pojęcia o jego obecności aż do chwili wystrzelenia rakiet...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Najwyraźniej ktoś na jego po-
kładzie błędnie zidentyfikował Artemis, uznając go za krążownik liniowy, i cała pierw-
sza salwa została przeznaczona dla niego. Uratowało to Hawkwinga przed natychmia-
stowym zniszczeniem, a Ward zdołała przechwycić i zniszczyć większość rakiet, co było
nie lada osiągnięciem, ale pięć trafień dokonało poważnych zniszczeń. Przez przypadek
nie zginął nikt z pasażerów, za to trzydziestu członków załogi było na pewno martwych,
statek stracił trzy węzły beta i dwie z wielkich kapsuł ratunkowych. No i jedno z trafień
dotarło do głównego hipernapędu.
— Generator? — spytaÅ‚a chrapliwie.
— Nie najlepiej, skipper — odparÅ‚ zwięźle komandor Cheney. — StraciliÅ›my oba re-
gulatory górnych poziomów. Przepięcie spaliło obwody. Reszta w porządku, ale jeśli
spróbujemy wejść wyżej niż w pasmo delta, drgania harmoniczne nas rozerwą!
340
— Cholera! — otworzyÅ‚a oczy i spojrzaÅ‚a na ekran taktyczny.
Krążownik zmniejszał gwałtownie odległość od Hawkwinga, który był zbyt poważ-
nie uszkodzony, by móc utrzymać dogodny dla siebie dystans. Oznaczało to, że niszczy-
ciel wytrzyma jeszcze z kwadrans — każda sekunda wiÄ™cej bÄ™dzie graniczyÅ‚a z cudem.
A kiedy go zniszczy, krążownik liniowy ruszy w pościg za Artemis, który mu nie uciek-
nie z hipernapędem w tym stanie. Co do prędkości, to obie jednostki miały je równe,
ale o przyspieszeniu lepiej byÅ‚o nie mówić — krążownik mógÅ‚ wejść w pasmo zeta, mi-
nąć Artemis i wyjść w paśmie delta prosto na pozycję jej statku.
Zmusiła się, by odwrócić wzrok od ekranu, na którym trwało rozstrzeliwanie Ushera
i jego załogi. Jej obowiązkiem było uratowanie statku i pasażerów, by ofiara, którą wła-
śnie składała załoga niszczyciela, na coś się przydała. Tylko jak...
— Sternik, peÅ‚na możliwa szybkość! — poleciÅ‚a.
Na mostku zapanowała idealna cisza pomimo dramatycznej sytuacji, w jakiej się
znajdowali. Artemis tylko w czasie prób odbiorczych latał z taką prędkością, bowiem
oznaczało to zdjęcie wszystkich zabezpieczeń z systemów napędowych, czyli pozosta-
wienie zera tolerancji na fluktuacje kompensatora bezwładnościowego. Najdrobniejsza
awaria kompensatora oznaczała, iż wszyscy na pokładzie zginą. Ale...
— Aye, aye, skipper... Jest peÅ‚na możliwa szybkość.
Fuchien odruchowo wstrzymała oddech, ale Artemis jej nie zawiódł i bez żadnego
problemu pomknął do przodu. Chciało się jej płakać, gdyż wiedziała, że to być może da-
remny wysiłek, ale była to także jedyna szansa, jaką miała. Mogła liczyć tylko na takie
zwiększenie odległości od zajętego Hawkwingiem przeciwnika, by wyjść z zasięgu jego
sensorów i zejść w niższe pasmo albo i w normalną przestrzeń, wyłączyć napęd i in-
ne źródła emisji i mieć nadzieję, że prześladowca nie zdoła jej odszukać. To mogło się
udać... Mogło.
— PoszedÅ‚ dziobowy pierÅ›cieÅ„ napÄ™du Hawkwinga! — jÄ™knÄ…Å‚ ktoÅ›.
Fuchien zacisnęła zęby, gorączkowo próbując wymyślić cokolwiek, co jeszcze mogła-
by zrobić.
— Skipper, mam niezidentyfikowanÄ… jednostkÄ™ w zasiÄ™gu! — zameldowaÅ‚a niespo-
dziewanie Ward.
Fuchien wzięła się w garść.
— NastÄ™pny krążownik? — spytaÅ‚a chrapliwie.
— Nie sÄ…dzÄ™... — Ward sprawdziÅ‚a coÅ› i potrzÄ…snęła gÅ‚owÄ…. — To nie jest okrÄ™t, skip-
per. To frachtowiec.
— Frachtowiec?! Gdzie?
Ward podświetliła symbol na ekranie i Fuchien wytrzeszczyła oczy, nie mogąc uwie-
rzyć w to, co widzi.
341
Z prawej rzeczywiście zbliżał się frachtowiec, i to lecąc prosto na jej statek z pręd-kością ponad trzydziestu tysięcy kilometrów na sekundę i z przyspieszeniem dwieście
g. Co było czystym wariactwem, bo nawet najgorsze sensory musiały wykryć z tej od-
ległości detonacje impulsowych głowic laserowych. A widząc tę kanonadę, każdy zdro-
wy na umyśle kapitan cywilnego statku zmiatałby jak najszybciej w przeciwnym kie-
runku.
— Ostrzeżcie go, żeby siÄ™ stÄ…d wynosiÅ‚! — poleciÅ‚a Fuchien.
Nie było najmniejszego sensu robić Ludowej Marynarce dodatkowego prezen-
tu, a frachtowiec nadal był o kilka minut świetlnych, więc miał szansę uciec. Mając go
z głowy, zajęła się tym co najważniejsze dla przetrwania statku. Wybrała kod Cheneya
i spytała:
— Sid, ile czasu potrzebujesz na naprawÄ™?
— NaprawÄ™? — Cheney rozeÅ›miaÅ‚ siÄ™ gorzko. — Nie mamy części zapasowych, żeby
myśleć o naprawie takich zniszczeń. W pełni wyposażony statek remontowy potrzebo-
wałby na nią z tydzień.
— Dobra, powiedziaÅ‚eÅ›, że to tylko górnozakresowe regulatory?
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….