Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Zbliżenie z Sobieskim było więc możliwe, tylko nie mogło 368 Rozdział 20 się odbyć pod egidą królowej i podobnie jak ona bardzo znie- | nawidzonego mimo swych towarzyskich zalet Polignaka. Ci dwo- || je wtrącali się jednak we wszystko. Tak więc starania Santa ; 't!t Croce'a były skazane na porażkę od momentu, kiedy Maria Ka- j zimiera włączyła się w pośrednictwo między biskupem Brzostow- i skim i Sapiehami. Kompromis, który opracowała wielka komisja "• w tejże sprawie pod koniec roku 1695, został zerwany przez : Polignaka. Niestety nie było Janowi III przeznaczone dożyć cza- su pokoju, ani wewnątrz kraju, ani na zewnątrz. O Marysieńce i Polignaku możemy przynajmniej powiedzieć to, że uczciwie pragnęli tego pokoju, nawet jeśli nie bardzo się nadawali do tego, by go urzeczywistniać. Natomiast gabinet w Wersalu i sam Ludwik XIV nie mieli najmniejszej ochoty uży- czyć spokoju temu ciężko doświadczonemu krajowi. Jeżeli nie uda się doprowadzić do separatystycznego porozumienia między Polską i Porta, to wojna ma trwać nadal - tak brzmi to w in- strukcji dla Polignaka z 3 czerwca 1695 roku, a próby ambasa- dora pogodzenia dworu i Sapiehów pod znakiem odwrotu od Austrii zostały szorstko odrzucone przez francuskiego władcę. Król-słońce odmówił nie tylko 400 000 liwrów, których żądał Polignac, aby kupić magnatów i zorganizować dywersje na Wę- grzech i Śląsku, lecz też zapłacenia za dostawy zboża, które Maria Kazimiera z wielkim trudem posłała do Francji i w ten sposób istotnie ułatwiła wyżywienie tego zablokowanego kraju. Nie, półbóg w Wersalu nie zapomniał nigdy, że ta śmiertelniczka, aż nadto śmiertelna, z Nivernais, ważyła się zostać jego "panią siostrą'" i sprzeciwiać się jemu! To, na co zdobył się Ludwik XIV w swojej łasce najwyższej, to były ordery i pensje dla obu młodszych królewiczów i dla niespożytego starego d'Arquiena. W krótkich odstępach czasu kolejno ojciec Marysieńki i królewicze Aleksander i Konstanty otrzymali gorąco wytęsknioną wstęgę orderu Świętego Ducha. A w grudniu 1695 roku osiemdziesięciodwuletni markiz de La. Grange d'Arquien został przyjęty do Świętego Kolegium. 25 lu- tego 1696 roku Jan III przyozdobił raczej mało czcigodną głowę w najczcigodniejszym wieku jeszcze zdolnego do wesołych przy- gód miłosnych teścia kardynalskim biretem. Nie dość na tym, ta nowa eminencja został obdarowany przez Ludwika XIV rentą w wysokości 20 000 liwrów. Tak, tak, i ta zasługa bywa niekiedy 1 Jako panująca - (przyp. red.). Ponury schyłek życia i śmierć bohatera nagrodzona. A kardynał d'Arquien, któremu francuski monarcha miał - jak sądził - płacić przez niedługi czas ten żołd hono- rowy, jeszcze dwanaście lat przebywał na tym padole płaczu i prowadził rozkoszne życie. Natomiast życie bohatera Jana So- bieskiego pośród okropnych duchowych i cielesnych cierpień dobiegało końca. Już w lipcu 1694 roku królewski lekarz przyboczny Connor starał się o pozwolenie wyjazdu wraz z księżniczką Kunegundą na Zachód, ponieważ dni władcy wydawały się policzone, a ten uczeń Hipokratesa, jako obcokrajowiec, nie bardzo chciał bye uwikłany w rozważanie przyczyn przypadku zgonu Najjaśniej- szego Pana. Ale wytrzymała konstytucja silnego jak niedźwiedź. monarchy odwlekała wciąż nieunikniony koniec. Od lata 1695 ro- ku przerwy między atakami choroby były coraz rzadsze. Król cierpiał na bezsenność. Podczas upalnego lata marzł; siedział więc otulony futrem, nie mogąc usnąć na swoim łożu. Polignac i Vota zabawiali swoim esprit tego niezłomnego duchem czło- wieka. W sierpniu na nogach i udach pojawiły się bolesne wrzo- dy. "La sante du roy de Polegnę deperit a vue d'oeil,"1 rapor- tuje francuski ambasador 7 października 1695 roku. Przy czym wola życia władcy jeszcze nie wygasła. Właśnie tego dnia, gdy Polignac stwierdza wyraźnie postępujący zanik sił, Jan III chce wyruszyć z Warszawy na swą ukochaną Ruś, aby jeszcze ras ujrzeć kraj swego dzieciństwa. Tylko z trudem Marysieńkc i nuncjusz zatrzymali go w Wilanowie, we wspaniałym pała- cyku, który wybudował on sobie pod bramami Warszawy. Z początkiem stycznia 1696 roku lekarskie konsylium opisali dolegliwości monarchy: oprócz obrzmień na kończynach, karnie nie i kurcze nerek, kaszel, bóle w piersiach, trudności z odde chem, uderzenia krwi do głowy i męcząca migrena. Kiedy krć pod koniec stycznia poślizgnął się na spacerze i spadł z nie wielkich schodów, sądzono, że nadszedł już koniec. Jednak wspE niała żywotność Sobieskiego pokonała po raz ostatni to bezpc średnie zagrożenie. W marcu 1696 roku Jan III był. w stan: jeszcze przewodniczyć na posiedzeniu senatu. Przy czym wygł< sił piękną mowę, która każdego wprawiła w osłupienie. Ten bohater, dla którego żadna śmierć nie była straszna, chw; cił się życia mocno i łudził się co do stanu, który nie budził ji u nikogo żadnych wątpliwości. "Codziennie czuje jakiś ciężs 1 Stan zdrowia króla Polski pogarsza się z dnia na dzień, 24 - Jan Sobleski 370 Rozdział 20 który mu zagraża - pisze Polignac - lecz cokolwiek mu po- wiedzieć, nie ma sposobu, żeby go przekonać, iż powinien przy- gotować wszystko na wypadek śmierci; królowa i Jabłonowski są zdenerwowani." My zaś odnosimy wrażenie, że Sobieski był aż nadto dobrze zorientowany w zamiarach królowej i hetmana
|
WÄ…tki
|