Płonąc zbliżały się do siebie, jak gdyby jakiś magnetyzm łączył je w jedną całość...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ale kiedy pierwsza linia ognia dotarła do tej, którą zapaliła moja siostra - natychmiast zniknęła! Pozostał tylko tlący się pokos trawy. Kaththea znów się roześmiała, tym razem w jej głosie brzmiało rozbawienie.
- To dziecinna zabawa! - zawołała. - Czyż nie stać was na więcej, o najmądrzejsze z mądrych?
Kemoc zakrzyknął cicho i podjechał do niej, wyciągając okaleczoną rękę.
- Nie prowokuj! - rozkazał. - Mieliśmy wiele szczęścia.
Kiedy Kaththea spojrzała na mnie, a potem ponade mną, jej oczy błyszczały dziwnie. Dostrzegłem też w jej twarzy obcość, która rozdzieliła nas niczym zasłona.
- Nic nie rozumiesz - odparła chłodno. - Najlepiej będzie, jeśli stawimy czoło najgorszemu, temu, które są w stanie przywołać przeciw nam - teraz - nie później, albowiem ich Moc wzrośnie, a my będziemy zmęczeni. Dlatego dobrze jest rzucić im wyzwanie i nie czekać, aż same zechcą podjąć walkę.
SÅ‚owa siostry miaÅ‚y wedÅ‚ug mnie sens. Ale myÅ›lÄ™, iż Kemoc nadal uważaÅ‚ jej postÄ™powanie za niepotrzebnÄ… brawurÄ™. Dlatego i ja również zaczÄ…Å‚em siÄ™ zastanawiać. Przecież mogÅ‚o stać siÄ™ i tak, że nasza siostra, która niedawno opuÅ›ciÅ‚a wiÄ™zienie, upojona wolnoÅ›ciÄ…, nie po­trafiÅ‚a myÅ›leć rozsÄ…dnie.
Kaththea zwróciła głowę nieco dalej, poświęcając mi całą uwagę.
- Nie, Kyllanie, nie jestem pijana wolnością niczym pierwszy lepszy sulkarski żeglarz oszołomiony winem po sześciomiesięcznym rejsie! Chociaż mogłabym być. Musisz jednak jedno mi przyznać: dobrze znam te, wśród których żyłam. Nie moglibyśmy uczynić tego, czego dokonaliśmy dzisiejszej nocy, gdyby Czarownice nie utraciły znacznej części Mocy, którą posłały w góry. Chciałabym stawić czoło najgorszemu, zanim odzyskają siły - w przeciwnym razie zmiażdżą nas później. I tak...
Kaththea zaczęła Å›piewać, puÅ›ciwszy wodze, by uwolnić rÄ™ce do gestykulacji. I rzecz dziwna, torgiaÅ„czyk staÅ‚ pod niÄ… nieruchomo niby skaÅ‚a, jak gdyby przestaÅ‚ być istotÄ… z krwi i koÅ›ci. SÅ‚owa pieÅ›ni byÅ‚y bardzo stare. Co jakiÅ› czas wychwytywaÅ‚em jedno, które miaÅ‚o jakieÅ› znaczenie, dale­kiego przodka dzisiaj używanego terminu, lecz wiÄ™kszość z nich należaÅ‚a do nie znanego mi jÄ™zyka.
Słowa były obce, lecz rozumiałem kryjący się za nimi sens. Dobrze znałem wyczekiwanie w zasadzce, strach towarzyszący potajemnej wyprawie na terytorium wroga, gdzie za każdą skałą kryje się śmierć. Od dawna znałem pewien dreszcz przebiegający po grzbiecie, mrożący nerwy. Ale wówczas odpowiedzią było działanie, teraz musiałem czekać - nie wiem na co. I przychodziło mi to ze znacznie większym trudem niż poprzednio.
Kaththea rzucaÅ‚a wyzwanie Mocy, przyzywaÅ‚a jakÄ…Å› wÅ‚asnÄ… przeciwsiÅ‚Ä™, przyciÄ…gajÄ…c jÄ… niby magnes, tak jak jej prawdziwy ogieÅ„ przyciÄ…gnÄ…Å‚ iluzoryczne pÅ‚omienie. Ale czy mogÅ‚a teraz zwyciężyć? CaÅ‚e moje dotychczasowe doÅ›wiadczenie, szacunek i lÄ™k przed Czarownicami spra­wiaÅ‚y, że w to nie wierzyÅ‚em. CzekaÅ‚em wiÄ™c w napiÄ™ciu, aż Å›wiat znowu wokół nas wybuchnie.
Lecz w odpowiedzi na pieśń mojej siostry nie nadszedł ani skręcający ziemię cios, ani halucynacje czy iluzja. To coś nie miało ani widzialnej postaci, ani zewnętrznych objawów. Był to - gniew. Czarny, straszliwy gniew - uczucie, które samo w sobie stanowiło broń zdolną zgruchotać umysł, lodowym brzemieniem zmiażdżyć wszelką osobowość.
Kyllanie, Kemocu!
Niemrawo zareagowałem na wezwanie do kontaktu myślowego. Nie tworzyliśmy całości, lecz trójkę, która stała się jednością. Może nieporęczną, niezbyt dobrze dopasowaną, lecz jednością, stawiającą czoło - jak wielu przeciwnikom? Wraz z naszym zjednoczeniem Kaththea nabrała pewności siebie. Nie potrzebowaliśmy atakować - naszym celem była wyłącznie obrona. Jeśli zdołamy stawić czoło i wytrzymamy - mamy szansę na zwycięstwo. Wszystko działo się tak, jak podczas pojedynku w obozie, kiedy jeden zapaśnik opierał się ze wszystkich sił drugiemu.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….