Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
- Rzeczywiście bardzo potrzebujemy pomocy w zrozumieniu zasad działania mocy magicznej. W tej chwili próbujemy odczytać wiatr, co przynosi raczej mierne rezultaty.
- Rozumiem - odrzekł An'desha tak cicho, że Tam musiała się schylić, by go usłyszeć. - Cieszę się, że mogę pomóc. - W takim razie chodźcie z nami. Karalu, mistrz Henlin potrzebuje twych notatek, by porobić ich kopie; dołącz do nas, kiedy cię puści. Mistrz Tam zajęła się An'deshą, jakby była przyzwyczajona do troszczenia się o zagubionych nowicjuszy. Może i tak było; pewnie wielu jej uczniów przypominało nieśmiałością młodego maga. Dzieci wyróżniające się inteligencją zwykle popadają w kłopoty wśród swych mniej zdolnych rówieśników; Karal sam tego doświadczył w szkole klasztornej. “Mam tylko nadzieję, że żaden z jej uczniów nie miał tak niezwykłego życia, jak An'desha. Nikomu bym tego nie życzył.” Karal zaniósł notatki mistrzowi Henlinowi, siedzącemu w pomieszczeniu dla nauczycieli na tyłach budynku. Mistrz nachylał się nad morzem papieru pokrytego wykresami i cyframi. Kiedy Karal pozbył się ciężaru, pośpieszył do izby ogólnej, sprawdzić, jak radzi sobie An'desha. Radził sobie nie najgorzej, pogrążony w dyskusji na temat pochodzenia energii magicznej. - ...więc niektóre szkoły magów gromadzą rezerwy w specjalnych zbiornikach, jak wodę w basenach; pracujący tam magowie mogą zaczerpnąć mocy właśnie z takich zbiorników - mówił. - Jednakże wszystko to pochodzi z tego samego źródła - życia, które nas otacza. Jako istoty żywe musimy oddychać i poruszać się, wtedy uwalniamy energię. - A co z adeptami, o których wspomniałeś? - zapytała Natoli. - Czy oni używają jakichś specjalnych źródeł energii? Czy istnieją źródła, z których tylko oni mogą czerpać? - Owszem - pokiwał głową An'desha. - Ale nie są to zbiorniki stworzone przez innych magów. Są to zasoby energii występujące tam, gdzie spotykają się naturalne linie mocy, tak zwane ogniska, tak potężne, że tylko adept może sobie z nimi poradzić. Każdy inny mag albo w ogóle nie zdołałby zaczerpnąć z nich energii, albo zostałby wessany. Jeden z chłopców zadrżał. - Niezbyt miły koniec. - Nie - odparł poważnie mag. - Ale, widzicie, to wszystko działa w zgodzie z prawami natury. Moc pochodzi z jakiegoś źródła i biegnie w jakimś kierunku, jak woda spływająca do morza. W końcu dociera do miejsca zwanego przez nas Równinami, składającego się w całości z energii i chaosu. Przypuszczam, że stamtąd wraca do naszego świata poprzez żywe istoty. - O tym pomyślimy w wolnym czasie - wtrącił mistrz Levy, rozkładając na stole mapę. - Przebadaliśmy każdą piędź ziemi w promieniu pół dnia drogi od Przystani i oto nasze wyniki. Obszary przeniesione zaznaczyliśmy na zielono, stopione skały na czerwono, zaś obszary przemienione na żółto. An'desha pochylił się nad mapą. - Co to za obszary przemienione? - Karal zapytał szeptem Natoli. - Miejsca, które pozostały tam, gdzie były, ale panuje w nich inna pora roku - odszepnęła. - Teraz mamy późne lato; tam zaś może być zima, jesień albo nawet wiosna. Rośliny, które powinny teraz owocować, kwitną lub straciły liście, owady zginęły albo zawinęły się w kokony, a ptaki i zwierzęta mają sierść zimową lub godową. Karal zamrugał ze zdziwieniem; Natoli odpowiedziała grymasem. - Nie pytaj mnie, nie mam pojęcia, co mogło być przyczyną. Karal zwrócił uwagę z powrotem na mapę i z ulgą spostrzegł, że znajdowało się na niej mniej plam czerwonych niż żółtych i zielonych. Rzeczywiście, ujawniła się prawidłowość: plamy koloru leżały w równych odległościach i tworzyły wzór: trzy zielone, czerwona, trzy zielone - żółta. Jednak nie dało się odszukać środka ani początku. - Zastanawiam się... - zaczął An'desha i urwał. - Nad czym? - spytała Tam. - Śmiało, ty znasz magię, my nie. Jeżeli przychodzi ci do głowy jakieś wyjaśnienie, będę bardzo wdzięczna. - Cóż... zastanawiam się, czy w miejscach stopionych i przemienionych nie uwolniło się zbyt dużo mocy, co spowodowało takie skutki? - Wzruszył ramionami. - To tylko domysły bez solidnych podstaw. - My też możemy snuć tylko domysły - odparł Levy. - Sprawdźmy, czy ta teoria pasuje. Karal pojął zaledwie połowę z tego, co powiedziano, lecz oni zdawali się rozumieć nawzajem doskonale. Ponieważ An'desha pozbył się strachu przed otaczającymi go ludźmi, a Natoli pogrążyła się w ożywionej dyskusji, Karal zostawił ich i poszedł do jednego ze stołów kopistów, gdzie zabrał się do przepisywania notatek. Inni przerysowywali mapę, którą mistrz Tam rozłożyła na stole przed An'deshą. “Mógłbym ją skopiować i zabrać ze sobą; dzięki temu zaoszczędzę innym pracy.” Sięgnął po papier, pióra i atrament. Kiedy skończył, zabrał się za kopiowanie swych własnych notatek dla innych mistrzów. Kiedy wreszcie przestał widzieć cokolwiek, dokończył ostatnią stronę, zwinął wszystko w jeden rulon i poszedł do stołu, przy którym siedział An'desha. Wbrew obietnicy złożonej Śpiewowi Ognia, An'desha pokazywał zebranym próbki swej sztuki, co go zmęczyło; teraz gotów był wracać do pałacu. Kiedy Natoli również zerwała się do wyjścia, całe towarzystwo rozeszło się, ziewając. - Pójdę z wami do pałacu - powiedziała Natoli, gdy Karal podawał przyjacielowi płaszcz. - Mieszkam tam w skrzydle przeznaczonym dla błękitnych, którzy nie mają patronów albo nie są wysoko urodzeni, albo nie mają rodzin w mieście. Dzielimy je z uczniami Bardicum i uzdrowicielami. - Zastanawiałem się nad tym - przyznał Karal, owijając się płaszczem; Natoli odnalazła swoje okrycie w stercie ubrań w kącie. - Ciągle myszkujesz po pałacu i czujesz się tam jak u siebie. - W pewnym sensie to jedyny dom, jaki kiedykolwiek miałam - odparła Natoli. - Ojciec został Wybrany po śmierci matki wskutek komplikacji po porodzie. Nie - dodała szybko. - To nie byłam ja, dziecko urodziło się martwe. Ja miałam wtedy cztery lata. Ojciec przywiózł mnie ze sobą do Kolegium, gdyż nie miał co ze mną zrobić. Spędziłam tu całe życie. Kiedy jeździł w teren, opiekowali się mną inni heroldowie. Cóż, nie było to najgorsze dzieciństwo, choć nie przypominało ciepłego domu Karala. - Chyba czułaś się trochę samotna - odezwał się An'desha, kiedy Karal otwierał drzwi. Natoli wzruszyła ramionami, wychodząc na ciemną ulicę.
|
Wątki
|