tunki amphistaffów, które ³atwo zmodyfikowaæ i implantowaæ nosi- cielowi w³aœnie w takim celu...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Zadowolony Harrar kiwn¹³ g³ow¹.
– Mo¿esz kontynuowaæ, egzekutorze – powiedzia³.
Anor spojrza³ na Elan.
– Niestety, nie znam urz¹dzeñ, które zapewni³yby ci sukces pod-
czas przes³uchiwania przez agentów Wywiadu Nowej Republiki.
Bêdziesz zdana wy³¹cznie na w³asne si³y. Zaczniesz od oœwiadcze-
nia, ¿e dysponujesz informacjami o zarodnikach, które rozrzuci³em
na kilku œwiatach. Bêdziesz siê upiera³a, ¿e przeka¿esz te informa-
cje tylko rycerzom Jedi. Musisz jednak mieæ siê na bacznoœci. Ci
Jedi maj¹ w sobie coœ, co upodabnia ich do bogów. Bardzo szybko
odkryj¹, ¿e usi³ujesz wywieœæ ich w pole, chocia¿ od najm³odszych
lat uczy³aœ siê zwodziæ i oszukiwaæ. Dlatego powinnaœ dysponowaæ
szybko dzia³aj¹c¹ trucizn¹. Musisz dzia³aæ w wielkim poœpiechu.
Harrar wyci¹gn¹³ stworzenie w stronê m³odej kap³anki.
– Spiesz siê, Elan – powiedzia³. – WeŸ to i zamknij w d³oni.
Zwodzicielka spojrza³a powa¿nie w jego oczy.
– Je¿eli to zrobiê, zgodzê siê przyj¹æ twoj¹ propozycjê – od-
par³a.Harrar odwzajemni³ jej spojrzenie.
– Nie wydam ci takiego polecenia, Elan – powiedzia³. – Decy-
zja w tej sprawie nale¿y do ciebie.
M³oda Yuuzhanka zerknê³a na swoj¹ powierniczkê.
– Co mi radzisz? – zapyta³a.
Skoœne oczy Vergere posmutnia³y.
– Doradzi³abym ci, pani, ¿ebyœ odmówi³a – odrzek³a. – Ale wiem,
¿e od dawna pragniesz byæ poddana próbie. Chcesz wykonaæ zadanie
godne twoich umiejêtnoœci. Ze smutkiem przyznajê, ¿e nie znam prost-
szego i skuteczniejszego sposobu zdobycia szacunku i s³awy.
Harrar zerkn¹³ na egzotyczn¹ pupilkê kap³anki.
– Mo¿esz wzi¹æ j¹ ze sob¹, Elan, jeœli chcesz – powiedzia³. –
Mo¿liwe, ¿e ci w czymœ pomo¿e.
50
Elan spojrza³a jeszcze raz na Vergere.
– Zgodzi³abyœ siê mi towarzyszyæ?
– A kiedy ci nie towarzyszy³am, pani? – odpar³a istota.
Kap³anka siêgnê³a po niewielkie stworzenie i zamknê³a je w d³o-
ni. Zanim rozwar³a palce, wniknê³o do jej cia³a.
– Przedostanie siê do twoich p³uc i tam dojrzeje – oznajmi³
z uœmiechem Harrar. – Zorientujesz siê, kiedy trucizna osi¹gnie naj-
wiêksz¹ si³ê. Wyrzucisz j¹ wówczas z p³uc cztery razy, przeciwko
tylu rycerzom Jedi, ilu zdo³asz zgromadziæ w zamkniêtym i szczel-
nym pomieszczeniu.
Elan spojrza³a na Harrara.
– A co potem, eminencjo?
