Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Słowa te otworzyły wszystkim oczy na grozę położenia. Było ono bardzo ciężkie. Statek, na którym się znajdowali, nie miał teraz nie tylko dowódcy, ale nawet załogi. A znajdował się pośrodku olbrzymiego oceanu!Byli oddaleni o setki mil od najbliższego lądu, na łasce burz i wichrów. Co za fatum postawiło wieloryba na drodze "Pilgrima"? Niespodziewana śmierć kapitana i całej załogi postawiła w strasznym położeniu statek i wszystkie znajdujące się na nim osoby. Na "Pilgrimie"nie było teraz ani jednego wyszkolonego, obeznanego z morzem i żeglugą marynarza, za wyjątkiem jednego jedynego młodzieńca, mającego zaledwie piętnaście lat!Na niego spadły teraz wszystkie obowiązki, cała odpowiedzialność za los statku!Prawda, na pokładzie znajdowało się pięciu dorosłych i silnych mężczyzn o nieposzlakowanej moralności, lecz nie mieli oni najmniejszego pojęcia o żegludze. Trudno dziwić się temu, iż nieszczęśliwy piętnastoletni kapitan stał długo na pokładzie ze wzrokiem utkwionym w morze, w którym zginął jego przełożony i opiekun. Niewesołe myśli krążyły po głowie biednego chłopca;z ciężkim westchnieniem zwrócił on wzrok na horyzont, w nadziei, iż być może dojrzy jakiś okręt, któremu można by powierzyć panią Weldon i jej synka. On sam "Pilgrima"nie opuściłby w żadnym wypadku, byłby jednak bardzo szczęśliwy, gdyby los dopomógł mu uratować żonę i dziecko jego dobroczyńcy. Niestety jednak nieobjęty wzrokiem ocean był całkowicie pusty. Nigdzie nie było widać najmniejszego choćby śladu żagla. I nie mogło być inaczej. Dick Sand wiedział przecież lepiej od innych, że "Pilgrim"znajdował się w okolicy bardzo odległej od normalnych szlaków, po których pływały statki, co się stało z powodu wciąż nie sprzyjającego wiatru. Te smutne i ciężkie myśli biednego chłopca przerwane zostały ukazaniem się na pokładzie Negora, który, choć w czasie katastrofy przebywał pod pokładem, niewątpliwie wiedział o tragicznym przebiegu łowów. Nikt nie mógł odgadnąć, jakie myśli krążyły w głowie tego tajemniczego człowieka. Teraz przyglądał się tylko z lekkim uśmiechem na zaciśniętych wąskich wargach pustemu pokładowi i milczał. Po chwili podszedł do Dicka znajdującego się wtedy już w budce kapitańskiej i stanął przed nim nieruchomo, patrząc nań wyzywająco. Młody chłopiec pod wpływem tego wzroku bezwiednie uniósł głowę w górę i rzekł: - To ty, Negoro!Czego chcesz tutaj? - Chciałbym porozmawiać z kapitanem, albo też, w przypadku jego nieobecności, ze sternikiem - odpowiedział zimno Portugalczyk. Dick Sand spojrzał ze zdumieniem na mówiącego. - Czyż nie wiesz, że oni zginęli? - Któż jest więc teraz dowódcą statku? - zapytał Negoro z odcieniem ironii w głosie. - Ja - spokojnie odpowiedział młody chłopiec. Portugalczyk lekceważąco wzruszył ramionami. - Ty? ... Ty chcesz być kapitanem mając piętnaście lat? - Tak jest, ja - z naciskiem odpowiedział Dick Sand - i bądź pewien, iż pomimo mego wieku potrafię każdego zmusić do posłuszeństwa. Powtarzam: bądź tego pewien, Negoro. Portugalczyk wobec tej pewności w głosie chłopca zmieszał się i odszedł w tył parę kroków. Pani Weldon, przysłuchująca się z daleka rozmowie, podeszła ku nim. - Tak jest, Negoro - powiedziała - kapitan Hull, odjeżdżając, tutaj obecnemu Dickowi Sandowi powierzył dowództwo statku, a teraz ja, jako żona właściciela statku, wybór ten potwierdzam. I myślę, że woli mojej sprzeciwiać się nikt nie ma prawa. Negoro przyjął te słowa w milczeniu, uśmiechnął się tylko z jakimś dziwnym skrzywieniem ust, następnie skłonił się uniżenie pani Weldon i odszedł do kuchni. Tak się zakończyło pierwsze starcie pomiędzy Dickiem a Negoro, a młody kapitan pokazał, iż w razie potrzeby potrafi narzucić swawolę nieposłusznym. Po odejściu Portugalczyka, Dick rzucił wzrokiem po całym pokładzie, a następnie spojrzał na twarze wszystkich pozostałych na statku, na twarze Murzynów, którzy oczekiwali od niego słów pociechy. Oczy wszystkich, zacnych, szczerych i uczciwych ludzi, wyrażały miłość i pełne posłuszeństwo. To go znacznie pokrzepiło i dało mu poczucie siły. Wtedy przemówił do nich. Ze spokojną pewnością siebie człowieka, który postanowił wypełnić swój obowiązek do końca, w krótkich słowach zawiadomił swych słuchaczy, że choćby miał to przypłacić życiem, postanowił dołożyć wszelkich starań, aby doprowadzić statek do szczęśliwej przystani i ma nadzieję, że mu nie odmówią swej pomocy. Słowa młodego przełożonego znalazły uznanie i wszyscy rozeszli się do swych zajęć, pełni nadziei i wiary, że wszystko, przy Boskiej pomocy, zakończy się dla nich szczęśliwie. Po rozmowie tej Dick Sand powierzył ster dłoniom starego Toma, który z prowadzeniem statku był już nieco zaznajomiony, sam zaś udał się do kajuty zmarłego kapitana Hulla, by się upewnić, w jakim punkcie statek właściwie się znajduje. Na podstawie pomiarów dokonanych przez zmarłego stwierdził, iż "Pilgrim" rankiem tego dnia znajdował się pod 43 °35' szerokości i 13 °1' długości geograficznej. Ponieważ od chwili tej, z przyczyny słabego wiatru, statek przebył zaledwie parę mil, można więc było śmiało uważać, iż znajdował się on w tym samym mniej więcej miejscu co rankiem. ROZDZIAŁ X Pierwsze dni rządów piętnastoletniego kapitana
|
Wątki
|