Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
..
– To juzżupełnie nic nie znaczy – powiedziała, spusćiwszy oczy. Czy mo´wiła o obra˛czce, czy moz˙e o pocia˛gu sek- sualnym? Leandros uznał, z˙e o obra˛czce. Oparł sie˛ 56 MICHELLE REID o stolik, zsuna˛ł z palca swoja˛ obra˛czke˛, połoz˙ył ja˛ obok obra˛czki Isabel. Dwa złote ko´łka lez˙ały obok siebie w blasku słon´- ca: jedno duz˙e, drugie malutkie, oba identycznie wy-polerowane na wierzchu i z wygrawerowanym we wne˛trzu napisem ,,Tutaj jest moje serce’’. Jakz˙e mo´gł o tym zapomniec´ wtedy, na jachcie w San Esteban, kiedy tak spokojnie planował roz- wo´d? Jak ona mogła zapomniec´, kiedy z pogarda˛ rzuciła mu w twarz ta˛ obra˛czka˛? Jak mogli zapomniec´, z˙e wybierali te obra˛czki przytuleni do siebie i nie dbali o to, jak głupio i romantycznie wygla˛dali, kiedy kazali wygrawerowac´ ten napis, ktoŕy na zawsze miał dotykacśkoŕy kaz˙dego z nich. – Teraz powtoŕz, z˙e to nic nie znaczy – powie- dział, przygla˛daja˛c sie˛, jak blednie. – Jesĺi potrafisz odejsć´, zostawiaja˛c obra˛czke˛ na stole, to ja zrobie˛ to samo. Jesĺi nie masz dosćśiły, włoź˙ ja˛, a potem zastanowimy sie˛, co dalej. Zno´w oblizała wargi. Leandros zacisna˛ł ze˛by, z˙eby nie wybuchna˛c´. – Ten rozwo´d... – Obra˛czka – przypomniał. Zanosiło sie˛ na to, z˙e Isabel zno´w odejdzie, ale tylko wzruszyła ramionami, wzie˛ła obra˛czke˛, wsune˛ła ja˛ sobie na palec. – Co teraz? – spytała. Jego obra˛czka takz˙e wroćiła na miejsce. Leandros juz˙ dawno nie czuł sie˛ tak dobrze. KLEJNOTY DLA ISABEL 57 – Proponuje˛ kolacje˛ – odparł odpre˛z˙ony, prawie szcze˛sĺiwy. – Pojedziemy za miasto, do tej restauracji w goŕach, ktoŕa˛ tak lubisz. Zjemy cos´ dobrego, napijemy sie˛ szampana, porozmawiamy... – Przykro mi, kochanie – powiedziała, przecia˛- gaja˛c głoski – ale ja juz˙ jestem umo´wiona. Tego sie˛ nie spodziewał. Wiedział, z˙e Isabel go pragnie, widział to na własne oczy, czuł całym ciałem. Sa˛dził, z˙e tylko z przekory wcia˛z˙ mo´wi o rozwodzie, a tymczasem... – A ja juz˙ miałem z twojego powodu odwołac´ wieczorne spotkanie z Diantha˛. – Odpłacił jej pie˛knym za nadobne. Ledwie skonćzył mo´wic´, juz˙ wiedział, z˙e popełnił straszliwy bła˛d. Isabel pobladła i wstała, przytrzymuja˛c sie˛ stolika. – Mo´wiłam o mojej mamie – szepne˛ła i tym razem rzeczywisćie odeszła. ROZDZIAŁ CZWARTY Ty kłamczucho, karciła sie˛ w duchu Isabel, kiedy juz˙ była daleko. Chodziło ci dokładnie o to, co on sobie pomysĺał. Nie spodziewałasśie˛ tylko kolej-nego ciosu. Do hotelu nie było daleko, ale nim Isabel tam do- tarła, rozbolała ja˛ głowa. Ledwo przekroczyła pro´g, ujrzała matke˛ w towarzystwie Clive’a i Lestera Milesa. Siedzieli na nielicznych w tym hotelu wygod- nych fotelach, na niskim stoliku stały resztki skrom-nego podwieczorku. – Gdzies´ ty sie˛ podziewała? – zawołała