Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Przeslal Levine'owi plany budynku i wyjasnil, co zamierza zrobic, aby umozliwic mu dostep do wiezowca. W koncu zaladowal do laptopa Levine'a jakis dlugi program wraz z instrukcjami, jak ma go uzyc.
Teraz laptop lezal na fotelu obok wylaczony, a Mim znajdowal sie nie wiadomo gdzie. Levine byl zdany sam na siebie. Zamknal podrecznik i na chwile przymknal oczy, odmawiajac w ciemnosci cicha modlitwe. Potem wzial laptopa, wysiadl z furgonetki, zatrzasnal drzwi i odszedl, nie ogladajac sie za siebie. W rzeskim morskim powietrzu unosil sie slaby zapach diesla. Levine staral sie isc spokojnym, niespiesznym krokiem. Pomaranczowy monterski aparat telefoniczny obijal mu sie o biodro. Jeszcze raz rozwazyl w myslach wszystkie mozliwe warianty rozmowy, jaka mial za chwile przeprowadzic. Przelknal sline. Bylo tyle roznych ewentualnosci, a on byl przygotowany tylko na kilka z nich. Podszedl do nieoznakowanych drzwi na tylach budynku i nacisnal przycisk dzwonka. Przez dluzsza chwile panowala cisza i Levine z tru- 340 dem powstrzymywal chec wycofania sie. Potem uslyszal szum w glosniku i meski glos zapytal:-Tak? -Firma telefoniczna - odparl Levine, silac sie na obojetny ton. -O co chodzi? -Nasze komputery wykazuja nieczynne linie T-1 pod tym adresem - odparl Levine. - Przyjechalem je sprawdzic. -Wszystkie zewnetrzne polaczenia zostaly odciete - rzekl glos. - Przejsciowo. Levine wahal sie tylko przez moment. -Nie mozecie wylaczac dzierzawionych laczy. To wbrew prze pisom. -Mamy awarie sieci. Cholera. -Jak sie nazywasz, synu? -Weiskamp - odparl tamten po dluzszej chwili. -W porzadku, Weiskamp. Przepisy wymagaja, zeby dzierzawione lacza byly czynne po podlaczeniu. Powiem ci cos. Nie chce mi sie wra cac i wypelniac mnostwa papierow, zeby zlozyc na was skarge. Wiem tez, ze ani ty, ani twoj zwierzchnik nie chcecie tlumaczyc sie przed FCC. Dlatego zaloze czasowo terminator na linie. Kiedy podniesiecie system, polaczenia zostana automatycznie przywrocone. Levine mial nadzieje, ze jego slowa brzmia bardziej przekonujaco w uszach tamtego niz w jego wlasnych. Zadnej odpowiedzi. -W przeciwnym razie bedziemy musieli podlaczac je recznie, z zewnetrznej podstacji, i kiedy uporacie sie z awaria, nie od razu be dziecie mieli lacznosc - dodal Levine. Z glosniczka obok przycisku dzwonka dolecialo ciche westchnienie. -Chcialbym zobaczyc legitymacje. Levine rozejrzal sie wokol, dostrzegl obiektyw dyskretnie umieszczonej nad drzwiami kamery i obrocil do niego przyczepiony do kieszeni identyfikator. Czekajac, mimo woli zastanawial sie, dlaczego 341 nadano mu nazwisko ORoarke. Mial nadzieje, ze choc pochodzi z Brooklynu, potrafi nasladowac akcent Irlandczyka z Bostonu.Rozlegl sie glosny trzask, a potem odglos przetaczania jakiegos przedmiotu. Drzwi uchylily sie i wyjrzal z nich wysoki mezczyzna. Dlugie blond wlosy opadaly mu na kolnierz szaroniebieskiego uniformu GeneDyne. -Tedy - powiedzial, ruchem glowy wskazujac Levine'owi droge. Mocno sciskajac laptopa, Levine zszedl za straznikiem po dlugich, zardzewialych, zelaznych schodkach. Z dolu dobiegal basowy szum duzego generatora. Betonowe sciany byly wilgotne. Straznik otworzyl drzwi z napisem NIEUPOWAZNIONYM WSTEP WZBRONIONY, a potem cofnal sie, przepuszczajac Levine'a przodem. Levine wszedl do pomieszczenia zastawionego od podlogi po sufit urzadzeniami, ktore uznal za huby sieci komputerowej. Na metalowych stojakach zmagazynowano niezliczone rzedy kart pamieci. Chociaz wiedzial, ze prawdziwy mozg GeneDyne - potezny superkomputer sterujacy globalna siecia - znajduje sie gdzie indziej, w tym pomieszczeniu byly jego trzewia: kable eternetowe zapewniajace mieszkancom budynku lacznosc z ogromnym elektronicznym ukladem nerwowym. Pod przeciwlegla sciana zobaczyl centralna konsole sterowania. Na jej koncu siedzial drugi straznik wpatrzony we wbudowany w nia monitor. Odwrocil sie do wchodzacego Levine'a. -Kto to? - zapytal, marszczac brwi i przenoszac spojrzenie na Weiskampa. -A jak myslisz, pieprzona wrozka? - burknal Weiskamp - Przyszedl w sprawie dzierzawionych linii telefonicznych. -Musze chwilowo zalozyc na nie terminator - powiedzial Levine, stawiajac laptopa na terminalu i szukajac na konsoli lacza, ktore wedlug Mima mialo tu byc. -Nigdy o niczym takim nie slyszalem - powiedzial straznik. -Bo jeszcze nigdy ich nie odcieliscie - odparl Levine. Straznik groznie zamruczal, slyszac slowo "odcieliscie", ale nie probowal przeszkadzac. Levine w poplochu spogladal na konsole. 342 W myslach slyszal cichy dzwonek alarmowy. Ten drugi straznik zapowiadal klopotyW koncu znalazl port dostepu do sieci. Mim powiedzial mu, ze glowna kwatera GeneDyne ma tak rozbudowana siec, ze nawet w ubikacjach sa gniazda wejsciowe. Szybko uruchomil laptopa i podlaczyl go do sieci. -Co pan robi? - zapytal podejrzliwie straznik przy terminalu. Wstal i ruszyl w kierunku laptopa. -Wprowadzam programowy terminator - odparl Levine.
|
WÄ…tki
|