Zło obróci się w dobro, a przeszłość odmieni...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Tylko tak śmiertelnicy mogą od-mieniać swój los! Poprzez pozytywną zemstę, że tak powiem. A teraz weź ten kwiat.
— ZaniosÄ™ go ojcu, pani.
— A potem — powiedziaÅ‚a — możesz zabrać mnie ze sobÄ… do Tanelorn.
Spojrzał w jej spokojne, lekko zamglone oczy i zawahał się przez chwilę.
— BÄ™dzie to dla mnie zaszczyt, pani.
— Ropuchu! Ropuchu! — rozdarÅ‚ siÄ™ nagle wielkim gÅ‚osem Wheldrake, bo-
wiem stworzenie poczłapało na masywnych kończynach ku drzwiom, dalej kory-
tarzami i kajutami na zrujnowany pokÅ‚ad, gdzie kÅ‚Ä™bili szukajÄ…c drogi na zewnÄ…trz niedawni niewolnicy Chaosu. Poeta goniÅ‚ caÅ‚y czas za nim, woÅ‚ajÄ…c: — Zatrzymaj siÄ™, ropuchu miÅ‚y! Rywalu kochany! Przez wzglÄ…d na miÅ‚ość naszÄ… wspólnÄ…, przystańże, bÅ‚agam!
Ropuch jednak przystanął dopiero przy wejściu na Okręt Bywszy, skąd obejrzał się na Wheldrake’a i Charion, która też puściła się w pogoń, i przez chwilę jakby na nich oczekiwał. Gdy byli już blisko, skoczył w blask dnia, lądując na plaży, gdzie całymi rzeszami, niczym rojne wszy, wolni teraz ludzie umykali na 187
ląd, który nie był już pod władaniem tyranii. Tam ropuch przycupnął, znów oczekując. . .
. . . a obok pojawiła się nagle w rozkołysanej lektyce starsza pani Phatt poganiająca spoconych syna i wnuka do szybszego biegu. Ledwie jednak ujrzała wnuczkę i Wheldrake’a, zaraz wrzasnęła na potomków, by dla odmiany stanęli wreszcie.
— RadoÅ›ci moje, kochani, cudowni. . . WesoÅ‚ku umiÅ‚owany! — Cisnęła po-
dartÄ… parasolkÄ™, którÄ… osÅ‚aniaÅ‚a swÄ… starczÄ… gÅ‚owÄ™, i wyszczerzyÅ‚a siÄ™ do Wheldrake’a. — Podporo moja, kowalu słów! Och, jakaż szczęśliwa bÄ™dzie Charion! Jaka i ja byÅ‚abym szczęśliwa, gdybyÅ›cie byli już w Putney! Postawcie mnie! Postawcie mnie, chÅ‚opcy! JesteÅ›my na miejscu. MówiÅ‚am wam, że nic nam nie grozi!
Mówiłam, że ona ma w rękawie jeszcze jedną sztuczkę dla poratowania sytu-
acji! Koguciku mój grzebieniasty! Hulako rymów! Chodźcie ze mną. Poszukamy Krańca Czasu!
— Miejsce to dość konfundujÄ…ce, jak pamiÄ™tam — stwierdziÅ‚ Wheldrake, ale
i tak pławił się cały w aprobacie okazywanej mu przez starszą panią, która najwyraźniej już dawno uznała go za ukochanego członka rodziny.
— MówiÅ‚em, że nie mogliÅ›my daleko odejść, ojcze! — stwierdziÅ‚ Koropith
tonem tak triumfalnym, że aż Fallogard zgromiÅ‚ go spojrzeniem — Chociaż i ty, rzecz jasna, miaÅ‚eÅ› racjÄ™ rozpoznajÄ…c tÄ™ plażę.
Róża i trzy siostry też pojawiły się na brzegu, by przywitać przyjaciół, ale niosły ze sobą jedynie puzdro z duszą. Poddany metafizycznemu filetowaniu i za-puszkowaniu hrabia Piekieł miał pozostać we wraku, miejscu sposobnym do roz-myślań o kolejach losu, którego wyrokiem miał się niebawem oddać dziełu o wiele bardziej zbożnemu niż dotąd. W lewej ręce Róża niosła szarą wilczą skórę, któ-
rą Gaynor przywłaszczył sobie nie rozumiejąc, że jej porzucenie przez Esberna było miarą sukcesu tego dobrego człowieka.
— Co? — zdumiaÅ‚ siÄ™ Wheldrake. — CzyżbyÅ› uznaÅ‚a to futro za cennÄ… zdo-
bycz, pani?
Róża jednak łagodnie pokręciła głową.
— NiegdyÅ› należaÅ‚a ona do mojej siostry. Tej jedynej, która prócz mnie ocalaÅ‚a przed Gaynorem. . .
W ten sposób Elryk poznał ostatni zapewne element wielkiej manipulacji, któ-
rą Róża zaaranżowała na skalę całego multiwersum.
Matka Phatt spojrzała na nią pytająco.
— Czujesz siÄ™ usatysfakcjonowana, dziecko?
— Na ile to możliwe — przyznaÅ‚a Róża.
— Wielkiej potÄ™dze sÅ‚użysz — dodaÅ‚a starsza pani, zÅ‚ażąc z lektyki i powo-
li, ale z zadowoleniem kuÅ›tykajÄ…c przez żwir plaży. — Czy owa potÄ™ga nie jest przypadkiem zwana RównowagÄ…?
188
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….