Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ale ma już taką potrzebę, że ledwo co wytrzymuje! Jak tylko przed nim tak szeroko uklęknęłam, z twarzą na wysokości fiutka, złapałam od tyłu za pośladki, mocno rozchyliłam nogi i frędzelki pokazałam - to skończył. Nawet go nie liznęłam! Powiedziałam mu jeszcze: słuchaj skarbie, musisz szybko iść do łazienki, żeby nie przemokło ci na spodnie, no, żebyś nie miał plamy. Zaprowadziłam go i gościu się umył. Sprał przy mnie gatki, suszarką wysuszył i wcale nie chciał już zostać, speszony wyszedł. No tak to jest: wyposzczony gość kończy na sam widok i zapach młodej cipki...
No ta Marta była strasznie fajna, choć już nie wiem, czy fajniej się tam w agencji z nią gadało, czy z tym Hindusem bzykało. No bo tych dwóch rzeczy było mi wtedy tylko szkoda... Ale niedługo, bo koleżanka, która też z jakiejś agencji odeszła, namówiła mnie potem na kurs językowy za granicą. Trochę się wahałam, ale stwierdziłam, że taka przerwa może być fajna. I poleciałyśmy. Ty wiesz, co może wyjść, jak dwie prostytutki trafiają do Londynu? No rzeczywiście, tak do piętnastej to się tam uczyłyśmy. Ale potem... Drugiego czy trzeciego dnia wieczorem w takim fajnym, starym, no wiesz - z duszą - pubie, było świetne towarzystwo i jakaś tam celtycka muzyka, jak byłyśmy lekko już drinknięte, poderwali nas tacy przystojni goście. Pojechałyśmy dalej pić do któregoś z nich, do fajnego domu pod Londynem. Spędziłyśmy tam noc i od kolejnego popołudnia, tuż po szkółce, jeździłyśmy tam już codziennie, a dokładnie: wożone byłyśmy. Się śmiejesz! To wcale nie było kurestwo! Ot - taka przygoda. Wielka, elegancka chałupa, ogród, basen, muzyka, donoszone jedzenie i drinki, przystojni goście sypiący dyskretnie straszną kasą, większą niż ta w polskich agencjach... Dla mnie to naprawdę była sama przyjemność! Za takie jedno miłe popołudnie wychodziło mi tyle, co tu za trzy dni ciężkiego bzykania w burdelu. A ja tam byłam dwa miesiące! Aż żonka gospodarza nie miała ściągnąć z dziećmi z wakacji... Wiesz, w tym Londynie to kiedyś specjalnie zajechała tam do mnie nawet jedna para, tak napalona na mnie, że aż się zestresowałam. Myślałam, że on mnie będzie bzykał, a jego wyglądająca jak kobyła angielska zołza będzie się na nas gapić. Tak się bałam. A tu państwo okazali się bardzo kulturalną parą ledwo po trzydziestce, w której co jedno to było sympatyczniejsze! W efekcie była pyszna zabawa i skończyłam i z nim podczas bzykania, i z nią, przy delikatnej minetce. Zresztą nie byłam im dłużna. A i oni sami pięknie się kochali, pieszczeni przy tym i całowani przeze mnie. Na koniec zasnęliśmy razem w łóżku, oglądając jakieś stare bajki na Cartoon Network. I bardzo przytulaliśmy się w nocy do siebie... No jak miłego pluszaka mnie potraktowali, taką żywą maskotkę. Piszemy i skypujemy do siebie do dziś, raz u mnie już w Polsce byli, ja niedługo mam do nich lecieć. Później się śmiałam, że po pracy w polskich burdelach, taki wyjazd na wakacje to jak do sanatorium! Sama rozrywka i przyjemność. A ja jeszcze przywiozłam kasę i język. No bo nie dość, że fajnie tam bardzo było, to rzeczywiście od tamtego czasu gadam świetnie po angielsku. Wiesz jakie oczy robią na to Angole na eksporcie, albo nasze biznesmeny bez żadnego języka? No, ale było i się skończyło. Tamta moja koleżanka od razu trafiła w kraju do jakiegoś burdelu, a ja na szczęście miałam parę miesięcy spokojnego siedzenia w domu, aż mi się kasa powoli zaczęła kończyć. Potem obdzwoniłam wszystkich starych stałych klientów, odnowiłam z niektórymi bliskie znajomości i tak sobie żyłam. Wstawałam rano tylko wtedy, gdy któryś z nich chciał wyrwać się do mnie przed pracą, czasem pracowałam po parę dni, ale najczęściej miałam codziennie 2-3 wizyty jedno- czy dwugodzinne. Prowadziłam sobie takie leniwe i luksusowe życie, oczywiście ciągle studiując zaocznie na uniwerku. Ty wiesz: tak jak ja solo, to we dwie żyły, mieszkały i pracowały moje koleżanki? Tylko głupie były, że jak im się wykruszali stali klienci, to dawały o sobie ogłoszenia w „Życiu Warszawy”, że dwie wyposzczone studentki czekają na hojnych panów. No i kiedyś, wyobraź sobie, oczywiście zawitało do nich miasto! Ważący ponad 100 kilogramów chłopiec z wygoloną głową zaproponował im, żeby się zastanowiły, czy nie potrzebują ochrony. Bo może im się coś złego przydarzyć - tu wymienił, co może im zrobić. Powiedział, że wpadnie za tydzień. Wpadł, powiedział, że to miesięcznie kosztuje 200 euro, a one już wiedziały, że lepiej zapłacić, niż mieć burdy lub twarz pociętą żyletką. Zostawił im na wszelki wypadek dwa numery telefonu, powiedział, że w razie alarmu jego ekipa będzie u nich w ciągu 10 minut, zainkasował pierwsze dwieście i już. Później wpadał zawsze raz na miesiąc, nawet nie chciał się bzykać, tak jakby miał zakaz łączenia obowiązków z przyjemnościami. No i nigdy się nie zdarzyło, żeby kogoś wzywały. Bo to akurat była taka porządna, luksusowa kamienica.
|
Wątki
|