Zamach na Kramera był następny i materiał zaczynał się od wycia syren i widoku policji odpychającej ludzi od ochronnych barierek...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Miejscowy reporter i jego ekipa przybyli na miejsce wystarczająco wcześnie i zdołali sfilmować początkowe zamieszanie. Ludzie biegli w stronę ruin. Ciężka chmura brązowego dymu wisiała nad małymi dębami rosnącymi na trawniku przed budynkiem. Drzewa były uszkodzone i bezlistne, ale stały. Ktoś krzyczał coś o pożarze i kamerę przeniesiono kilka metrów dalej, by zatrzymać się przed następnym budynkiem. Gęsty dym wydobywał się ze zniszczonego domu. Reporter, zacinając się i sapiąc, opisywał nieskładnie całą szokującą scenę. Pokazywał to tu, to tam, a kamera przesuwała się zgodnie z jego wskazówkami. Policjanci popychali go co chwila, ale był zbyt podniecony, żeby się tym przejmować. Na senne Greenville spadła ognista plaga i mass media przeżywały swoje wielkie chwile.
Trzydzieści minut później dziennikarz stał już w innym miejscu i nieco spokojniejszym głosem opisywał wydobycie rannego Marvina Kramera spod zwałów gruzu. Policjanci zrobili przejście między barierkami i odepchnęli ludzi do tyłu, a strażacy i sanitariusze położyli Marvina na noszach i ruszyli z nim przez pobojowisko. Chwilę potem kamera pokazała odjeżdżającą karetkę. Godzinę później, w kolejnym ujęciu, reporter był całkiem opanowany i poważny, a strażacy delikatnie nieśli na noszach dwa małe ciała okryte białymi prześcieradłami. Następna scena pokazywała fronton więzienia i po raz pierwszy przez moment widać było skutego Sama Cayhalla. Ludzie szeryfa wpychali go pośpiesznie do czekającego samochodu.
Jak zawsze, tak i tym razem Adam wcisnął „stop” i ponownie odtworzył całą scenę. Nakręcono ją w roku 1967. Sam miał wtedy czterdzieści sześć lat. Jego włosy były ciemne i obcięte krótko w sposób typowy dla tamtej epoki. Po lewym okiem miał niewielki plaster. Szedł szybko, krok w krok z pomocnikami szeryfa, ponieważ ludzie patrzyli, robili zdjęcia i wykrzykiwali pytania. Odwrócił się tylko raz i, jak zawsze, Adam zatrzymał taśmę i po raz milionowy wbił wzrok w twarz swojego dziadka. Obraz był czarno–biały i niewyraźny, ale ich oczy zawsze się spotykały.
1967 rok. Jeśli Sam miał czterdzieści sześć lat, to Eddie Cayhall dwadzieścia cztery, Adam zaś prawie trzy. Nazywał się wtedy Alan. Alan Cayhall. Wkrótce potem stał się mieszkańcem odległego stanu, gdzie sędzia wydał orzeczenie zezwalające mu na noszenie nowego nazwiska. Często oglądał tę taśmę, zastanawiając się, gdzie był, kiedy zginęli synowie Kramera. Ósma rano, dwudziesty pierwszy kwietnia 1967 roku. Jego rodzina mieszkała wtedy w małym domku w Clanton i Adam leżał pewnie w łóżku. Miał prawie trzy lata, a bliźniacy Kramera tylko pięć.
Kolejne krótkie sceny pokazywały Sama prowadzonego i wyprowadzanego z samochodów, więzień i budynków sądowych. Zawsze był skuty i nabrał zwyczaju patrzenia na ziemię parę metrów przed sobą. Jego twarz nie miała żadnego wyrazu. Nigdy nie spojrzał na reporterów, nigdy nie odpowiadał na ich pytania, nigdy się nie odzywał. Poruszał się szybko, wypadając przez drzwi i wskakując do czekających samochodów.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.