Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
I było miło, i rodzinnie, i serdecznie. A, że nie przyjechałem 29 dni temu w środę, to
dlatego, że przyjechali do nas po linii sportu i uczyliśmy się rzucać granaty. Zarzucasz mi, kochanie, że zostałem w tyle, że na naszych oczach dokonuje się rewolucja nauko- wo−techniczna i to., co kiedyś nam wystarczało, dziś nie może wystarczyć, bo życie bie- gnie nadal i ma swoje nieubłagane prawa, a teraz nawet jakby przyspieszyło. Rozumiem Cię, kochanie, że nie można zawężać się, żyć tylko starym i rozpamiętywać. Ale doszły mnie pogłoski, że Władek, który zabiera Cię do Województwa, był moim szczęściem ry- walem i właśnie wtedy, kiedy brałem Cię jak samiec dorodny i nic nie wskazywało na ja- kąkolwiek zmianę, byłem Twoją pasją, to równolegle on za moimi plecami ciupciał moją czarnulkę, całował jej oczy, a żar wstrząsał nim całym. Gryzł do zmęczenia, a potem kładł się na moim miejscu obok synogarlicy. Doniósł mi o tym Jałocha, mój dawny znajomy, kierownik straży przemysłowej. Przypomniałem sobie, że widziałem czasem siniaki na Twoim ciele, i też mi one dech w piersiach zapierały. O niektórych mężczyznach, na przy- kład: o Nawiślaku, wyrażałaś się tak miękko, że mnie to bolało. Patrzyłem czasami w Twoje oczy i widząc wiele zmarszczek wokół nich, niekiedy promienisto do oczu biegną- cych, niemal przeszyty byłem bólem i żalem, czy to przypadkiem nie z nadmiaru użycia. I dręczyło mnie pytanie: z kim? Kiedy indziej Twoje listy oraz zachowanie wypełniała go- rycz i zawód. Podejrzewałem wtedy, że było to wszystko spowodowane czyimś stanowi- skiem lub czyjąś obietnicą. Do tego byłem uwiązany planem, robotą społeczną i naucza- niem. Kiedy po rozmowie z Jałochą, po otrzymaniu Twojego listu, wróciłem do domu, za- 25 katarzony i z bolącym krzyżem, kupiłem butelkę wina za dwadzieścia siedem złotych, żo- na zagrzała mi je, wypiłem wolno i poszedłem spać o 21.15. Wino to ma czternaście procent alkoholu i doprawione jest specjalnym dodatkiem. Po- czułem, jak się moje nogi (piszczele) grzeją, jak gdyby mi ktoś okładał je gorącym pia- skiem. Odwrotnie do sytuacji, kiedy mi się wydaje, jak gdyby wiatr hulał po moich nogach (tak było przedtem) lub jak gdyby ktoś mi je polewał zimną wodą. Usnąłem układając się jak najostrożniej, aby nie wywoływać naprężeń bolesnego krzyża. Kiedy się obudziłem, myślami byłem przy Tobie, a katar cofnął się gdzieś głęboko. Idę do pracy z drżeniem, z żalem wspominając chwile ranne, których ukoronowaniem były Twoje pieszczoty. * Trudno mi do Ciebie pisać, ale wspominam ciągle ciałko Twoje różowe, kolanka okrą- głe, kształt smukły i obfity, ale zachowujący wspaniałą proporcję dosytu i powabu, biust dyskretny, ale wydatny, swadę nad wyraz intymną i ciepłą, ten nasz kochany wygawor, który przyrównać mógł nasze sjesty do historycznych porównań mitycznych kochanków z zaświata. Czuję, jak żelazna pięść ściska mi serce. Ale najważniejszą i najwdzięczniejszą cechą humanizmu jest wybaczać. Tak jak Oleńka wybaczyła NSZ−towcowi Kmicicowi wszystkie jego pożogi, rozpusty i zaprzaństwa. Więc wybacz mi i Ty, kochanie. Dzisiaj po lekcjach siedliśmy długo z Nawiślakiem gawędząc o Tobie. Nawiślak ma poważne kłopo- ty, wygrzebują mu jakieś dawne sprawy, krótko mówiąc, nie wiem, czy się utrzyma. Był w dzisiejszej rozmowie zgorzkniały. Zwierzyłem mu się ze wszystkiego. Raz jeszcze miałem dowód, że to serdeczny mi człowiek. Sprawił wrażenie całym zachowaniem, jakby to go- dziło w niego. Napomknął w rozmowie, że też otrzymał od Ciebie jakiś list. Długo musiałem go prze- konywać, zanim się zgodził ze mną, że absolutnie nic nie łączy Cię z Władkiem. Bo ja już się zupełnie w tej sprawie uspokoiłem. Po pierwsze, wiem kochanie, że na pewno nic Cię z nim nie łączy, a gdyby nawet łączył was rodzaj sympatii, to jedziesz z nim nie dla siebie, tylko żeby móc pracować lepiej, z większymi horyzontami i większą użytecznością. Wiem to na pewno, bo gdybyś Ty była z nim dla niego, byłoby to złe, a to do Ciebie nie pasuje. Tak więc jesteś z nim dla ogólniejszego dobra, a więc praktycznie biorąc, nie jesteś. Wiem, że Ty także cierpisz na pewno i fala goryczy zalewa Ci serce. Ale masz rację. Człowiek się zmienia, nowe w nim rośnie, a potem odrzuca swoje dawne najbliższe otoczenie jako za- rodek starego. Dlatego cieszę się, że chcesz uczyć się dalej i że dr Łodyga godzi się przy- jąć Ciebie na seminarium z ekonomii. Czytałem zresztą jego pracę, bardzo jednolitą umy- słowo, na temat Wspólnota gospodarcza a braterstwo. Nawiślak, co muszę przyznać z ża- lem, nie ma szerokiego spojrzenia na sprawy codziennie. Krzywi się, że nie jest pewien, czy jest ideowość wśród obecnej młodzieży. Odpowiedziałem mu, że są ideowi. A on na
|
Wątki
|