związki, ale nigdy nie zmieniałem okoliczności...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Z tobą, czy dzięki tobie, po raz pierwszy
chcę na próbę odejść na kilka kroków od bezpieczeństwa państwowej posady. I teraz,
kiedy poważnie myślę o tym, by żyć z malarstwa, nie mam od razu poczucia winy czy
lenistwa, jak dotychczas. Nie słyszę od razu wykładu papy o pieniądzach, odpowiedzial-
ności i okrucieństwach losu, jak dotychczas. Kiedy marzę o życiu artysty, to nie zaczy-
nam automatycznie przeżywać na nowo kryzysów finansowych, przez jakie przeszła
moja rodzina, ani tych czasów, kiedy brakowało nam jedzenia, kiedy prawie nie mieli-
śmy dachu nad głową. Wreszcie jestem w stanie zostawić to za sobą. Jeszcze nie jestem
tak silny, aby zwolnić się z pracy i zanurkować. Co to, to nie. Jeszcze nie. Ale dzięki tobie
potrafię sobie wyobrazić, że jestem malarzem na całym etacie, mogę się tego serio spo-
dziewać, a to jest coś, czego nie potrafiłem zrobić jeszcze tydzień temu.
242
243
Po jej twarzy spływały teraz łzy.
— Jesteś taki świetny — wtrąciła. — Jesteś wspaniałym, wrażliwym artystą.
— A ty potrzebujesz mnie w takim samym stopniu, jak ja ciebie — powiedział.
— Beze mnie będziesz budowała coraz grubszą i mocniejszą skorupę. Ty zawsze potra-
fiłaś podjąć każde ryzyko — z pieniędzmi, z karierą. Ale nie umiałaś korzystać z szansy,
jaką dają ludzie. Widzisz? Stanowimy w tym względzie przeciwieństwo. Uzupełniamy
się nawzajem. Możemy się tyle od siebie nauczyć. Możemy pomagać sobie w rozwoju.
Tak jakbyśmy dotąd byli tylko połową człowieka i teraz odkryli swoje brakujące poło-
wy. Ja jestem twój. Ty jesteś moja. Miotaliśmy się całe życie, szukaliśmy po omacku, pró-
bując się odnaleźć.
Hilary upuściła żółtą bluzkę, którą zamierzała zapakować do walizki i objęła go ra-
mionami.
Tony przytulił ją, pocałował jej słone wargi.
Przez chwilę tylko się obejmowali. Żadne z nich nie potrafiło przemówić.
Wreszcie on powiedział:
— Popatrz mi w oczy.
Podniosła głowę.
— Masz takie ciemne oczy.
— Powiedz mi — powiedział.
— Co ci powiedzieć?
— To, co chcę usłyszeć.
Pocałowała go w kąciki ust.
— Powiedz mi — prosił.
— Kocham... cię.
— Jeszcze raz.
— Kocham cię, Tony. Kocham. Naprawdę kocham.
— Czy to było takie trudne?
— Tak. Dla mnie tak.
— Będzie łatwiejsze, im częściej to będziesz powtarzać.
— Muszę pamiętać, by to często ćwiczyć — powiedziała. Uśmiechała się i płakała
jednocześnie.
Tony poczuł narastające w nim napięcie, gwałtownie rozszerzającą się bańkę w pier-
si, jakby miał dosłownie pęknąć ze szczęścia. Pomimo tej nieprzespanej nocy był pełen
energii, zupełnie rozbudzony, głęboko świadom, że trzyma tę wyjątkową kobietę w swo-
ich ramionach, że czuje jej ciepło, jej słodkie kształty, jej zwodniczą subtelność, giętkość
jej umysłu i ciała, delikatną woń jej perfum, przyjemny, zwierzęcy zapach jej czystych
włosów i skóry.
— Teraz, gdy już się odnaleźliśmy — powiedział — wszystko będzie dobrze.
242
243
— Jeszcze nie, dopóki nie rozszyfrujemy Bruno Frye’a. Kimkolwiek by nie był.
A może czymkolwiek. Nic nie będzie dobrze, dopóki się nie dowiemy, że on na pewno
nie żyje i że jest pogrzebany raz na zawsze.
— Jeśli będziemy trzymać się razem — powiedział Tony — przejdziemy przez to
bezpiecznie i bez uszczerbku. On cię nie tknie, dopóki ja jestem obok. Obiecuję ci to.
— A ja ci ufam. Ale... przy tym... boję się go.
— Nie bój się.
— Nie mogę nic na to poradzić — powiedziała. — A poza tym, to chyba mądrze się
go bać.
Tony pomyślał o zniszczeniach dokonanych na parterze, pomyślał o ostrych drew-
nianych kołkach i woreczkach z czosnkiem, które znaleziono w furgonetce Frye’a i zro-
zumiał, że Hilary ma rację. To mądrze bać się Bruno Frye’a.
Chodzący trup?
Dostała dreszczy, które również udzieliły się Tony’emu.
CZĘŚĆ II
ŻYWI I ŻYWI UMARLI
Dobro przemawia szeptem. Zło krzyczy.
Przysłowie tybetańskie
Dobro krzyczy. Zło szepcze.
Przysłowie balijskie
ROZDZIAŁ V
We wtorek rano, po raz drugi od ośmiu dni, trzęsienie ziemi o średniej mocy zako-
łysało Los Angeles. W Cal Tech zmierzono, że wynosiło 4,6 stopnia w skali Richtera i że
trwało dwadzieścia trzy sekundy.
Nie było żadnych poważniejszych zniszczeń, więc większość mieszkańców Los
Angeles rozmawiała o tych wstrząsach jedynie po to, aby wymyślać dowcipy. Na przy-
kład, że Arabowie przejmą część kraju w ramach nie spłaconych im długów, a tego wie-
czoru Johnny Carson powiedział w telewizji, że sejsmiczne zakłócenia spowodowała
Dolly Parton swym zbyt gwałtownym wstaniem z łóżka. Tym, którzy tu mieszkali od
niedawna, te dwadzieścia trzy sekundy wcale nie wydawały się śmieszne i nie byli w sta-
nie uwierzyć., że można być rozbawionym, kiedy ziemia rusza się pod stopami. Po roku
oczywiście i oni będą wymyślać własne żarty na temat wstrząsów.
Dopóki nie nastąpi naprawdę wielkie trzęsienie ziemi.
Kalifornijczycy żartowali sobie z pomniejszych drgań i szarpnięć, ponieważ żyli
w nigdy nie wypowiadanym i głęboko podświadomym strachu przed tym największym
ze wszystkich trzęsień, które położy kres zabawie. Gdyby się ciągle mieli rozwodzić nad
prawdopodobieństwem kataklizmu, gdyby zbyt wiele medytowali nad zdradziecką na-
turą ziemi, strach by ich sparaliżował. Życie musi toczyć się dalej, niezależnie od ryzyka.
Ostatecznie, to naprawdę wielkie trzęsienie może nie nastąpić w ciągu najbliższych stu
lat. Może nigdy. Więcej ludzi zmarło podczas śnieżnych zim na wschodzie, gdzie tem-
peratury spadają poniżej zera, niż podczas kalifornijskich trzęsień ziemi. Wybudowanie
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.