie przełamał w sobie obawę przed tą kobietą albo zląkł się, że
ja się na niego poważnie pogniewałam. W każdym bądź razie dał nowy dowód, jak bardzo
mnie kocha. Ach, gdybym mu mogła powiedzieć, jak wiele tej chwili odczuwałam dlań
wdzięczności.
Był niezrównanie szarmancki, a ponieważ walca tańczy znakomicie, zwracaliśmy na siebie
powszechną uwagę. gdy w drugiej połowie zwolniliśmy tempo, pochylił się nad moim uchem
i szepnął:
– Czy już teraz dobrze?
Wrodzony upór kazał mi nie poddawać się od razu.
– Tak powinno było być już wtedy – powiedziałam.
– Masz rację, kochanie. Tylko widzisz, wtedy byłoby to nieszczere, a teraz jest
najszczersze.
Milczał chwilę i dodał:
– Kocham cię tak, jak już nigdy nikogo kochać nie będę.
Byłam zupełnie szczęśliwa. I z tego, co mi mówił, i z tych spojrzeń, którymi wodzili za
mną mężczyźni, i z tego, że tak ładnie wyglądałam, i z tego, że miałam prześliczną sukienkę,
której skromność podkreślała jeszcze bardziej moją młodość w porównaniu z tą rudą wydrą.
Miała wprawdzie na sobie bardzo szykowną suknię wieczorową z pękiem storczyków, ale
wyglądała co najmniej na trzydziestkę. Na dobrze zakonserwowaną trzydziestkę.
Musiała ona to odczuć, gdyż wkrótce wstała i całym towarzystwem przenieśli się do
cocktail-baru.
Poczciwy Toto w całej swojej naiwności zapytał, zwracając się do mnie i do Jacka:
– Czy nie wiecie, kto to jest ta dama w towarzystwie pana Niementowskiego?
Jacek zmieszał się, a ja powiedziałam:
– Skądże możemy wiedzieć? Przecież nie jest dla ciebie tajemnicą, że z panem
Niementowskim nie utrzymujemy żadnych stosunków.
Toto najniezręczniej w świecie mruknął:
– Przepraszam...
78
Coraz bardziej się dziwię, co ja mogłam w nim widzieć.
Zawsze ceniłam u ludzi lotną inteligencję. Wyobrażam sobie, jaki byłby Toto, gdyby nie
pochodził ze swojej sfery, gdyby nie miał swojej kindersztuby. I czym by mógł się wówczas
zajmować? Zostałby groomem lub kamerdynerem. Gdy się ich obu widzi razem, Toto nie
wytrzymuje najmniejszego porównania z Jackiem. Jacek jest czuły, wrażliwy i gorący. Jego
opanowanie, jego dyskretny sposób bycia nikogo uważnego nie zwiodą. Najlepiej go określił
Jarosław Iwaszkiewicz. Powiedział mi kiedyś:
– To romantyk w skórze klasyka.
Co prawda niezbyt dobrze orientuję się w sensie tego określenia, ale nie ulega wątpliwości,
że jest świetne. Ilekroć komuś je powtarzam, wszyscy przyznają mi rację.
Wróciliśmy do domu w największej zgodzie.
Niedziela
Nie cierpię niedziel. Są nudne, jednostajne i bezbarwne. A przy tym swoją wyjątkowością
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.