Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Za talerze marynarzom służyły drewniane deseczki, oczysz-
czane po posiÅ‚ku palcami albo chlebem, jeÅ›li go mieli (zwykle jadali suchary). ZwÅ‚aszcza podczas sztormu istniaÅ‚a niewielka szansa, że kucharz spróbuje upiec kilka bochnów. Althea przedarÅ‚a siÄ™ przez dżunglÄ™ suszÄ…cych siÄ™ ubraÅ„. Mokre stroje zwi- saÅ‚y ze wszystkich koÅ‚ków i haków, choć w wilgotnym pomieszczeniu i tak nie schÅ‚y. Dziewczyna zrzuciÅ‚a nieprzemakalny, wygrany w zeszÅ‚ym tygodniu od Oya pÅ‚aszcz i zawiesiÅ‚a go na koÅ‚ku, który nazywaÅ‚a wÅ‚asnym. Pogróżka Rellera nie byÅ‚a czcza. Zanim Althea podeszÅ‚a do kotÅ‚a, stary mary- narz już siÄ™ obsÅ‚ugiwaÅ‚ i jak każdy czÅ‚onek zaÅ‚ogi nakÅ‚adaÅ‚ sobie peÅ‚ny talerz, nie myÅ›lÄ…c o tych, którzy przyjdÄ… po nim. Dziewczyna zÅ‚apaÅ‚a pustÄ… deseczkÄ™ i czekaÅ‚a spokojnie, aż Reller siÄ™ usunie. WydawaÅ‚o jej siÄ™, że mężczyzna specjalnie siÄ™ ociÄ…ga, starajÄ…c siÄ™ skÅ‚onić jÄ… do gÅ‚oÅ›nych narzekaÅ„, Althea jednak nauczyÅ‚a siÄ™ już cierpliwoÅ›ci i nie dawaÅ‚a siÄ™ sprowokować. Każdy marynarz mógÅ‚ do woli poszturchiwać chÅ‚opca pokÅ‚adowego. Nie musieli siÄ™ z tego tÅ‚umaczyć i nikt nie zwracaÅ‚ uwagi na jÄ™ki poszkodowanego. W obecnej sytuacji lepiej wiÄ™c byÅ‚o zaci- snąć zÄ™by i przyjąć poÅ‚owÄ™ chochli zupy niż protestować, ryzykujÄ…c zamiast kola- cji wytarmoszenie uszu. Reller nadal pochylaÅ‚ siÄ™ nad kocioÅ‚kiem i stale dokÅ‚adaÅ‚ 6 na deseczkÄ™, grzebiÄ…c w resztkach jedzenia. Althea przeÅ‚knęła Å›linÄ™ i czekaÅ‚a na swojÄ… kolej. Kiedy marynarz zobaczyÅ‚, że dziewczyna zachowuje spokój, lekko siÄ™ uÅ›miechnÄ…Å‚, po czym powiedziaÅ‚: — No dalej, chÅ‚opcze. ZostawiÅ‚em ci kilka wiÄ™kszych kawaÅ‚ków na dnie. Wy- czyść kocioÅ‚, potem odnieÅ› kucharzowi. Althea wiedziaÅ‚a, że stary wyÅ›wiadcza jej swego rodzaju przysÅ‚ugÄ™. MógÅ‚ wziąć wszystko, poza najgorszymi odpadkami i nikt nawet nie zwróciÅ‚by mu uwa- gi. Zadowolona wzięła kocioÅ‚ek i wycofaÅ‚a siÄ™ do swojego kÄ…ta. BiorÄ…c pod uwagÄ™ okolicznoÅ›ci, miaÅ‚a dobre miejsce. Wcisnęła swój skromny dobytek w narożnik powstaÅ‚y przy zetkniÄ™ciu siÄ™ Å›ciany kadÅ‚ubu z podÅ‚ogÄ…. Tu rozwiesiÅ‚a hamak. Å»adnemu z marynarzy nie byÅ‚oby tu wygodnie, nawet ona sa- ma nie mogÅ‚a stanąć prosto. ZauważyÅ‚a, że