Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
— Czy ja cię kiedykolwiek okłamałem?
— Nie, proszę ojca — odpowiedziałem. — No to nie próbuj ołgać mnie. — Czy jesteś teraz jakimś bogiem? — zapytałem. — Nie — odparł. — Wciąż jestem tylko twoim ojcem, Leon, ale nie próbuj mnie bujać. To całe twoje podsłuchiwanie dostarczyło ci wyłącznie masy informacji. Równie dobrze mógłbyś być zbieraczem kapsli lub zdjęć graczy w baseball Ze względu na pożytek, jaki możesz odnieść ze zgromadzonych informacji, mógłbyś równie dobrze być Mandaraxem. — Jeszcze tylko pięć lat, tato, tatusiu, tatuniu, tatuńciu — błagałem. — Nigdy nie będzie dość czasu na to, abyś nauczył się tego, czego masz nadzieję się nauczyć — powiedział. — I dlatego, chłopcze, daję ci słowo honoru: Jeśli mnie teraz spławisz, nie pojawię się przez następny milion lat. — Leonie, Leonie! — przemówił błagalnie ojciec — im bardziej będziesz poznawał ludzi, tym bardziej się będziesz oburzał. Myślałem, że jeśli rzekomo najmądrzejsi ludzie twojego kraju wysłali cię na niemal nieskończoną, niewdzięczną, przerażającą i w końcu bezsensowną wojnę, to dostałeś dość materiału do rozważań na temat ludzkiej natury — i to na całą wieczność. Czy muszę ci przypominać, że te same cudowne zwierzęta, o których chcesz najwidoczniej wiedzieć coraz więcej i więcej, chodzą właśnie w tej chwili dumne jak pawie, bo posiadają broń zawsze gotową do natychmiastowego użycia i gwarantującą zabicie dosłownie wszystkiego? Czy muszę ci przypominać, że ta, w swoim czasie piękna i żyzna planeta, widziana dzisiaj z powietrza, przypomina chore organy biednego Roya Hepburna ujawnione przy sekcji zwłok, a ogniska toczącego ją raka, rozrastające się dla samego wzrostu, pożerające wszystko i wszystko zatruwające — są właśnie miastami twoich ukochanych ludzkich istot? Czy muszę ci przypominać, że te twoje zwierzęta partaczą wszystko do tego stopnia, że nie potrafią już nawet wyobrazić sobie przyzwoitego życia dla swoich wnuków i uważają, że to będzie cud, jeżeli do roku dwutysięcznego — a więc za czternaście lat — zostanie cokolwiek do jedzenia i jakikolwiek powód do radości? Tak jak ci ludzie na tym przeklętym statku, tak cała ludzkość, mój synu, dowodzona jest przez kapitanów nie posiadających ani map, ani kompasów, podejmujących decyzje z minuty na minutę i nie mających istotniejszych problemów nad to, jak chronić miłość własną. Tak jak za życia, tak i teraz ojciec był nie ogolony. Tak jak za życia, tak i teraz był blady i wymizerowany. I tak jak za życia, tak i teraz palił papierosa. Jedynym powodem, dla którego tak ciężko mi było zdobyć się na drugi krok w jego stronę, było rzecz jasna to, że go nie lubiłem. Mając szesnaście lat uciekłem z domu tylko dlatego, że się go wstydziłem. Gdyby zamiast mojego ojca u wlotu do błękitnego tunelu stał jakiś anioł, zapewne wręcz wskoczyłbym do środka. James Wait uciekł z domu, ponieważ bez przerwy znęcano się nad nim fizycznie. To było tak, jak gdyby uciekł z sali porodowej wprost do hiszpańskiej inkwizycji, tak wyszukane były niektóre z tortur, jakie wymyślały dla niego wielkie mózgi jego wychowawców. Ja uciekłem od prawdziwych rodziców, którzy nigdy w gniewie nie podnieśli na mnie ręki. Kiedy byłem jeszcze zbyt młody, by zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje, ojciec uczynił mnie swoim wspólnikiem w dziele pozbycia się matki raz na zawsze. Zmuszał mnie, abym wraz z nim szydził z takich jej pragnień jak podróż dokądś tam, jak jacyś przyjaciele, których można by zaprosić na obiad, jak wyjście do kina lub restauracji. Zgadzałem się z ojcem. Wierzyłem wówczas, że jest największym pisarzem na świecie, ponieważ był to jedyny powód do dumy, jaki potrafiłem znaleźć. Nie mieliśmy przyjaciół, a nasz dom był najbardziej obskurnym domem w całej okolicy. Nie posiadaliśmy nawet telewizora ani samochodu. A zatem dlaczego nie miałbym bronić go przed matką? Zasługiwał na to choćby dlatego, że nigdy nie sugerował, iż jest jakąś znakomitością. Kiedy byłem jeszcze żółtodziobem nie potrafiącym wyciągać prawidłowych wniosków, dostrzegałem jego wielkość w tym, że nie robił niczego innego poza pisaniem i paleniem, mówię serio — niczego.
|
Wątki
|