fortowi

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Tymczasem Kadem miał wysadzić piechotę u ujścia rzeki Umgeni, skąd pod dowództwem Kootsa
przemaszeruje do fortu i zaatakuje go od tyłu. Wówczas sir Guy zamierzał poprowadzić drugi atak od strony
wybrzeża, wspierany przez działa z dhow. Konsul chciał dowodzić tymi siłami osobiście, zależało mu bowiem,
żeby być obecnym przy otwieraniu skarbca warowni, gdzie złożono jego piętnaście skrzyń ze złotem. Wolał
dopilnować, żeby żołnierze niczego nie zrabowali.
W tym planie była tylko jedna niejasność. Zajn al-Din nie miał pewności, czy żaglowce al-Salila
rzeczywiście stoją w lagunie. Nie chciał podejmować decyzji pochopnie i jego szpiedzy przez kilka miesięcy
zbierali informacje w portach Oceanu Indyjskiego, nawet na Cejlonie, a także na Morzu Czerwonym. Od czasu
zagarnięcia przez braci Courtneyów Arcturusa nikt nie widział żadnego z ich szkunerów. Zniknęły bez śladu.
- Gdyby znajdowały się na morzu, ktoś musiałby je w końcu zauważyć - rozumował Zajn. - To oczywiste, że
się ukrywają w jedynym dostępnym im miejscu, w Zatoce Narodzenia Pańskiego.
Pomimo to wciąż nękały go wątpliwości, dokuczliwe niczym ugryzienie pchły, swędzące gdzieś pod koszulą.
Chciał mieć całkowitą pewność.
- Poślijcie po świętego mułłę - rozkazał w końcu. - Niech się pomodli do Boga o wskazówki dla nas, a potem
Kadem ibn Abubaker może otrzyma znak.
Mułła Khalią był mężem świątobliwym, o wielkiej duchowej mocy. Jego modlitwy chroniły Zajna przed
nieszczęściem od wielu lat, a jego wiara oświetlała mu drogę do zwycięstwa w najczarniejszych chwilach.
Kadem z kolei miał dar prorokowania, dlatego między innymi kalif tak wysoko go cenił. Wielokrotnie już
opierał swoje działania na objawieniach doznawanych przez bratanka.
Cała trójka, kalif, mułła i admirał, modliła się długo w noc w wielkiej kajucie Sufi. Twarz Khaliąa
promieniała uniesieniem, a jego jedyne oko błyszczało, gdy recytował święte teksty nosowym, melodyjnym
głosem.
Słuchając go i intonując odpowiedzi, Kadem ibn Abubaker zapadał w znajomy, podobny do snu trans.
Wiedział, że anioł Gabriel, wysłannik Boga, już się zbliża. Przed samym świtem Kadem pogrążył się nagle w
głębokim śnie i wówczas anioł się zjawił. Uniósł go na swych białych skrzydłach poza ciało, na wysoki skalisty
cypel o kształcie grzbietu wieloryba.
Gabriel pokazał w dół, a w głowie Kadema odbił się dziwnym echem jego głos:
- Spójrz, statki stoją w zatoce!
Pofrunęli ponad lśniącą taflą wody. Na pokładzie największego żaglowca stała wysoka, znajoma postać. Gdy
Kadem ją ujrzał, w jego żyłach popłynął jad nienawiści. Al-Salil podniósł gołą głowę i spojrzał na niego; włosy i
brodę miał złotorude.
- Zniszczę cię! - krzyknął mu w twarz Kadem i nagle głowa al-Salila stanęła w płomieniach jak pochodnia.
Ogień przeskoczył na takielunek i rozprzestrzeniał się błyskawicznie, pożerając statki i samotnego mężczyznę.
Wody zatoki zagotowały się i uniósł się z nich wielki obłok pary, który przesłonił wizję.
Kadem wychodził z transu w poczuciu wielkiego religijnego uniesienia. Po chwili znalazł się znów w kabinie
wraz z oczekującymi znaku Zajnem i Khaliąiem.
- Stryju, widziałem statki - powiedział do kalifa. - Anioł mi je pokazał. Stoją w zatoce i powinniśmy je
zniszczyć ogniem.
Zajna al-Dina opuściły wszelkie wątpliwości. Anioł wydał wroga w jego ręce. Kalif spojrzał ponad
spienionym morzem ku odległemu cyplowi.
- Al-Salil tam jest - mruknął. - Czuję w powietrzu jego zapach. Czuję w ustach jego smak. Czekałem na tę
chwilę przez całe życie.
Peter Peters przetłumaczył jego słowa konsulowi.
- Ja też jestem o tym przekonany - zgodził się sir Guy. - Zanim ten dzień dobiegnie kresu, znów stanę na
pokładzie mojego pięknego Arcturusa. - Podczas gdy Peters przekładał te słowa, konsula nawiedziła jeszcze
jedna, równie znacząca myśl. Odzyska nie tylko statek, lecz także córkę. Chociaż nie była już dziewicą, lecz
zbrukaną i pohańbioną dziewką, nie przeszkadzało mu to. Oddech uwiązł mu w krtani na myśl o tym, jak będzie
musiał ją ukarać i jakie słodkie nastąpi potem miedzy nimi pojednanie.
Wybaczy jej i wróci ich poprzednia bliskość. Verity znowu będzie go kochała, tak jak on nigdy nie przestał
jej kochać.
- Wasza Wysokość, jednostki muri Kadema stają w dryfie pod żaglami - zameldował Rahmad.
Zajn al-Din otrząsnął się z zadumy i przeszedł na rufę. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Kadem miał
pod swym dowództwem pięć mniejszych bojowych dhow oraz piętnaście statków transportowych. Te ostatnie
były nieuzbrojone; zostały zarekwirowane kupcom do celów ekspedycji i wiozły żołnierzy oraz konie.
Kadem miał czekać w pobliżu brzegu, aż dhow dowodzone przez kalifa wejdą do zatoki i zaatakują fort.
Kiedy usłyszy działa, będzie wiedział, że ma wysadzić Kootsa z jego żołnierzami nad rzeką Umgeni. Koots
zabezpieczy teren i wówczas podpłyną tam dhow z końmi, które też zostaną wyprowadzone na ląd. Kawaleria
ruszy w ślad za piechotą i wyłapie wszystkich uciekinierów, którym uda się wydostać ze skazanej na zagładę
warowni.
Konie bardzo ucierpiały podczas długiej podróży po sztormowym morzu. Z każdej dziesiątki stracili cztery, a
te, które przetrwały, były w opłakanym stanie. Mimo że wierzchowce były wynędzniałe i słabe, musieli na nich
rzucić się w pogoń, bo gdyby mieli czekać, aż w pełni dojdą do siebie, potrwałoby to kilka tygodni.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.