Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Wprawdzie jego rumiana cera pojaśniała z wiekiem tak jak jego włosy, ale bez wątpienia pochodził z Krainy Dolin. Morew przedstawił go jako Irvila, genealoga, o którym wspomniał Ouen. Fakt, że Irvil nie miał zielonego pojęcia o obecności Mereth w Lormcie, świadczył o braku właściwej organizacji życia w tej starożytnej cytadeli. Irvil od razu wybuchnął potokiem słów w swoim ojczystym języku. Mówił za szybko, żebym mógł zrozumieć więcej niż kilka słów.
Mereth miała obojętną minę, ale zobaczyłem łzę spływającą po jej policzku. Wytarła ją rękawem i napisała na nowej tabliczce bardzo osobiste powitanie dla swego ziomka. Przeczytawszy je, Irvil odwrócił się do mnie i rzekł po estcarpiańsku: — Powiedziano mi, że musisz koniecznie nauczyć się mowy Krainy Dolin. Nigdy nie myślałem, że będę rozmawiał z Alizończykiem, lecz Mistrz Ouen żąda tego ode mnie. Irvil wyglądał na dostatecznie starego, żeby być ojcem mego ojca, a to znaczyło, że zachował wszystkie uprzedzenia z czasów wojny. Ukłoniłem mu się, dotykając herbu mojej Linii. — Nie narzucałbym ci się, gdybym bardzo tego nie potrzebował — powiedziałem. — Alizonowi i Estcarpowi zagraża to samo niebezpieczeństwo, które zagrozić może również twojej ojczyźnie. Moja podróż do Krainy Dolin może je zażegnać lub usunąć. Dziękuję ci za twoją wyrozumiałość i pomoc. Ponura dotąd twarz Irvila rozpromieniła się, jakby moje słowa go ułagodziły. Mereth podała mu swoją tabliczkę i stary uczony przeczytał głośno: — Podzielimy czas pomiędzy naukę języka i kupieckiego rzemiosła, ponieważ Kasarian musi opanować podstawy jednego i drugiego. — Nie próbuj jednak całkowicie wyzbyć się swego alizońskiego akcentu, młodzieńcze — uśmiechnął się Morew. — Musisz pamiętać, że nauczyłeś się języka swojej matki jako mały chłopiec i do czasu ucieczki do Estcarpu mówiłeś prawie wyłącznie po alizońsku. Nolar wstała i ruszyła ku mnie. — Rezerwuję sobie godzinę na ufarbowanie twoich włosów. Czy możemy zrobić to dziś po południu? Muszę naradzić się z Mistrzem Pruettem w sprawie proporcji w mieszance ziołowej. Wezwę cię, gdy wszystko będzie gotowe. Duratan przyłączył się do swej małżonki. — Dobrze, że będziesz mógł się przyznać do alizońskiego ojca — zauważył w drzwiach — inaczej bowiem zadawałbyś kłam własnym słowom otwierając tylko usta. — Obyście szybko podzielili się z nim konieczną wiedzą — życzył nam na odchodnym Ouen. — Zawiadomcie mnie, gdybym mógł w czymś pomóc. Cały Lormt jest do waszej dyspozycji. Tak rozpoczął się męczący tydzień nieprzerwanej nauki. Rano, w południe i wieczorem słuchałem i pisałem pod surowym nadzorem Mereth i Irvila. Pamiętając o przestrodze Morewa, nie próbowałem bezbłędnie naśladować dźwięków ich mowy. W istocie było to naprawdę bardzo trudne, gdyż są bardziej miękkie i brzmią zupełnie inaczej niż ich alizońskie odpowiedniki. Zgodnie ze swoją obietnicą, żona Duratana zabrała mnie do swojego pokoju po południu. Kazała mi usiąść na taborecie obok kamiennej misy, w której mieszała jakiś płyn o ostrym zapachu. Zwilżywszy najpierw moje włosy, kubek za kubkiem lała na nie ową wonną ciecz; przyciemniła też moje brwi miękkim pędzelkiem maczanym w tym samym barwniku. Oboje byliśmy już porządnie przemoczeni, kiedy uznała, że mogę się pokazać w Krainie Dolin. Ostrzegła mnie, że farba nie zejdzie przez długi czas. Na pewno nie stanie się to podczas podróży statkiem. Muszę wyznać, że zaskoczył mnie mój wygląd, gdy obejrzałem się w srebrnej tacy. Przez chwilę myślałem, że patrzę na kogoś zupełnie obcego. Żaden baron nie gościłby u siebie takiego ciemnowłosego draba o wyglądzie zbója… Ale małżonka Duratana uśmiechnęła się do mnie i stwierdziła, że naprawdę wyglądam jak mieszaniec, w którego żyłach, obok alizońskiej, płynie krew jej rasy. W przerwach między naszymi wyczerpującymi, poświęconymi nauce spotkaniami, Mereth napisała kilka dodatkowych listów, które miałem doręczyć jej krewnym i kupcom w Krainie Dolin po wylądowaniu w porcie Vennes. Godzinami siedzieliśmy nad mapami. Zawarte w nich informacje uzupełniała opisując tereny, które miałem przebyć, ucząc, jak zdobyć prowiant czy wynająć odpowiednie wierzchowce. Zaczęliśmy przygotowania na początku Pierwszego Miesiąca Szczennej Suki. Mereth nazywała go Miesiącem Śnieżnego Ptaka i rzeczywiście rzadko widywałem głębsze zaspy niż te, które pokrywały strome turnie wokół Lormtu.
|
Wątki
|