Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
O ile to możliwe. Wynajmuje mnie pani?
- Tak, oczywiście, nawet jeśli... - Zatem niech się pani przygotuje na zapłacenie okupu. - Ale dwadzieścia tysięcy żerliwców! Skąd... - W miarę możliwości dostanie pani te pieniądze z powrotem. - Ale nie może pan targować się z... - Może zastanowi się pani nad faktem, że pieniądze mogą znieść dużo więcej, niż mężowie. Zamknęła się. Zadałem jej parę pytań, lecz odpowiedzi nie wniosły niczego nowego. Zemsta niezadowolonych pracowników nie wchodziła w rachubę. Lista wrogów w interesach była krótka; pani Skargool powiedziała, że jej mąż cieszył się reputacją uczciwego kontrahenta. Nie mieli dzieci. - Kto otrzyma majątek po jego śmierci? - Och, nie jestem pewna. Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wcześniej wysłałem gońca, który teraz wrócił z Turbotem. Turbot zajmował się mniej więcej tym, czym ja, cokolwiek to było, i zwykliśmy sobie pomagać. Był zadowolony, że wpadnie mu trochę grosza. Tak jak i ja. Pod jego opieką obieta ruszyła do wyjścia, lecz przy drzwiach zatrzymała się i obejrzała. - Znajdzie go pan? - powtórzyła. - Tak, znajdę - przypasałem miecz i skierowałem się do magazynu Skargoola. Skład Towarowy Skargoola - przysadzisty piętrowy budynek z ciężkich belek, stał na nabrzeżu portowym. Zarządca, równie przysadzisty, niejaki Kardu Chog, nosił na palcu pierścień z kamieniem wielkości łodzi wiosłowej. - Rany, byłem matem na jego pierwszej barce - zaczął wylewnie, zagryzając w zębach cuchnące cygaro. Liście tytoniu stanowiły jeden z artykułów sprowadzanych przez Skargoola z południa. - Matem, tak, i załogą. Byliśmy jak bracia - machnął w stronę pudełka stojącego na biurku, zaproponował mi cygaro. Pokręciłem głową. Wzruszył ramionami i zaciągnął się porządnie. Wałeczek popiołu stopniowo zbliżał się do jego ust. - Znamy się ze Skargoolem kupę czasu. - A żona? - Co masz na myśli? - rzekł z wolna. - Jego żonę. Jak długo ona go zna? Chog odchylił się na oparcie krzesła i spojrzał zezem przez chmurę dymu. - Nie znam jej osobiście, ale wiem, że ma ją od jakichś pięciu czy sześciu lat. Czemu to cię ciekawi? - Po prostu zadaję pytania. To część mojej roboty. Pokręciłem się trochę po okolicy, wypytując robotników. Zgodnie z ich słowami, Edrik Skargool rzeczywiście był rzadkością - bogatym chlebodawcą lubianym przez pracowników. Wypłynął również inny znaczący fakt: Skargool codziennie wracał do domu tą samą trasą. Wyszedłem z magazynu i udałem się do knajpy po drugiej stronie ulicy. W dzielnicy portowej bary stoją dosłownie co krok. Kiedy podano mi napitek, położyłem obok szklaneczki oola. - Magazyn Skargoola - powiedziałem. - Ha? - mruknął pytająco barman. - Czy ktoś się nim interesował? - podrzuciłem następną monetę. Barman oblizał wargi i popadł w zadumę. Po chwili ze smutkiem pokręcił głową, nie spuszczając oczu z oola. Pchnąłem monetę w jego stronę. - Daj mi znać, jak będziesz coś wiedział. - Wyjaśniłem mu, jak mnie znaleźć. Ruszyłem dalej. Sądząc z listu, porwanie zostało zaplanowane. Podstępny Miecz, kimkolwiek czy czymkolwiek był, musiał się plątać w pobliżu, żeby znać nawyki Skargoola. Być może nadal miał oko na okolicę. Może ktoś coś zauważył. Chociaż z drugiej strony, szansę były znikome. Po nabrzeżach zawsze kręciło się pełno przejezdnych. No, ale jeśli ja go nie znajdę, to może on usłyszy, że o niego pytam i sam do mnie przyjdzie. Gdy wychodziłem z czwartego baru, ktoś zderzył się ze mną i poczułem szarpnięcie. Złapałem rękę niedużego chłopaczka. Znałem go. - Jak interesy, Glinko? Glinko popatrzył mi w twarz i pobladł. - To ty... - wydusił. Oderwałem go od ziemi i potrząsnąłem nim parę razy. - Tak, Glinko, to ja. Tracisz wprawę. A poza tym robisz z siebie idiotę. - Nie wiedziałem, że to ty - poskarżył się płaczliwie. - Daruj sobie. Może będziesz mógł coś dla mnie zrobić. Na jego twarzy pojawiło się wyrachowanie. Potrząsnąłem nim jeszcze raz, potem otworzyłem dłoń i puściłem go. Ulica była błotnista, jak zawsze. - Nie musiałeś tego robić - powiedział. - Ty też nie musiałeś sięgać do mojej sakiewki. Na twoje szczęście, z zasady myślę perspektywicznie - pokazałem mu oola. Glinko zatrzymał się, aby oczyścić ubranie z błota. Moneta wzbudziła jego zainteresowanie. Monety wzbudzają zainteresowanie większości z nas. - A zresztą, kogo obchodzi błoto - mruknął. - Czego chcesz? - Podstępny Miecz. - Kto? - Właśnie to chcę wiedzieć. Ten Miecz porwał mojego klienta. - Skargoola? - W samej rzeczy. Opowiedz mi o tym. - A dasz mi to? - zapytał wskazując monetę. - A będę miał za co?
|
Wątki
|