Natychmiast wieżyczka tej cholernej Pumy zaczęła się obracać, aż do chwili, gdy spojrzałem nerwowo w otwór lufy nieprzyjemnie dużej armaty...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ktokolwiek dowodził tym samochodem pancernym, musiał być człowiekiem, którego wojna pozbawiła zaufania do bliskich.
Jednakże pozostali przedstawiciele Afrika Korps nie sprawiali wrażenia szczególnie zaniepokojonych. Trochę zesztywniali żołnierze powyskakiwali z transporterów i zaczęli bezładnie zajmować obronę zwróconą frontem w stronę lądu. Od czasu do czasu rzucali zdziwione, nieco niedowierzające spojrzenia w stronę “Charona” zapewne myśląc ze współczuciem, że ich włoscy sojusznicy istotnie muszą sięgać po resztki swoich morskich środków transportowych.
Nawet załoga niewielkiego czołgu wyglądała na uszczęśliwioną możliwością wypełznięcia ze swojego stalowego pudła i wyciągnięcia się w cieniu ich pomalowanego na piaskowy, maskujący kolor pojazdu. Ja jednak starałem się nie spuszczać oczu z czteroosiowej Pumy...
Oficer dowodzący kolumną wyskoczył ze swojego transportera tuż poniżej mostku i zasalutował czekającemu Duttmannowi. W skórzanym płaszczu i wiszącymi niedbale na szyi ochronnymi goglami, które zostawiły wyraźne, wolne od kurzu owale wokół jego bladoniebieskich oczu, wyglądał jak kopia samego Rommla.
- “Heil Hitler!
Duttmann odsalutował, ale w tradycyjny sposób, nie unosząc ręki w hitlerowskim pozdrowieniu. - “Guten Abend, Herr Major” - odparł spokojnie.
Major popatrzył na nas do góry przez, miałem wrażenie, bardzo długą chwilę. Na jego twarzy malował się wyraz nie skrywanej dezaprobaty połączonej być może z pełnym niepokoju powątpiewaniem. Spoglądałem na niego tępo, uświadamiając sobie, że serce tłucze mi się jak wściekłe, aż nagle stojący obok mnie Trapp uśmiechnął się i zaczął kiwać głową.
- Eil Itler!” - zawołał. - “Viva la Duce! Un bichiere grande di birra, eh majore?”
Niemiecki major spojrzał z zakłopotaniem, a Duttmann zamknął oczy.
- Na rany boskie... - wyszeptałem gorączkowo. - Zdawało mi się, że pan nie mówi po włosku...
- Nie mówię, pierwszy - mruknął Trapp z przylepionym do twarzy uśmiechem. - Tylko potrafię zapytać, czy chce szklankę piwa... Ten skurwiel wygląda mi na diabelnie podejrzliwego...
- “Verzeihen Sie, Herr major... - odezwałem się pospiesznie. W gardle mi zaschło, ale zmusiłem się, by ciągnąć dalej w języku, który, miałem głęboką nadzieję, przypominał wymawiany z włoska niemiecki. - Mój “capitano, on pyta, czy pan życzyć sobie szklankę piwa?”
Zobaczyłem, że dwaj stojący za Duttmannem marynarze przesuwają się od niechcenia tak, że lufy ich Schmeisserów skierowały się na majora. Bez względu na to, co się jeszcze zdarzy, nie miałem już wątpliwości co do lojalności dobrowolnych banitów Maksa. Wreszcie piechociniec uśmiechnął się trochę blado i skinął głową. - “Danke, Kapitan?”
I ku mojej nieopisanej uldze zwrócił się do Duttmanna. Starałem się pochwycić sens prowadzonej szybko rozmowy.
- Czy rzeczywiście uważa pan ten statek za odpowiedni, Korvettenkapitan? Tego “Virgilia Andreottiego” ?
Duttmann skinął głową, a potem dorzucił coś po cichu. Major z Afrika Korps odwrócił głowę, popatrzył chwilę na Trappa i nagle wybuchnął rubasznym śmiechem. Duttmann również uśmiechnął się do nas trochę przepraszająco, podczas gdy uśmiech Trappa sprawiał wrażenie wykutego w granicie.
Wreszcie major wyciągnął rękę. Był wyraźnie we wspaniałym humorze. - W takim razie zapoznam się z pańskimi papierami i rozkazami. Im prędzej wydostaniemy się z tego zawszonego pieca, tym lepiej...
Duttmann wyciągnął plik papierów i wspólnie ruszyli w stroną transportera. Gdy tylko odwrócili się do nas plecami, mina Trappa zmieniła się we wściekły, pełny urazy grymas.
- Co on o mnie powiedział? - zapytał ze złością. - Duttmann coś o mnie powiedział, prawda?
Zacząłem przygotowywać się do zaniesienia piwa niemieckiemu oficerowi. Na całym “Charonie” nie było nikogo, komu mógłbym zaufać bez obawy, że przy okazji nie spieprzy całej sprawy.
- Nie wiem, co naprawdę o panu powiedział - odgryzłem się złośliwie. - Ale cokolwiek to było, Trapp... to po prostu musiała być prawda.
Zaczęli ładować złoto dokładnie o siedemnastej zero zero.
Żaden niemiecki żołnierz nawet nie próbował wejść na pokład. Duttmann bardzo stanowczo stwierdził, że ze względów bezpieczeństwa nie może być mowy o żadnym brataniu się Wehrmachtu z załogą “Charona” ... to znaczy “Virgilia Andreottiego” ...
Obserwowałem, jak pierwsze, rozczarowująco małe, zapieczętowane skrzynki wnoszono z ciężarówki po naszym trapie na górę, gdzie przejmował je milczący Grek Polly, wybrany dlatego, że z całej tej kosmopolitycznej zbieraniny najbardziej wyglądał na Włocha.
Z drugiej jednak strony skrzynki, choć małe, warte były około dwudziestu tysięcy funtów każda. Po raz pierwszy w życiu widziałem, że Trapp nie był w stanie nic powiedzieć. Nawet się spierać.
I to było najlepsze, co przytrafiło mi się tego dnia.
O 17:10 zdarzyło się coś, co poprawiło mi samopoczucie.
Czteroosiowa, opancerzona Puma odjechała. Ale Duttmann szepnął do mnie: - Odjechali tylko za wydmy na patrol rozpoznawczy. Pewnie zaraz wrócą.
Mimo to jednak poczułem się o wiele lepiej, kiedy ta podejrzliwie patrząca armata przestała spoglądać w moją stronę.
O 17:40 pierwsza ciężarówka była już pusta.
“Charon” stał się obecnie wart mniej więcej półtora miliona franków.
Albo jak powiedział Trapp nie posiadający się z ledwo skrywanego szczęścia: - To nasza działka. Teraz musimy załadować część Duttmanna.
O 17:50 zaniosłem Herr majorowi kolejną szklankę piwa.
O 17:56 zastrzelono go.
Bardzo dokładnie. Z karabinu maszynowego. Z pokładu “Charona” ...
Rozdział 11
Do tej pory wspominam to jako niewyraźny koszmar. Próbuję odtworzyć właściwą kolejność wydarzeń i tego, w jaki właściwie sposób przyjęły one zły obrót.
Właśnie wróciłem na mostek po wręczeniu majorowi jego drugiego piwa. Czułem, jak szklanka ziębi mi dłonie i przypominam sobie, że była cała pokryta drobnymi, zmrożonymi kropelkami rosy.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.