nikt jej tu nie niepokoi podczas snu; współmieszkaÅ„cy nie siadali też obok niej w mokrych od deszczu ubraniach. Wzięła wiÄ™c kocioÅ‚ek, usiadÅ‚a na hamaku w swoim kÄ…cie i zabraÅ‚a siÄ™ do je- dzenia. Zaczerpnęła Å‚yżkÄ… rosoÅ‚u, który pozostaÅ‚ na dnie kotÅ‚a i wypiÅ‚a go. Nie byÅ‚ gorÄ…cy — wÅ‚aÅ›ciwie miaÅ‚ postać tÅ‚uszczu skrzepÅ‚ego w maÅ‚e kleksy pÅ‚ywajÄ…ce w pÅ‚ynie — lecz byÅ‚ cieplejszy niż deszcz na dworze i smakowaÅ‚ jej. Reller rze- czywiÅ›cie zostawiÅ‚ dla niej kilka kawaÅ‚ków o nieokreÅ›lonym smaku. Ziemniaki, rzepa, a może niedogotowane kluski ziemistego koloru. Dla Althei nie miaÅ‚o zna- czenia, co je. WyjmowaÅ‚a wiÄ™ksze kawaÅ‚ki palcami i zjadaÅ‚a. Na koniec twardymi sucharami wyskrobaÅ‚a resztki do czysta. Nie przeÅ‚knęła jeszcze ostatniego kÄ™sa, gdy poczuÅ‚a ogromne znużenie. By- Å‚a zziÄ™bniÄ™ta, mokra i straszliwie obolaÅ‚a. NajchÄ™tniej wÅ›lizgnęłaby siÄ™ pod koc, owinęła nim szczelnie i zamknęła oczy. Jednakże Reller kazaÅ‚ jej odnieść kucha- rzowi kocioÅ‚ek. Dobrze wiedziaÅ‚a, że nie może zasnąć. Nie mogÅ‚a siÄ™ wymigać od obowiÄ…zku. PomyÅ›laÅ‚a, że może stary marynarz przymknÄ…Å‚by oko na jej nie- dopatrzenie, ale jeÅ›li nie. . . albo gdyby kucharz siÄ™ poskarżyÅ‚, oberwaÅ‚aby. Nie mogÅ‚a sobie pozwolić na lanie. JÄ™knęła wiÄ™c tylko cicho i wyczoÅ‚gaÅ‚a siÄ™ z hama- ka, przyciskajÄ…c do piersi kocioÅ‚ek. Aby dotrzeć do kuchni, musiaÅ‚a przebiec smagany wichrem i deszczem po- kÅ‚ad. PokonaÅ‚a odlegÅ‚ość dwoma wielkimi susami, starajÄ…c siÄ™ zachować równo- wagÄ™ i utrzymać kocioÅ‚ek. Gdyby wypadÅ‚ jej za burtÄ™, zaÅ‚oga sprawiÅ‚aby jej takie manto, że dziewczyna pożaÅ‚owaÅ‚aby, że nie skoÅ„czyÅ‚a w wodzie razem z nim. Kiedy stanęła pod drzwiami kuchni, musiaÅ‚a kopać i walić, bowiem gÅ‚upi ku- charz zamknÄ…Å‚ siÄ™ od Å›rodka. Wreszcie jÄ… wpuÅ›ciÅ‚, obrzucajÄ…c gniewnym spoj- rzeniem. Bez sÅ‚owa podaÅ‚a mu kocioÅ‚ek i staraÅ‚a siÄ™ nie patrzeć tÄ™sknie na ogieÅ„ w palenisku. Osoba faworyzowana przez kucharza mogÅ‚aby tu zostać na tyle dÅ‚u- go, by siÄ™ rozgrzać. Marynarz naprawdÄ™ uprzywilejowany mógÅ‚by nawet powiesić 7 w kuchni koszulÄ™ czy parÄ™ spodni; na pewno by tu wyschÅ‚y. Althea bynajmniej nie byÅ‚a pupilka kucharza, gdy tylko oddaÅ‚a mu kocioÅ‚ek, wyprosiÅ‚ jÄ… za drzwi.
|
WÄ…tki
|