Jakby pod wpływem tych ponurych rozważań z trudem dosiadł z powro­tem konia i pojechał wzdłuż rurociągu...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Kilkadziesiąt metrów dalej wycią­gnął z kieszeni pomiętą kartką i znowu zeskoczył na ziemię. Nożem myśliw­skim otworzył małą puszkę białej farby i trzymając przed sobą rozpostartą kartkę w jednej dłoni, a pędzel w drugiej, starannie przeniósł kolejne litery napisu na czarną powierzchnię rury.
Dosiadł konia i wjechał kłusem na szczyt pobliskiego spłaszczonego wzgórza. Tu postanowił zaczekać. Przyłapał się na tym, że instynktownie rozgląda się na wszystkie strony. Był to efekt nawyku z całkiem innego świa­ta, zdominowanego przez ludzi. Tu nie dostrzegł nigdzie żywej duszy.
Przeszył go dreszcz z zimna, gdy czerwone słońce zniknęło za horyzon­tem na zachodzie. Kilkakrotnie uderzył się dłońmi po ramionach, by się nie­co rozgrzać. Pomyślał, że tego wieczoru czeka go wyjątkowy chłód.
Cztery ładunki wybuchowe eksplodowały niemal równocześnie. Z roze­rwanych rur buchnął gaz ziemny. Detonacje pochłonęły tlen w pobliżu miej­sca wybuchu, ale rozprężony gaz, rozgrzany i zmieszany z powietrzem, za­płonął gigantyczną kulą ognia. Wtórna eksplozja jak olbrzymi otwieracz do konserw rozerwała rury na długości wielu metrów.
Donośny huk rozniósł się po całym pustkowiu, aż koń się spłoszył.
- Spokojna - mruknął mężczyzna i poklepał twardy grzbiet okryty cien­ką derką.
Na trawiastej równinie nie było echa. Teraz ciszę zakłócał odgłos palące­go się gazu; między pagórkami przetaczał się basowy ryk przypominający odgłos rozpędzonego pociągu. Nad miejscem wybuchu pojawił się słup gę­stego czarnego dymu, który przesłonił ciemniejące z wolna niebo.
Jeździec powiódł spojrzeniem wzdłuż zniszczonego rurociągu. Na dłu­gości setek metrów rury były porozrywane, poskręcane i rozszarpane. Ale napis, który z takim mozołem wykonał, pozostał nienaruszony na samej gra­nicy wysadzonego odcinka. Litery wymalowane białą farbą, ściekającą ni­czym krew po czarnej powierzchni, układały się w hasło: “Zniszczenie jest matką tworzenia!”.
Odczytał je półgłosem, mimo że nikt nie mógł go usłyszeć. Tylko koń zastrzygł uchem na brzmienie ludzkiego głosu.
Ścisnął nogami jego boki i pojechał przed siebie. Przybył znikąd i doni­kąd miał teraz wrócić.
CZEŚĆ I
Dwa pierwsze prawa termodynamiki można podsumować następująco: w sposób naturalny wszechświat dąży od stanu uporządkowania do stanu chaosu. Prawa te dotyczą również struktur tworzonych przez człowieka.
Walentyn Karcew
Prawa historii ludzkości
1
PLAC CZERWONY, MOSKWA
15 sierpnia, 23.00 GMT (1.00 czasu lokalnego)
- Anarchia, anarchia, anarchia - powiedziała Kate Dunn do obiektywu kamery Woody'ego.
Za jej plecami okrzyki wznoszone przez wielusettysięczny tłum niosły się echem po całym placu. Oślepiało ją światło jupitera, ale mogła dostrzec unoszące się w górę zaciśnięte pięści demonstrantów. Po chwili tłum przy­cichł, czekając na kolejne hasła wykrzykiwane przez megafon.
- Dźwięk jest niezły - mruknął Woody z okiem przyciśniętym do wizje­ra - ale światło do kitu. Nie uchwycimy nic poza kilkoma pierwszymi szere­gami tych w dole. - Poprawił słuchawki na głowie i dodał: - Powiedz coś jeszcze.
- Mówi Kate Dunn dla serwisu informacyjnego stacji NBC. Teraz dobrze?
- W porządku.
Woody wcisnął parę klawiszy w sekcji kontrolnej kamery. Urządzenie było w pełni zautomatyzowane, ale on zawsze korygował ręcznie wybrane przez komputer parametry pracy. Kate obejrzała się na tłum. Ogarniało ją silne podniecenie, czuła wyraźnie przyspieszony puls. Ze swojego stanowi­ska na dachu porzuconej milicyjnej furgonetki doskonale widziała mówcę oświetlonego blaskiem reflektorów umieszczonych na skraju podwyższenia. Rozwścieczony mężczyzna ciskał przez megafon inwektywy. Aparatura na­głaśniająca w ciężarówce została ustawiona na pełną moc, więc jego głos był lekko zniekształcony. Z tysięcy gardeł popłynął kolejny okrzyk. Zaciśnięte pięści wyciągnęły się w stronę kremlowskiego muru, po którym tańczyły wydłużone cienie rzucane przez filujące płomienie licznych ognisk i pochodni. Kate poczuła gęsią skórkę na całym ciele.
- To będzie bombowy reportaż, Woody. Czuję to w kościach.
- Aha - mruknął operator, zajęty regulacją ustawienia trójnogu kamery.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.