Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Rozłączył się.
— Co robimy, panie kapitanie? — spytał Judison. — Wynurzamy się? Kelly popatrzył na pierwszego oficera, który był gotów wyleźć na kiosk i strzelać z pistoletu maszynowego do rozbitków. Co za pomysł?! — Nie — odpowiedział. — Damy im szansę na ocalenie przez okręty ich floty. Nie mam już dla nich czasu. Zabezpieczyć chrapy, zanurzyć okręt w głębinę i skierować się do Norfolku. Wracamy do bazy. * * * Dziesięć minut później Kelly nachylał się nad stołem z mapami. Podszedł do niego Judison. — Sir? — zagadnął. — Słucham. — Chciałbym pana o coś spytać w związku z tymi Dobermanami, które okazały się nieskuteczne... — Niech się pan nimi nie przejmuje. I tak udało nam się ujść cało. — Nie o to mi chodzi, panie kapitanie. Chciałem spytać o te rozgrywki futbolowe. Zdobycie mistrzostwa stanu po tym, jak pana drużynie marnie szło. — Aha, Co chciałby pan wiedzieć? — Sir, przecież pan nigdy w życiu nie grał w futbol amerykański! — Na twarzy Judisona pojawił się uśmiech. — Cóż, przyłapał mnie pan, XO — odparł McKee i też się uśmiechnął. — A skąd pan wie? — Jestem pierwszym oficerem tego okrętu, sir. Mam dostęp do kartotek całej załogi, nawet do pana danych — wyjaśnił Kiethan. — Sprawdzanie takich rzeczy należy do moich obowiązków, sir. — To dlaczego nie powiedział mi pan od razu? — Założyłem, że zwodził mnie pan nie bez powodu, panie kapitanie. — Oczywiście. Chciałem, żeby był pan pewny siebie. — A więc ma pan swoją odpowiedź. Kelly roześmiał się. — Wie pan co, któregoś dnia może stać się z pana całkiem przyzwoity dowódca okrętu! — oznajmił. — Z pana także, panie kapitanie, z pana także... — odparł Judison z uśmiechem. McKee pokręcił głową i powrócił do mapy. Rozejrzał się jeszcze wkoło i pomyślał, że dobrze mu tutaj. Rana w sercu spowodowana śmiercią Diany zaczęła się goić. Pierwszą rzeczą, jaką zrobi po powrocie do portu, będzie napicie się piwa Anchor Steam. — Dzięki, Bruce — szepnął. Epilog Prezydent Jaisal Warner nachyliła się i delikatnie położyła wieniec u podstawy marmurowego pomnika, na którego wierzchołku wyrzeźbiony był piękny transatlantyk. Na płycie wyryto nazwiska tych, którzy zginęli na pokładzie „Princess Dragon”, Stojące szeregami nagrobki Narodowego Cmentarza Arlington rzucały cienie w świetle słońca. Obok pani prezydent siedział na wózku inwalidzkim admirał Michael Pacino, ubrany w galowy mundur, z odznaczeniami sięgającymi mu od ramienia aż do pasa. Patrzył i z kącika jego oka spłynęła łza. Szybko wytarł ją chusteczką. Wokół nich tłoczyły się tysiące oficerów, podoficerów i marynarzy, a także dziennikarskie kamery i mikrofony. Ceremonia trwała godzinę. Pacino uparł się, żeby zostać dłużej. W końcu towarzyszyło mu już tylko paru fotografów. — Zabierz mnie z powrotem do szpitala — powiedział, odwróciwszy się do Colleen. Wciągnięto admirała do śmigłowca Sea King i powieziono znowu do szpitala marynarki Bethesda. * * * Kelly McKee stał na latającym mostku, na szczycie kiosku. „Hammerhead” skręcił w kanał żeglugowy rzeki Elizabeth. Minął molo dla lotniskowców, potem dla krążowników i dla niszczycieli. W końcu dotarł do przystani okrętów podwodnych. Kontradmirał odrzucił ofertę czekających holowników i samodzielnie wprowadził swój okręt na miejsce. Widział stojących na molo oficerów ze sztabu Zjednoczonego Dowództwa Sił Podwodnych. Stali na „spocznij”, ubrani w wykrochmalone, białe, galowe mundury, z przytroczonymi szablami, przypiętymi medalami, w białych rękawiczkach. Tworzyli trójkąt, na którego wierzchołku znajdował się Patton. Dokładnie naprzeciw żurawia do opuszczania trapu. — Miss Ameryki wraca do domu! — odezwał się zastępca Pattona Byron De Meers. USS „Hammerhead”, pierwszy okręt klasy NSSN, dobijał powoli do molo. Członkowie jego załogi roili się po pokładzie, szykując cumy. — Oddział baaczność!!! — zawołał wiceadmirał. Oficerowie wyprężyli się na baczność. Dwanaście par butów stuknęło jednocześnie.
|
Wątki
|