– Chcesz wiedzieæ, co siê stanie z tob¹? – domyœli³ siê Yuuzha-
nin. Uj¹³ jej d³oñ, uniós³ do oczu i zacz¹³ ogl¹daæ miejsce, gdzie
bo’tous przenikn¹³ do jej organizmu. – Nom Anor i ja uczynimy
wszystko, co w naszej mocy, ¿eby w ka¿dej chwili wiedzieæ, gdzie
siê znajdujesz. Nie mogê ci jednak obiecaæ, ¿e ciê uratujemy. Mo-
¿esz byæ pewna tylko wywy¿szenia. Je¿eli twoja misja zakoñczy siê
powodzeniem, umrzesz razem z rycerzami Jedi albo póŸniej zosta-
niesz skazana na œmieræ i stracona.
Elan wyszczerzy³a zêby w nieszczerym uœmiechu.
– Decyzja w tej sprawie nale¿y tak¿e do mnie?
Harrar poklepa³ jej d³oñ.
– Je¿eli ciê to pocieszy, pomyœl o przysz³ym ¿yciu – powiedzia³.
– Zazdroszczê ci. Ju¿ nied³ugo je rozpoczniesz.
Otoczony pêdami winoroœli kshyy i pilnuj¹cymi go stra¿nikami,
„Sokó³ Millenium” spoczywa³ na platformie l¹downiczej Thiss, tu¿
obok wahad³owca, którym na Kashyyyk przylecieli Luke, Jacen,
Anakin i Lowbacca. Sczernia³a od p³omieni platforma na skraju
Rwookrrorro powsta³a dziêki temu, ¿e niegdyœ odgiêto poziomo tu¿
przy pniu gigantyczny konar wroshyra. By³a tak wielka, ¿e l¹dowaæ
mog³y na niej nawet pasa¿erskie liniowce; w tej chwili jednak sta³
na niej tylko „Sokó³” i wysmuk³y wahad³owiec. Od dawna – odk¹d
Chewie wyl¹dowa³ „Soko³em” na Kashyyyku w czasach Kryzysu
Czarnej Floty – do miasta nie przylecia³o tylu zaproszonych goœci,
turystów, ¿a³obników i zwyk³ych gapiów. Przybywali z daleka –
z Karryntory, Northaykka, Wysp Wartaki, a nawet odleg³ego Pó³wy-
spu Thikkiiañskiego. Chcieli nie tylko zobaczyæ Luke’a, Hana czy
51
Leiê, ale tak¿e choæby rzuciæ okiem na koreliañski frachtowiec typu YT-1300, który w rêkach Chewiego i Hana okry³ siê tak¹ s³aw¹.
Jak taurill przemykaj¹cy miêdzy wybuja³ymi paprociami shag,
Han przeciska³ siê przez t³um rozwrzeszczanych Wookiech. Chyba
wszyscy siê sprzysiêgli, ¿eby energicznym poklepywaniem po ple-
cach strzaskaæ mu krêgos³up albo przynajmniej w którymœ z wielu
uœcisków po³amaæ ¿ebra. Kiedy Korelianin dotar³ w koñcu do „So-
ko³a” i chronionego przez stra¿ników fragmentu l¹dowiska, wygl¹-
da³, jakby zbyt du¿o czasu spêdzi³ w symulatorze stanu niewa¿ko-
œci. U stóp opuszczonej rampy czekali na niego Leia, Luke, dzieci
i oba automaty.
– Tato – odezwa³a siê Jaina, kiedy Han podszed³ do niej trochê
bli¿ej. – Myœla³am, ¿e odlecimy dopiero jutro.
– Zmiana planów – mrukn¹³ Solo. – Czy wszystko sprawdzone
przed odlotem?
– Ta-a, ale...
– W takim razie wchodzimy i startujemy.
– Sk¹d ten poœpiech, Hanie? – zapyta³ Luke, zastêpuj¹c mu
drogê. Odrzuci³ na plecy kaptur czarnego p³aszcza Jedi, a u pasa
zwisa³a mu rêkojeœæ œwietlnego miecza. – Uciekamy przed kimœ czy
chcemy dok¹dœ zd¹¿yæ?
Han stan¹³ jak wryty. K¹tem oka zauwa¿y³, ¿e Leia skrzywi³a
siê i odwróci³a g³owê.
– O co ci chodzi? – zapyta³, spogl¹daj¹c w oczy mistrza Jedi.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.