– Kultury śródziemnomorskie wynalazły galery, a później galeasy – lekkie, przybrzeżne statki o niskich burtach, bardzo podobne do...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ich ożaglowanie, które nazwano potem łacińskim, składało się z pojedynczego żagla na rei zamocowanej do masztu pod dość ostrym kątem.
– Statki typu atlantyckiego miały o wiele głębsze kadłuby, zapewniające większą stabilność, oraz wyższe burty, dzięki którym pokład chroniony był przed zalewaniem. W przeciwieństwie do ożaglowania śródziemnomorskiego, typ atlantycki stopniowo doszedł do kilku masztów z dwoma lub trzema prostokątnymi żaglami na każdym oraz trójkątnymi „fokami” na dziobie i rufie.
Dzięki takiej konstrukcji statki typu atlantyckiego mogły korzystać głównie z siły wiatru zamiast wioseł, co oznacza, że mogły być większe, cięższe i solidniejsze. Nie wspominając już o wolnej przestrzeni wzdłuż burt, w której można było zamontować baterię dział.
Zastanowiła się i wzruszyła ramionami.
– To nie jest moja specjalność, więc być może coś pokręciłam, a na pewno sporo pominęłam, ale mniej więcej wiecie, z jakimi problemami musi sobie poradzić Poertena.
– Ano – przytaknął mały mechanik. – Nawet ich statki kupieckie mają za małe zanurzenie na ocean, a co dopiero okręty! –
Przewrócił oczami. – Mowy nie ma. Jak dobrze zawieje, przewrócą się jak nic. Nikt tu nigdy nie słyszał o fokach, mają tylko te wielkie pier... znaczy, mają tylko te kwadratowe żagle mocowane pod bukszprytem. To trochę pomaga przy halsowaniu, ale niewiele. Nie, z takim ożaglowaniem nie ma co wybierać się na ocean.
– Więc ich nauczmy – wzruszył ramionami Julian.
– Ale musimy to zrobić szybko, jeśli mamy zbudować statki. Poza tym byłem w miejscowym muzeum i zerknąłem, co napisano o tym statku, co podobno przypłynął tu zza oceanu. Musimy się martwić nie tylko o ocean, ale i o to coś, co rozszarpało tamtych.
– Rozszarpało? – spytał Roger.
– Według mnie to jakaś wielka ryba, Wasza Wysokość – powiedział Pinopańczyk. – Musicie pamiętać, że czytałem to tylko w częściowym tłumaczeniu, a ten, co to pisał, miał nie po kolei w głowie.
– Świetnie – westchnął Julian. – Więc jeśli nawet zdążymy ze statkami na czas, będziemy musieli walczyć, z morskimi potworami?
– To kolejny argument za szybkim statkiem – odpowiedział Roger. – Ale czy ten żeglarz był pewien, że nie wpadli na podwodną rafę, Poertena? Można się na coś takiego nadziać nawet na otwartym morzu.

97 – Wiem, Wasza Wysokość, ale napisał dość wyraźnie o wielkiej paszczy, która rozdarła statek, o demonie z głębin i tak dalej.
– Cholera – zaklęła Kosutic. – A ja myślałam, że nie spotkamy już niczego bardziej interesującego niż atul–grak.
– Będziemy więc budować co najmniej trzy miesiące. – Pahner powrócił do tematu. – Jak jesteśmy z żywnością i uzupełnieniami?
– Niedobrze, kapitanie – odparł cicho Matsugae. Wszystkie oczy zwróciły się na służącego. – Jabliwki sporo pomogły, ale uzupełnień mamy coraz mniej. Chorąży Dobrescu bada wszystko, co znajdzie, w nadziei, że wykryje jakieś dodatkowe substytuty, ale jeśli mu się nie uda, mamy cztery, może cztery i pół miesiąca, zanim zaczną się poważne niedobory.
– Ile czasu zajmie przepłynięcie oceanu, kiedy zbudujemy statki? – Pahner zwrócił się do Poerteny.
– Ciężko powiedzieć. Myślę, że co najmniej miesiąc, sir. Zapadła cisza. Wszyscy w milczeniu przetrawiali usłyszane informacje. Zakładając, że przybliżone wyliczenia Poerteny są prawidłowe i że wszystko pójdzie zgodnie z planem, ich uzupełnienia skończą się w chwili dotarcia do celu. Ale Marduk nauczył ich, że tutaj nic nie idzie zgodnie z planem.
– Dobrze – powiedział po chwili Pahner. – Wiemy już, jak wyglądają kwestie transportu i uzupełnień. Myślę, że można to określić „na styk”. Rus, co powiesz o tutejszej produkcji broni na dużą skalę?
– K’Vaernijczycy o wiele lepiej niż my, Diaspranie, radzą sobie z obróbką metali – odparł diasprański biskup. – Bierze się to w dużej mierze z ich wiary w Krina, tak jak my nauczyliśmy się współdziałać z Bogiem wody, oni nauczyli się odlewać dzwony, w których słyszą głos Krina. My, Diaspranie, używamy bombard i arkebuzów głównie jako broni obronnej na umocnieniach, a u nich nawet lżejsze galery mają na pokładzie dużo arkebuzów i zamontowanych na obrotowych łożyskach bombard. Stąd też miasto ma ogromne doświadczenie w odlewaniu morskich dział. Ich flota korzysta z prywatnych statków kupieckich, dlatego wiele z nich również ma na pokładzie artylerię i arkebuzy.
– Za działa na okrętach płaci miasto, więc wszystkie mają standardowy kaliber, czego nie można powiedzieć o wyposażeniu prywatnych statków.
– Według zestawień, jakie sporządził dla nas Bistem Kar, Gwardia i Marynarka posiadają łącznie około jedenastu tysięcy arkebuzów. Wszystkie są tego samego kalibru i przerobienie ich na karabiny według waszego projektu nie powinno nastręczać trudności. W mieście jest wystarczająco wielu zdolnych rzemieślników, by sobie z tym poradzić. Są również spore zapasy kutego żelaza i stali, i choć dużą część przeznaczono już na broń i pancerze, miejskie kuźnie mogą je z łatwością przetopić.
– O sprężynującą stal będzie trochę trudniej, ale da się ją wyprodukować. O wiele większy kłopot będzie z mechanizmami komór, które nam opisaliście. Będziemy potrzebować czasu na sporządzenie projektu dostosowanego do naszych możliwości, zbudowanie potrzebnych maszyn i narzędzi oraz samą produkcję.
– Rozmawiałem na ten temat z niektórymi miejscowymi rzemieślnikami, przede wszystkim z Dell Murem, i uważam, że możliwe jest alternatywne rozwiązanie. Znacznie łatwiej byłoby wyprodukować kapiszony niż zdatne do użycia komory.
Miejscowi alchemicy znają rtęć, używają jej również niektórzy lekarze, więc w Przystani K’Vaerna jest jej sporo. Tutejsza mennica mogłaby produkować kapiszony w ogromnych ilościach.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.