Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
— Trudno być pewnym, gdy ma się do czynienia ze Starszym Bogiem. — To nie mógł być ten sam owad. Nic nie może znajdować się w dwóch miejscach równocześnie. 177 — Jak już powiedziałam, mój drogi, dla Starszego Boga wszystko jest możli-we. — Sephrenio, mówię to z niechęcią, ale muszę przyznać, że zaczynam być trochę niespokojny. — Ja również, Sparhawku. Nie rozstawaj się z włócznią Aldreasa. Moc Bhel- liomu cię ochroni. A teraz idź spać. Muszę to przemyśleć. Rycerz klęknął przed nią. — Czy pobłogosławisz mnie przed snem, mateczko? — zapytał. Nagle poczuł się jak małe, bezbronne dziecko. Ucałował delikatnie jej dłonie. — Z całego serca, mój drogi. — Przytuliła do siebie jego głowę. — Jesteś najlepszy z nich wszystkich, Sparhawku, a jeżeli będziesz dostatecznie silny, nie zatrzymają cię nawet bramy piekieł. Pandionita podniósł się z kolan. Flecik zsunęła się z łoża i podeszła do niego. Z jej oczu wyzierała niezwykła powaga. Rycerz poczuł nagle, że nie może się poruszyć. Dziewczynka ujęła go delikatnie za nadgarstki, a on nie miał siły się opierać. Odwróciła jego dłonie i delikatnie je ucałowała, a jej pocałunki zapłonę- ły w żyłach Sparhawka niczym święty ogień. Wstrząśnięty opuścił komnatę nie odezwawszy się więcej ani słowem. Spał niespokojnie, często budząc się i przewracając z boku na bok. Noc zdawa- ła się nie mieć końca, a uderzenia piorunów wstrząsały posadami zamku. Deszcz, który przyniosła ze sobą burza, bębnił w okna. Woda spadała rwącymi strumienia-mi z dachu, uderzając w kamienne płyty podwórca. W końcu, dobrze po północy, Sparhawk się poddał. Odrzucił koce i usiadł na brzegu łoża. Rozmyślał ponuro. Co poczną z Bevierem? Wiedział, że cyrinita był głęboko wierzący, ale nie miał żelaznej woli Occudy. Młody i niewinny, posiadał wrodzoną porywczość wszystkich mieszkańców Arcium. Bellina może wykorzystać to dla własnych celów. Nawet jeżeli Sephrenii uda się uwolnić Beviera od jego obsesji, to jaką mają gwa-rancję, że Bellina ponownie nim nie zawładnie, gdy będzie miała na to ochotę? Sparhawk musiał przyznać, iż chociaż wzdrygał się na pomysł Occudy, być może jest to jedyne wyjście z sytuacji. Wtem, całkiem nagle, ogarnął go lęk. Coś przemożnie złego znajdowało się w pobliżu. Wstał z łoża, szukając po omacku swojego miecza. Potem wyszedł na korytarz. W przyćmionym świetle pojedynczej pochodni zobaczył Kurika, drzemiącego pod drzwiami komnaty Beviera. Poza tym korytarz był pusty. Wtem otworzyły się drzwi pokoju Sephrenii i wyszła pośpiesznie czarodziejka, a tuż za nią Flecik. — Sparhawku, ty również to poczułeś? — Tak. Czy możesz to zlokalizować? Sephrenia wskazała na drzwi komnaty Beviera. — To tam. — Kuriku! — Sparhawk dotknął ramienia swojego giermka. 178 Kurik natychmiast otworzył oczy. — Co się stało? — zapytał. — Coś jest tam z panem Bevierem. Uważaj. — Sparhawk odczepił łańcuch. odsunął rygiel i powoli otworzył drzwi. Komnatę wypełniało niesamowite światło. Bevier rzucał się na posłaniu, a nad nim unosiła się świecąca, widmowa postać nagiej kobiety. Sephrenia głośno zaczerpnęła powietrza. — Demon — szepnęła. Natychmiast zaczęła splatać zaklęcie dając gwałtowne znaki Flecikowi. Dziewczynka uniosła swoją fujarkę i zagrała tak złożoną pieśń, że Sparhawk nie był w stanie podążać za melodią. Świecąca postać nieopisanie pięknej kobiety zwróciła się w kierunku drzwi, odsłaniając ociekające krwią kły. Zasyczała złośliwie. W jej głosie pobrzmiewało również owadzie ćwierkanie. Wydawało się, że zjawa była niezdolna do ruchu. Czarodziejka nadal splatała zaklęcie. Demon krzyknął przeraźliwie i chwycił się za głowę. Melodia dobywająca się z fujarki Flecika była coraz bardziej drama-tyczna, a Sephrenia coraz głośniej recytowała formułę zaklęcia. Demon począł się wić, złorzecząc tak, że Sparhawka przeszedł dreszcz obrzydzenia. Wtem Sephrenia uniosła jedną rękę i przemówiła, o dziwo, w języku Elenów: — Wracaj tam, skąd przybyłeś! I nie ośmielaj się tej nocy więcej pokazywać! Demon wydał przeciągły wrzask i znikł, pozostawiając po sobie ohydny odór zgnilizny. Rozdział 15 — Jak ona wydostała się z wieży? — zapytał Sparhawk przyciszonym głosem. — Tam są tylko jedne drzwi i Occuda zamknął je na łańcuch. — Ona nie opuściła swego więzienia — odparła Sephrenia zamyślona, jakby nieobecna. — Jedynie raz widziałam coś podobnego — dodała. Potem uśmiech- nęła się nieco krzywo. — Mieliśmy szczęście, że pamiętałam formułę zaklęcia. — Co ty mówisz, Sephrenio! — zaprotestował Kurik. — Ona przecież tu była.
|
Wątki
|