mówka

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Uśmiechnąłem się do nich. Księżna nieczęsto wychodziła ze swoich
komnat, zwłaszcza zimą.
— Nie mogę się doczekać powrotu lata, gdy znowu będziemy mogli razem
spacerować po ogrodach — powiedziałem.
Chwilę przyglądała mi się w milczeniu.
— Zaniesiesz do mojej komnaty ciężki pakunek?
— Oczywiście, pani. — Wstałem ostrożnie. — Muszę iść — powiedziałem
służącej. — Matka mnie potrzebuje. Podobała mi się twoja piosenka.
245
— Do widzenia, panie! — zaszczebiotała dziewczyna, a Lamówka zgromiła ją spojrzeniem.
Księżna Cierpliwa miała bardzo czerwone policzki. Poszedłem za nią przez
tumult i ścisk. Znaleźliśmy się u podnóża schodów.
— Zapomniałem, jak się po tym chodzi — poinformowałem księżnę. — Gdzie
ten pakunek?
— To był tylko pretekst, żeby cię stamtąd wyprowadzić. Jak ty się zachowu-
jesz! Nie wstyd ci?! — Syknęła księżna. — Co się z tobą dzieje? Jesteś pijany?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
— Ślepun powiedział, że zatrułem się ośćmi. Ale czuję się dobrze.
Księżna Cierpliwa i Lamówka ujęły mnie pod ramiona, zaprowadziły na pię-
tro. Księżna zaparzyła jakiś wywar. Rozmawiałem z Lamówką. Powiedziałem jej,
że bardzo kocham Sikorkę i zamierzam się z nią ożenić, jak tylko uzyskam pozwolenie od króla. Lamówka przyłożyła mi dłoń do czoła i zapytała, co i gdzie dzisiaj jadłem. Nie mogłem sobie przypomnieć. Księżna Cierpliwa podała mi napar.
Zwymiotowałem prawie natychmiast. Lamówka podała mi zimną wodę. Księżna
Cierpliwa kazała wypić więcej naparu. Zwymiotowałem znowu. Powiedziałem,
że nie chcę już pić. Księżna i Lamówka zaczęły się sprzeczać. Lamówka powie-
działa, że powinienem się przespać. Zaprowadziła mnie do mojej komnaty.
Obudziłem się z dziwnym uczuciem, że nie wiem, co było snem, a co rzeczy-
wistością. Czy w ogóle coś wydarzyło się naprawdę? Wypadki minionego wie-
czoru jawiły się w mojej pamięci osnute mgiełką zapomnienia, niczym wydarze-
nia sprzed roku. Wszystko to jednak było zupełnie nieważne w obliczu otwartych drzwi prowadzących na sekretne schody, przez które dobywał się przeciąg. Wygramoliłem się z łóżka, zachwiałem niepewnie na nogach, a potem wolno ruszy-
łem schodami, jedną ręką dotykając zimnego kamiennego muru, by się upewnić,
że jest prawdziwy. Mniej więcej w połowie drogi spotkałem Ciernia. Podał mi
ramię, poprowadził w górę.
— Brakowało mi ciebie — wyznałem. A z następnym oddechem: — Król jest
w niebezpieczeństwie.
— Wiem. Król zawsze jest w niebezpieczeństwie.
Dotarliśmy do szczytu schodów. W kominku palił się ogień, obok na tacy
czekał posiłek.
— Chyba zostałem dzisiaj otruty. — Nagle wstrząsnąłem się cały. Kiedy
dreszcz przeszedł, byłem już przytomniejszy. — Miałem wrażenie, jakbym cho-
dził na szczudłach. Wydawało mi się, że nie śpię, a potem nagle wszystko zrobiło się wyraźniejsze.
Cierń poważnie skinął głową.
— Podejrzewam, że to efekt wdychania popiołu. Nie pomyślałeś o tym, kie-
dy sprzątałeś komnaty króla. Bardzo często spalone resztki ziela koncentrują jego 246
moc. Niewiele mogłem poradzić, sądziłem, że prześpisz to wszystko. Co cię opę-
tało, żeś poszedł na dół?
— Nie wiem — powiedziałem bezradnie. — Skąd zawsze tyle wiesz? — spy-
tałem zirytowany.
Cierń usadził mnie w swoim starym fotelu. Sam zajął moje zwykłe miejsce
przy palenisku. Choć wciąż byłem oszołomiony, zauważyłem, jak lekko i płyn-
nie się porusza — zupełnie jakby zgubił gdzieś niesprawność i ból starego ciała.
Twarz miał ogorzałą od wiatru, dziesiątki blizn pokryła opalenizna. Dawno już
zauważyłem w Cierniu podobieństwo do króla Roztropnego. Teraz dostrzegłem
w nim także księcia Szczerego.
— Mam swoje sposoby. — Wyszczerzył zęby w uśmiechu. — Ile pamiętasz
z dzisiejszej nocy?
Skrzywiłem się niemiłosiernie.
— Dosyć, żeby jutro oczekiwać ciężkiego dnia.
Gdzieś z zakamarków pamięci wyskoczyła okrągła buzia służącej. Dziewczy-
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.