X


I tak w obozowisku nad Umpqua Bill objaśniał w kategoriach realizmu przyczynę różnych predylekcji, podczas gdy Possum objaśnił ją, w bardzo podobnych...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Rozdział szesnasty 
Mając Possuma obok siebie na siedzeniu Saxon wprowadziła wóz na ulice Roseburga. Jechała stępa. Z tyłu do wózka przywiązane były dwa ciężkie, młode konie pociągowe. Za nimi szło luzem sześć koni, pochód zaś zamykał Bill jadący na grzbiecie konia dziewiątego. Cały ten nowy nabytek wysłał z Roseburga koleją do Oakland.
W dolinie Umpqua usłyszeli przypowieść o białym wróblu. Opowiedział im ją pewien farmer, człowiek już niemłody i zamożny. Jego farma była wzorem porządku i systematyczności. Potem Bill dowiedział się, że sąsiedzi oceniają wartość majątku na ćwierć miliona dolarów.
- Słyszeliście historię o farmerze i białym wróblu? - spytał Billa przy obiedzie.
- Nawet nie wiedziałem, że bywają białe wróble - odparł Bill.
- Są rzadkością, to prawda - przyznał farmer. - A oto opowieść: Był kiedyś farmer, któremu jakoś nie bardzo się wiodło. Po prostu nie mógł sobie dać rady, aż tu kiedyś usłyszał o białym wróblu. Dowiedział się, że biały wróbel ukazuje się tylko o świcie i przynosi farmerowi, który zdoła go złapać, bez liku wszelkiego szczęścia i pomyślności. Nazajutrz nasz farmer wstał jeszcze przed świtem i szukał po polach białego wróbla. I czy wiecie? Szukał go nieustannie, przez długie miesiące, ale ani razu nie dojrzał go nawet z daleka. - Gospodarz potrząsnął głową. - Nie, nie zobaczył białego wróbla, zobaczył za to takie rzeczy na farmie, którymi należało się zająć i którym poświęcał teraz czas jeszcze przed śniadaniem, że zanim się zorientował, farma rozkwitła, dług hipoteczny został spłacony i nasz farmer otworzył konto w banku.
Gdy tego popołudnia ruszyli w dalszą drogę, Bill zagłębił się w myślach.
- Och, zrozumiałem doskonale, o co chodzi - powiedział w końcu. - Ale nie powiem, żeby mi się to podobało. Naturalnie nie było w ogóle żadnego białego wróbla, tylko ten farmer wstawał teraz wcześnie i brał się do roboty, którą przedtem zaniedbywał… Pewnie, że rozumiem, o co chodzi. Ale, Saxon, jeżeli życie farmera ma tylko na tym polegać; dziękuję pięknie i nie chcę znajdować żadnej księżycowej doliny. Życie nie może być samą tylko ciężką pracą. Od świtu do nocy, w pocie czoła - z równym powodzeniem mógłbym mieszkać w mieście. Bo właściwie co za różnica? Cały czas, jaki ci zostaje, musisz przeznaczyć na sen, a jak człowiek śpi, nie ma z tego żadnej przyjemności. I czy śpi na wsi czy w mieście, nic nie wie, bo jest jak umarły. Nawet nie wiem, czybym nie wolał od razu umrzeć niż się tak na śmierć zapracowywać. Tysiąc razy lepsza jest taka włóczęga po drodze - raz się zabije jelenia, raz złapie pstrąga, kiedy indziej mogę się położyć w cieniu, śmiać razem z tobą, bawić się i… i pływać. A przecież ja jestem chętny do roboty. Ale to jest różnica, jak między niebem a ziemią - pracować rozsądną liczbę godzin i zapracowywać się na śmierć.
Saxon całym sercem przyznawała mu słuszność. Spojrzała wstecz na lata ciężkiej pracy i porównała je z ich radosnym życiem na drogach.
- My nigdy nie będziemy chcieli być bogaci - powiedziała. - Niech sobie polują na białego wróbla ludzie z wysp na Sacramento i nawadnianych dolin. Jeżeli my będziemy wstawali wcześnie w naszej księżycowej dolinie, to po to, żeby słuchać śpiewu ptaków i śpiewać razem z nimi. A jeżeli czasami będziemy pracowali ciężko, to tylko po to, żeby mieć więcej czasu na zabawę. Jak ty będziesz chodził pływać, ja będę chodziła z tobą. Tak się będziemy bawili, że czasem dla wytchnienia chętnie weźmiemy się do pracy.
 
- Jestem w środku wysuszony na wiór - oznajmił Bill ocierając pot z opalonego na brąz czoła. - Może byśmy tak zawrócili i pojechali w kierunku wybrzeża?
Skręcili więc na zachód i z wysoko położonych śródlądowych dolin spuszczali się w dół przez dzikie górskie wąwozy. Droga była tak niebezpieczna, że na jednym siedmiomilowym odcinku natknęli się na dziesięć zdruzgotanych samochodów. Bill nie chciał forsować klaczy, rozbili więc prędko obóz nad brzegiem szumiącego strumienia, w którym Bill złowił dwa pstrągi naraz. Tutaj też Saxon złowiła swojego pierwszego dużego pstrąga. Jej dotychczasowe zdobycze nie przekraczały dziewięciu lub dziesięciu cali, gdy więc duża sztuka połknęła haczyk i motowidło zaskrzeczało z wysiłku, wykrzyknęła podniecona i zdumiona. Bill przybliżył się do niej i udzielał jej rad. W kilka minut później Saxon - z płonącymi policzkami i błyszczącym okiem - wyciągnęła ostrożnie olbrzyma na suchy piasek. Tutaj ryba uwolniła się z haczyka i zaczęła rzucać się po pisku konwulsyjnie, dopóki Saxon nie pochwyciła jej w ręce.
- Szesnaście cali - ocenił Bill, gdy Saxon podniosła rybę i oglądała z dumą. -… Dziewczyno! Co ty robisz?
- No chyba muszę ją opłukać z piasku? - odparła.
- Lepiej włóż do koszyka - poradził. A potem zamilkł i przyglądał się ponuro dalszym wypadkom.
Saxon pochyliła się nad brzegiem i zanurzyła w wodzie wspaniały okaz. Ryba zaczęła bić ogonem, rzucać się, Saxon poruszyła się gwałtownie - i już było po pstrągu.
- Och! - zawołała zrozpaczona.
- Kto znalazł, niech trzyma - zacytował Bill.
- Co mi tam! - odparła. - Ty i tak nigdy nie złapałeś takiego dużego pstrąga.
- Ani myślę przeczyć, że świetnie umiesz się obchodzić z wędką - powiedział przeciągając słowa. - Złowiłaś mnie, prawda?
- Tego nie zauważyłam - odcięła się prędko. - A może to było tak, jak z tym człowiekiem, którego zaaresztowano za łowienie pstrągów w czasie ochronnym? Usprawiedliwiał się, że działał w obronie własnej.
Bill zastanawiał się chwilę, ale nie zrozumiał.
- Pstrąg go zaatakował - wyjaśniła.
Bill pokazał zęby w uśmiechu. W piętnaście minut później powiedział:
- Aleś mi zalała sadła za skórę.
 
Niebo zaciągnęło się chmurami, a gdy zjechali nad brzeg rzeki Coquille, nagle zagarnęła ich mgła.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.