Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
AŜ do równika tylko dzięki
przepompowaniu wody z jednego zbiornika do drugiego i przetaszczeniu kilku tysięcy kul armatnich na inne miejsce Jack osiągnął takie przegłębienie na rufę, Ŝe wreszcie odetchnął z ulgą. Był to rzecz jasna półśrodek - rozwiązanie problemu musiało zaczekać aŜ do chwili, kiedy będą mogli znieść na ląd zapasy okrętu oraz dostać się do jego balastu i najniŜej osadzonych zbiorników i na nowo rozmieścić ładunek. Mimo to nawet dzięki takim prowizorycznym zmianom okręt osiągnął znacznie lepszą sterowność. Na pokładzie wciąŜ było sporo do zrobienia, ale wiele wieczorów upłynęło załodze na tańcach i śpiewach na pokładzie dziobowym. Jack i Stephen grali, czasem w swojej ciasnej kajucie, czasem na rufie, a czasem w kabinie Stanhope'a. Tworzyli wtedy trio, gdyŜ Stanhope grał na flecie o drŜącym brzmieniu i miał ze sobą mnóstwo zapisów nutowych. 138 Delikatne zdrowie Stanhope'a znacznie się poprawiło w wyniku pobytu w Bombaju i po tradycyjnym pierwszym tygodniu choroby morskiej szybko odzyskał zarówno siły, jak i hart ducha. Zasiadał często ze Stephenem i przepytywali się nawzajem z malajskich czasowników lub ćwiczyli mowę do sułtana Kampongu. Mowa miała być wygłoszona po francusku, a w tym języku zarówno Stanhope'owi, jak i przypuszczalnie samemu sułtanowi daleko było do perfekcji. Na dworze sułtańskim przebywał jednak francuski rezydent i Stanhope uznał, iŜ bezbłędnie wygłoszona mowa powitalna byłaby wyrazem uznania dla jego pana. Ćwiczyli zatem bezustannie, za kaŜdym razem zatrzymując się na roi des trente-six parapluies, et tres illustre seigneur de mille elephants*, gdyŜ zdenerwowany Stanhope zamieniał seigneur miejscami z elephants. * Roi des trente-six parapluies, et tres illustre seigneur de mille elephants, (fr.) - Król trzydziestu sześciu parasoli i jaśnie oświecony władca tysiąca słoni. Mowa miała być równieŜ dokładnie przetłumaczona na malajski przez nowego sekretarza emisariusza, Ahmeda Smytha, człowieka mieszanej krwi i byłego mieszkańca Bengkulu. Na towarzysza posła królewskiego wybrał go sam gubernator Bombaju. Pan Atkins przyjął przybycie sekretarza z nieufnością i zawiścią i uczynił wszystko, by obrzydzić mu Ŝycie, jednak bez skutku. Malajski sekretarz trzymał bowiem fason, a jego wielkie, brązowe, lekko skośne oczy nigdy nie przestały promieniować zadowoleniem z Ŝycia. Nie było tajemnicą, Ŝe Stanhope starał się, by Ŝyli ze sobą w przyjaźni - na okręcie długości trzydziestu jardów, na którym Ŝyło w ścisku dwustu ludzi, pojęcie sprawy osobistej nie miało racji bytu. Nieprzyjemny, nosowy skrzek Atkinsa, narzekającego na ograniczenia jego prerogatyw, często dobiegał z kabiny emisariusza, przeplatając się z łagodnym, poje- dnawczym i cichym głosem Stanhope'a, próbującego przekonać go, Ŝe Smyth jest dobrym i miłym człowiekiem, który nie ma zamiaru nikomu wadzić. Ahmed Smyth był lubiany na okręcie, mimo Ŝe jako mahometanin i człowiek cierpiący na dolegliwości nerek nie pił wina. Gdy na dolnym pokładzie rozluźniło się na tyle, Ŝe moŜna było bujać się na hamaku, Stourton nakazał oddzielić parawanem hamak Ahmeda od innych, nazywając zaimprowizowaną kabinę „kajutą dla zamorskiego dŜentelmena". Atkins zaś zmuszony był dzielić kajutę z nieszczęsnym Berkeleyem, z którym nawet juŜ nie rozmawiał i na wieść o „kajucie" wpadł w prawdziwą wściekłość. Przyszedł do Stephena i jął błagać go, by uŜył swoich wpływów i nakłonił kapitana, by ten połoŜył kres tej raŜącej niesprawiedliwości i naduŜyciu władzy. - Nie mogę się wtrącać w sprawy okrętu - odparł Stephen. - Zatem Jego Ekscelencja będzie musiał osobiście porozmawiać z kapitanem - powiedział Atkins. - To jest nie do zniesienia. Ten czarnuch co dzień wynajduje nowe sposoby na sprowokowanie mnie. Jeśli nie zacznie zwracać uwagi na swoje czyny, to ja jego sprowokuję, zapewniam pana. - Chce pan powiedzieć, Ŝe wyzwie go pan na pojedynek? - spytał Stephen. - To nie licowałoby z pańską pozycją. - Och, dziękuję, doktorze, dziękuję panu! - wykrzyknął Atkins, ściskając dłoń doktora. Był niezwykle wyczulony na cień komplementów pod własnym adresem. - Nie o to mi jednak chodziło. Nie, skądŜe. Nikt z mojej rodziny nigdy nie wyzwie na pojedynek takiej urzędniczej krzyŜówki czarnucha i wyrzutka kastowego, który nie jest nawet chrześcijaninem. W końcu un gentilhomme est toujours gentilhomme*. * Un gentilhomme est toujours gentilhomme (fr.) - DŜentelmen zawsze pozostanie dŜentelmenem.
|
WÄ…tki
|