Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
..
Skierowała wzrok na wschód. Wierzchołki Góry Gont czerwieniły się ponad lasami, łowiąc światło, którego nie było tu, na dole. Kolor przygasał, kiedy im się przyglądała. Odwróciła wzrok, a kiedy spojrzała ponownie, szczyt był szary, niewyraźny, lesiste zbocze okrył mrok. Czekała na wieczorną gwiazdę. Kiedy zaświeciła ponad mgłą, kobieta wolno powędrowała do domu. Dom, nie-dom. Dlaczego była tu, w domu Ogiona, nie w swoim własnym domu na farmie? Dlaczego doglądała Ogionowych kóz i cebuli, a nie swych własnych sadów i stad? "Czekaj" - powiedział i czekała. Przybył smok i Ged miał się teraz dobrze, a w każdym razie - nie najgorzej. Zrobiła, co do niej należało. Prowadziła gospodarstwo. Nie była już potrzebna. Nadszedł czas, aby odejść. A jednak nie mogła myśleć o opuszczeniu tej wysokiej półki skalnej, tego sokolego gniazda i o powrocie na niziny, do bezwietrznego wnętrza kraju spokojnych farm. Kiedy o tym myślała, serce w niej zamierało i pogrążała się w smutku. A co ze snem, który tutaj śniła, pod małym oknem wychodzącym na zachód? Co ze smokiem, który przybył tu do niej? Drzwi domu jak zwykle stały otworem dla światła i powietrza. Krogulec siedział bez lampy na niskim siedzisku obok oczyszczonego paleniska. Często tam siadał. Pomyślała, że było to jego miejsce z czasów, kiedy był chłopcem i terminował u Ogiona. To było także jej miejsce, owej zimy, kiedy była uczennicą Ogiona. Spojrzał w jej kierunku, kiedy wchodziła, ale jego wzrok nie zatrzymał się na wejściu, lecz na prawo od niego, w ciemnym kącie za drzwiami. Stała tam laska Ogiona, ciężki, dębowy kij wysokości samego mężczyzny, o rękojeści wygładzonej od noszenia. Obok niego Therru umieściła leszczynową witkę i olchowy kij, które Te-nar wycięła dla nich w drodze do Re Albi. "Jego laska z cisowego drewna, jego laska czarnoksiężnika, którą dał mu Ogion... Gdzie ona jest? - pomyślała Tenar. - Dlaczego do tej pory nie zastanawiałam się nad tym." W domu panował mrok i zaduch. Tenar poczuła przygnębienie - pragnęła, żeby Krogulec tu został, żeby z nią porozmawiał, ale teraz, kiedy tam siedział, nie miała mu nic do powiedzenia. Ani on jej. - Przyszło mi do głowy - rzekła wreszcie, układając cztery miski na dębowym kredensie - że już czas, żebym wróciła na swoją farmę. Nie odezwał się. Możliwe, że skinął głową, lecz Tenar - odwrócona plecami - nie mogła tego widzieć. Nagle poczuła się zmęczona, chciała się położyć. Ale on tu siedział i nie było jeszcze ciemno - nie mogła rozebrać się przed nim. Poczucie wstydu i skrępowania rozzłościło ją. Miała właśnie poprosić mężczyznę, żeby wyszedł na chwilę, kiedy z wahaniem przemówił. - Księgi. Księgi Ogiona. Runy i Dwie Księgi Wiedzy. Czy zabierzesz je ze sobą? - Ze sobą? - Byłaś jego ostatnią uczennicą. Podeszła do paleniska i usiadła naprzeciw niego na trójnogim krześle Ogiona. - Nauczyłam się pisać runy hardyckie, ale na pewno zapomniałam większości z nich. Nauczył mnie kilku słów języka, którym mówią smoki. Trochę z tego pamiętam. Ale nic więcej. Nie zostałam adeptką, czarodziejką. Wyszłam za mąż, przecież wiesz. Czy Ogion pozostawiłby swoje księgi mądrości żonie rolnika? Po chwili powiedział głosem bez wyrazu: - Czy zatem nie zostawił ich komuś? - Tobie. To nie ulega wątpliwości. Krogulec nic nie odrzekł. - Byłeś jego ostatnim terminatorem, jego dumą i przyjacielem. Nigdy tego nie powiedział, ale jego księgi należą do ciebie. - Co mam z nimi zrobić? Wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczyma. Zachodnie okno oświetlało pokój nikłym blaskiem. Ponura, bezlitosna, niewytłumaczalna wściekłość w jego głosie wzbudziła jej gniew. - Ty, Arcymagu, pytasz mnie? Dlaczego robisz ze mnie głupszą niż jestem, Ged? Wówczas podniósł się. Głos mu drżał. - Ale, czy ty nie... czy nie widzisz... to wszystko jest skończone... stracone! Siedziała nadal wpatrując się w niego, próbując zobaczyć jego twarz w półmroku. - Nie mam już mocy, nic. Oddałem ją... zużyłem... wszystko, co posiadałem. Żeby zamknąć... Tak, aby... A więc dokonało się, skończone. Próbowała zaprzeczyć temu, co powiedział, ale nie mogła. - To było jak wylanie odrobiny wody - powiedział. - Kubka wody na piasek. W suchej krainie. Musiałem to zrobić. Ale teraz nie mam nic do picia. A jaką różnicę to stanowiło, jaką różnicę stanowi jeden kubek wody na całą pustynię? Czy pustynia znika?... Ach! Słuchaj!... Cień szeptał tak do mnie zza tamtych drzwi: "Słuchaj! Słuchaj!" I kiedy byłem młody, udałem się do suchej krainy. I spotkałem go tam, stałem się nim, poślubiłem swoją śmierć. Ona dała mi życie. Wodę, wodę życia. Byłem fontanną, źródłem... tryskającym, rozdającym. Lecz tam nie płyną źródła. Ostatecznie wszystkim, co posiadałem, był jeden kubek wody i musiałem wylać go na piasek w korycie Suchej Rzeki, na skały pogrążone w ciemności. Więc dokonało się. Skończone. Słyszała wystarczająco dużo od Ogiona i od samego Geda, by wiedzieć, o jakiej krainie teraz mówił. I wiedziała też, że chociaż używał obrazowych wyrażeń, nie były one maskami prawdy, lecz samą prawdą, taką, jaką on poznał. Wiedziała również, że musi zaprzeczyć temu, co powiedział, bez względu na to, czy było to zgodne z prawdą. - Nie dajesz sobie czasu, Ged - odezwała się. - Powrót ze śmierci musi być długą podróżą... nawet na grzbiecie smoka. Będzie wymagał czasu. Czasu i spokoju, milczenia, ciszy. Zostałeś zraniony. Wyzdrowiejesz. Przez dłuższy czas stał w milczeniu. Tenar pomyślała, że wypowiedziała właściwe słowa i dodała mu trochę otuchy. Ale w końcu mężczyzna zapytał: - Tak jak to dziecko? To było jak nóż, tak ostry, że nie czuła, jak wbija się w jej ciało.
|
Wątki
|