Zanim mój mózg zsynchronizowany z językiem niemal wypuścił słowa, których nigdy nie używałem,powiedziała:-Zrobisz coś dla...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

-
Peter Gabriel ma piosenkę pod tytułem I Gńeve.
-
I?
Wysłuchasz jej ze mną?
-
Co... teraz?
-
Tak.
-
Okej... ale... jesteś nieszczęśliwa?
-
To najlepsza chwila mojego życia.
-
Ech, no to dawaj tego Petera.
Gdy słuchaliśmy, trzymała moją rękę w obu dłoniach, twarz miała skupioną. Nie miałem nic do
Petera Gabriela, właściwie nawet lubiłem bardzo Biko, ale tu nie pasowało. Smutek i ból w jego
głosie oraz same słowa sprawiają, że sięgasz po zabójczego scotcha. Wreszcie skończył, a ona
odwróciła do mnie twarz, niezwykle przejęta.
-
O, to jest bardzo irlandzkie - powiedziałem.
Wróciłem do Hol and Park we wtorek wieczorem. Obejrzałem South Park i uznałem, że nie
miałbym nic przeciwko zaadoptowaniu Kennyego.
W moim drzwiach zjawiła się aktorka.
-
Mogę ci złożyć wizytę? - spytała.
-
Mam lekką zwałkę, Lil ian.
-
Jak po waleniu konia?
Bardziej, niż jej się zdawało. W lewym ręku trzymała butelkę i dwa kieliszki. Trzymała je za szyjkę,
jak to robią w filmach.
Cofam to: jak w starych filmach.
-
Czy dziewczyna może postawić swojemu chłopakowi drinka? - spytała.
Jezu!
-
Może jeden mały przed snem - odparłem.
Podała mi flaszkę i wyjaśniła:
-
To dom perignon.
-
Wszystko jedno.
Wystrzeliłem nieźle korek. Obowiązkowo większość szampana znalazła się na podłodze. Ludzie
uważają to chyba za część transakcji. Jakiejś transakcji.
Lil ian miała na sobie srebrną suknię balową. Nie żartuję - tak mi powiedziała.
-
Dlaczego? - spytałem.
-
Pomyślałam, że taniec w sali balowej to będzie miła odmiana.
-
Wynajęłaś zespół?
-
Orkiestrę. Spojrzałem na jej twarz.
-
Mogę jedynie żywić nadzieję, że żartujesz. Przebiegły uśmiech, a potem odpowiedź:
-
Nie uznaję żartów.
-
Czy siedzą skuleni w korytarzu? Wskazałem swój pokój i dodałem:
-
Będzie niezły ścisk.
-
Są w sali balowej.
Nie zapytałem, gdzie się ona znajduje, ale pomyślałem: czy ten dom jest tak kurewsko wielki?
Nigdy nie obejrzałem całego domu, więc jak przyjdzie piątek i będą się „Hel o"-wać, oblecę go jak
jakiś derwisz. Tak, trzeba potrząsnąć gałęzie, zobaczyć, co spadnie. Stuknęliśmy się kieliszkami, a
ja powiedziałem:
-
Sldinte.
-
Po jakiemu to? - spytała.
-
Po irlandzku.
Wzdrygnęła się z udawanym niesmakiem i mruknęła:
-
Naród błaznów i bajerantów.
-
Jakaś ty angielska. Przysunęła się bliżej i powiedziała:
-
Pozwól, że zajmę się tobą po francusku. Pozwoliłem. Jej perfumy przypominały kulki z
naftaliny
w chlorze. Może to przez szampana, ale doszedłem. Wprawdzie w niezbyt spektakularny sposób z
powodu wyczynów z Aisling, była to raczej smętna mżawka. Jak deszcz, który pada na Krecie.
Ocierając usta, zauważyła:
-
W tym ołóweczku brakuje grafitu.
-
Wykończyłaś mnie - odparłem. - Nie ma mowy, żebym dał radę tańczyć.
Kupiła ten tekst i powiedziała:
-
Zatańczymy jutro, a teraz śpij, mój słodki.
Gdy wyszła, wziąłem gorący prysznic, ale nie mogłem wyzwolić się od jej dotyku. W łóżku
próbowałem myśleć o Aisling i nie myśleć o Briony.
Ani jedno, ani drugie się nie powiodło.
Zadzwoniono w środę o czternastej. Odebrałem telefon, powiedziałem: tak?, na co usłyszałem:
-
Pan Mitchel ?
To była policja.
-
Czy zna pan Aisling Dwyer?
-
Tak.
-
Z żalem muszę pana poinformować, że zdarzył się tragiczny wypadek.
-
Co?
-
W jej torebce była kartka z pana telefonem i nazwiskiem.
-
Jak ona się czuje gdzie,
kiedy, o Boże.
Dostałem adres szpitala w Islington i tam pojechałem.
Nawet nie pamiętam sekwencji zdarzeń. Tylko to, że nie żyła, bo została potrącona na High Street
przez kierowcę, który zbiegł z miejsca wypadku. Jakiś człowiek pochylił się nad nią, trzymał za rękę
aż do przyjazdu karetki. Później ktoś dał mi kawę. Smakowała jak piana. Potem wręczono mi
„brązową kopertę". Jej rzeczy.
Były tam
pieniądze
torebka
karta telefoniczna
zegarek
brak pierścionka.
Musiała zostawić go w domu. Byłem zdziwiony, że go zdjęła.
Wczesnym rankiem w czwartek rano pojechałem do domu. Upiłem się do nieprzytomności.
Wstałem około południa w piątek Jezu, ależ byłem roztrzęsiony. Palce mi latały, gdy próbowałem
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.