obłok pyłu wypełniającego pomieszczenie dostrzegła chwiejącą się w otwartychdrzwiach postać bandyty...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Wypuściła pistolet z ręki i podbiegła do mężczyzny, aby
go podtrzymać, ale on już się osunął na ziemię. Przysiadła obok niego i
umieściła sobie na kolanach jego głowę, jak na poduszce. Trafili cię? - spytała,
ale odpowiedź była oczywista, bo ranny leżał w kałuży krwi, a jego głos z trudem
dało się słyszeć. Na nic nasz wybieg, syknął. Siostra Consuelo szukała jakiejś
szmatki, żeby zatamować krwotok. Niech siostra to zostawi, powiedział bandyta, i
proszę dać mi rękę: nie chcę umierać samotnie. Nie umrzesz, zaraz przyniosą ci
penicylinę, powiedziała zakonnica; tak czy inaczej, dodała, nie byłoby od
rzeczy, gdybyś odmówił akt skruchy. Bandyta pokręcił głową i odparł: Nie,
siostro, ja niczego nie żałuję; najwyżej tego, że nie zrobiłem więcej szkód,
kiedy miałem okazję: nienawidzę społeczeństwa i nienawidzę ludzi; umarłbym
zadowolony, gdybym wiedział, że po mojej śmierci będzie jeszcze więcej powodzi i
trzęsień ziemi, pożarów i epidemii; chcę, żeby były wojny, zagłada i rzezie,
żeby światem władała zbrodnia i rozpacz; ludzie nie zasługują na pokój ani
miłosierdzie, a Bóg też nie. Niech będzie przeklęty cały świat i ten, kto go
stworzył. W tej chwili odwołaj to, coś powiedział, rzekła zakonnica, to zupełna
głupota iść do piekła z powodu urazy do świata. Bandyta utkwił oczy w siostrę
Consuelo, spojrzenie miał szkliste, szepnął: Nie wierzę w piekło ani w niebo; a
jeśli nawet istnieją, to mnie i tak wszystko jedno. Nie chcę nic wiedzieć o tym
układzie, który nagradza hipokrytów, a skazuje pogrążonych w rozpaczy.
Schronisko zapełniło się ludźmi, którzy mierzyli do nich obojga ze swoich
karabinków. Nie strzelajcie, powiedziała siostra Consuelo, ten człowiek nie
żyje, a ja nic wam nie zrobię.
8
Nie zważając na nic, wyciągnęli ją ze schroniska; kiedy się potykała i upadała,
poganiali ją szturchańcami i bili kolbą każąc iść dalej. W końcu postawili ją
pod skalną ścianą, a sami cofnęli się o kilkanaście kroków. Kiedy już się
szykowali, żeby ją zabić, odezwał się czyjś głos: Nie strzelać! Oficer dowodzący
plutonem dał odpowiednią komendę i zmierzył wzrokiem mężczyznę, który śmiał
przerwać egzekucję. Siostra Consuelo rozpoznała w swym wybawcy komendanta
Lastre. Oficer piechoty, dowódca falangistów i policjant odeszli na bok, żeby
się naradzić. Ze swego miejsca pod skałą siostra Consuelo widziała, jak
komendant raz po raz wskazuje na nią palcem, i domyśliła się, że wymawia
nazwisko Augusta Aixeli; wyrazisty gest komendanta sprawił, że falangista
wykrzyknął na cały głos: O do diabła, kto by to pomyślał! Trzej mężczyźni
patrzyli na nią z zainteresowaniem i wymieniali między sobą porozumiewawcze
spojrzenia. Po czym komendant Lastre odłączył się od grupy, podszedł do
czekającej na egzekucję zakonnicy i powiedział: Proszę ze mną, siostro. Nikt nie
protestował, gdy zakonnica i policjant opuszczali pole tej krótkiej bitwy i
zaczęli schodzić po zboczu góry. Poranna mgła rozwiewała się, w miarę jak szli,
i bez trudu dotarli na polanę; tam straż leśna pilnowała pojazdów służących do
transportu wojska. Komendant Lastre pomógł siostrze Consuelo wsiąść do
policyjnego samochodu, ruszył z miejsca i po kilku minutach znaleźli się znów na
szosie; wtedy zwrócił się do mniszki: Proszę mi opowiedzieć, co się stało. Nie
ma czego opowiadać, odparła, prosili mnie, żebym się zajęła rannym mężczyzną,
więc się zgodziłam, nie wiedząc, o kogo chodzi; ale muszę panu powiedzieć, że
gdybym wiedziała, wcale nie postąpiłabym inaczej. Rozumiem, rzekł komendant, a
co siostrze opowiadał ten rozbójnik? Nic, odparła siostra Consuelo. Nie może
być, zdziwił się komendant, spędziliście razem całą noc, więc coś przecież
musiał powiedzieć. Już panu mówiłam, że niczego mi nie opowiadał, upierała się
zakonnica, był ciężko ranny i miał gorączkę, majaczył. Rozumiem, powtórzył
komendant, i w ten sposób zostanie to zapisane; postaram się też, żeby siostry
nazwisko nie pojawiło się w raporcie; poprzestanę na stwierdzeniu, że w chwili,
gdy mnie tam sprowadzono, razem z denatem była osoba, którą wbrew jej woli
zmuszono do pielęgnowania go. Zakonnica spojrzała na komendanta Lastre, on
jednak patrzył na szosę i z wyrazu jego twarzy nie można było poznać, co sobie
myśli. Siostra Consuelo, świadoma tego, że czuć od niej prochem i wódką,
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zĹ‚apiÄ…, to znaczy, ĹĽe oszukiwaĹ‚eĹ›. Jak nie, to znaczy, ĹĽe posĹ‚uĹĽyĹ‚eĹ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….