Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Poprzez prześwity między schodami widać było
znajdujące się pod wyższym poziomem pomieszczenie z monitorami i konsolami czujników Imperatora, teraz ciemne i ciche. Wyglądało na to, że oprócz hologramu galaktyki wszystkie inne układy nie działają. Znalazłszy się na szczycie schodów, skierowali się ku tronowi, który stał teraz zwrócony przodem do widniejącej za nim skalnej ściany. Mara zdziwiła się, że Imperator zostawił go tyłem do swojej ulubionej galaktyki. Nagle fotel zaczął się obracać... Dziewczyna chwyciła Skywalkera za rękę i wycelowała w tron swój blaster. Potężny fotel wykonał pełny obrót... - A więc w końcu do mnie przyszliście - odezwał się z powagą Joruus C’baoth, spoglądając na nich z wysokości tronu. - Wiedziałem, że przyjdziecie. Razem nauczymy całą galaktykę służyć rycerzom Jedi. ROZDZIAŁ 26 - Wiedziałem, że tej nocy do mnie przyjdziecie - oznajmił C’baoth. Podniósł się wolno z tronu i stanął naprzeciwko nich. - Wiedziałem 0 tym od chwili, kiedy opuściliście Coruscant. Dlatego właśnie tej nocy rozkazałem ludziom z miasta zaatakować moich ciemięzców. - To nie było konieczne - odparł Lukę. Mimo woli zrobił krok w tył, przypominając sobie spędzone na Jomarku dni, które omal nie zakończyły się dla niego tragicznie. C’baoth usiłował tam dyskretnie przeciągnąć go na ciemną stronę, a kiedy mu się to nie udało, próbował zabić 1 jego, i Marę. Ale nie poważy się na to po raz kolejny. Przynajmniej nie tutaj, gdzie nie może korzystać z Mocy. - Oczywiście, że to było konieczne - rzekł starzec. - Trzeba było jakoś odwrócić uwagę Imperium, byście mogli się dostać do mego więzienia. Mynerysze zaś, jak wszystkie pomniejsze stworzenia, muszą mieć jakiś cel. A jaki cel może być lepszy niż zaszczyt umierania w służbie Jedi? Stojąca obok Skywalkera Mara mruknęła coś pod nosem. - Mam wrażenie, że wszystko ci się pokręciło - stwierdził Lukę. - Jedi byli strażnikami pokoju. Sługami Starej Republiki, a nie jej panami. - I dlatego właśnie i oni, i Stara Republika ponieśli klęskę, Jedi Skywalker - powiedział C’baoth, celując w niego palcem. - Dlatego ponieśli klęskę i dlatego zginęli. - Stara Republika przetrwała tysiąc pokoleń - wtrąciła Mara. - Nie wydaje mi się, by można tu mówić o klęsce. - Może ci się tak nie wydaje - rzucił starzec z wyraźną pogardą. - Jesteś młoda i jeszcze nie widzisz wszystkiego jasno. - A ty, naturalnie, widzisz? C’baoth uśmiechnął się do niej. - O tak, moja młoda uczennico - rzekł łagodnie. - Widzę, i ty też będziesz wszystko widziała. - Nie licz na to - warknęła dziewczyna. - Nie przyszliśmy tu po to, by cię uwolnić. - Moc nie opiera się na tym, co wy uważacie za swoje cele. Bez względu na to, czy o tym wiedzieliście, czy też nie, przybyliście tu na moje wezwanie. - Jeśli chcesz, możesz sobie w to wierzyć - stwierdziła Jadę, wskazując blasterem w bok. - Przesuń się tutaj. 211 Create PDF files without this message by purchasing novaPDF printer (http://www.novapdf.com) - Jak sobie życzysz, moja młoda uczennico - odparł starzec, robiąc trzy kroki we wskazanym kierunku. - Ona ma niezwykle silną wolę, Jedi Skywalker - zwrócił się do Luke'a, kiedy Mara podeszła do tronu, by zbadać kontrolki umieszczone w oparciach fotela. - Będzie prawdziwą potęgą galaktyki, którą zbudujemy. - Nie - potrząsnął głową Lukę. Zapewne stał teraz przed ostatnią szansą, by zawrócić szalonego Jedi z ciemnej strony. By go uratować, tak jak uratował Vadera na pokładzie drugiej Gwiazdy Śmierci. - Nie jesteś w stanie niczego zbudować, mistrzu C’baoth. Jesteś chory. Ale jeśli mi pozwolisz, to ci pomogę. - Jak śmiesz mówić coś podobnego?! - rzucił ostro starzec, a twarz pociemniała mu z gniewu. - Jak mogłeś w ogóle pomyśleć tak obraźliwie o wielkim mistrzu Jedi? - Ale taka jest prawda - rzekł łagodnie Skywalker. - Ty nie jesteś mistrzem C’baoth'em. A przynajmniej nie tym prawdziwym. Dowody na to znajdują się w archiwach Floty Katańskiej. Jorus C’baoth zmarł dawno temu, biorąc udział w locie poza granice naszej galaktyki. - Ale przecież ja jestem tutaj. - Tak - skinął głową Lukę. - Ty, tak. Ale nie Jorus C’baoth. Ty jesteś jego klonem. Starzec cały zesztywniał. - Nie - powiedział lodowatym tonem. - Nie. To niemożliwe. - Nie ma innego wytłumaczenia - stwierdził Skywalker. - Ale przecież ta myśl musiała ci już kiedyś przyjść do głowy. C’baoth ze świstem wciągnął powietrze w płuca...
|
Wątki
|