Silvia na widok coŕki. – Mało nie umarłam ze strachu! – Zostawiłam ci wiadomosć´ w recepcji – przypo- mniała jej Isabel. – Owszem, zostawiłas´ – mo´wiła zniecierpliwio- na matka. – Miałas´ wroćicńiedługo, a nie było cie˛ trzy godziny. Po co było cia˛gna˛c´ mnie taki szmat drogi do Aten, skoro nie masz dla mnie teraz ani chwili? – Przepraszam – mrukne˛ła i pocałowała matke˛ w policzek. Był ciepły, a matka zarumieniona. KLEJNOTY DLA ISABEL 59 Dopiero teraz zauwaz˙yła, z˙e wszyscy sa˛ dziwnie rumiani. Clive sie˛ pocił, Lester Miles nie miał marynarki ani krawata i wachlował sie˛ gazeta˛. W hotelu nie działała klimatyzacja, przez co wewna˛trz panował taki sam upał jak na ulicy. – Zepsuty – podpowiedział Clive, widza˛c, z˙e Isabel spogla˛da na klimatyzator. Zepsuty, powtoŕzyła w mysĺi. Nic dziwnego, z˙e mama jest zła. Obiecałam jej, z˙e w hotelu be˛dzie chłodno. – Wobec tego chodz´my na goŕe˛ – zaproponowa- ła. – Zrobimy sobie zimny prysznic. – Nie moz˙emy isćńa goŕe˛ – poinformował ja˛ Miles. – To znaczy, moz˙emy, ale na piechote˛, bo windy tez˙ nie działaja˛. – Pan chyba z˙artuje. – Nie – wtra˛cił sie˛ Clive. – W ogoĺe nie ma pra˛du. Nie ma s´wiatła ani klimatyzacji, ani windy. Wy- gla˛da na to, z˙e takie rzeczy cze˛sto sie˛ tu zdarzaja˛. – Moz˙e mi łaskawie wytłumaczysz – odezwała sie˛ zła jak osa Silvia – w jaki sposo´b przykuta do woźka inwalidzkiego stara kobieta ma wejsćńa czwarte pie˛tro, z˙eby wzia˛cźimny prysznic, ktoŕego tak bardzo potrzebuje. Nie wiem, pomysĺała Isabel. Ciekawe, co by zrobili, gdybym sie˛ teraz rozpłakała. Odka˛d rano wyszła z hotelu, nic nie działo sie˛ zgodnie z planem. Poz˙ałowała, z˙e w ogoĺe przyje- chała do Aten. Z ˙ałowała, z˙e nie została w domu, 60 MICHELLE REID w spłukanej deszczem Anglii, z˙e nie zajmowała sie˛ w tej chwili swoja˛ fotografia˛. A najbardziej ze wszystkiego z˙ałowała spotkania z Leandrosem. – Wy nie musicie tu siedziec´ – zwroćiła sie˛ do Clive’a i Lestera. – Idzćie sie˛ ochłodzic´ do swoich pokoi. Ja zostane˛ z mama˛ i spro´buje˛... – Uwierz mi, Isabel – powiedział Clive – je- stes´my w tej chwili w najzimniejszym miejscu w ca- łym hotelu. – To jest s´mietnik, nie hotel – dodała Silvia. – Tak mi przykro – sumitowała sie˛ Isabel. Czuła, z˙e zaraz naprawde˛ sie˛ rozpłacze. Połoz˙yła dłonńa bola˛cej głowie, usiłowała sie˛ zastanowic´. – Dajcie mi chwile˛ pomysĺec´. Znajde˛ inny hotel... – Jakis´ problem? – odezwał sie˛ znajomy głos. Isabel odwroćiła sie˛ powoli. Leandros wcale nie wygla˛dał na człowieka zme˛czonego upałem. Był uprzedzaja˛co grzeczny, nieziemsko przystojny i... – Co ty tutaj robisz? – spytała ostro Silvia. – Ja tezż˙ycze˛ ci miłego dnia, Silvio. – Leandros us´miechał sie˛ wprawdzie, ale ani na chwile˛ nie spuszczał wzroku z pobladłej twarzy Isabel. – Co sie˛ stało? – spytał z czułosćia˛.
|
Wątki
|