Opowieści

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
..
Dziewczyna podniosła się i ruszyła w kierunku bramy. Poza nią nie było nic z wyjątkiem omszałych płaszczyzn skalnych, łanów białych dzwoneczków i wzniesienia z głazów, które odgradzało ją od pomordowanych. A gdyby tak spróbowała, może zdołałaby przejść przez nią ponownie?
Kelsie zamknęła oczy i usiłowała skupić myśli na powalonych kamieniach, które widziała przez bardzo krótką chwilę, zanim się tu znalazła. Tonęły w późnym letnim zmierzchu, albowiem księżyc ledwie świecił. Jeden z nich leżał; pamięć jej chyba nie myli, bo kot przeskoczył go właśnie w tym momencie, w którym podbiła Neilowi strzelbę. A leżał tam - starała się utrzymać w szybko zacierającej się pamięci tamten obraz - dwa kroki od niej. Otworzyła oczy. Tak, odważyła się wyjść z cienia tej bramy, lecz wciąż pozostawała w nieznanym. Z tyłu rozległ się ostrzegawczy pomruk kota i Kelsie spostrzegła pośród skał wężowaty kształt chudego ogara. Skoczywszy do tyłu schroniła się w tym miejscu, które zaczęła uważać za jedyne bezpieczne w owej krainie trwogi i śmierci.
Kocica ryknęła. W jakiś sposób zdołała uwolnić szyję z drogocennego łańcucha. Stanęła znów przy swoich kociakach, jedną łapę umieściwszy płasko na gorejącym ciepłem kamieniu. Od momentu, w którym ukazał się ogar, Kelsie bacznie czekała na pojawienie się jeźdźca. Pies należał bowiem do jego asysty.
Zamiast niego dostrzegła czołgającego się mężczyznę, który usiłował zbliżyć się do niej na czworakach, chwiejąc się przy tym na wszystkie strony. W pierwszym odruchu Kelsie chciała wybiec mu na pomoc. Podejrzewała bowiem, iż ogar rzuci się i rozszarpie czołgającego się człowieka, kiedy ten będzie go mijał. Ale bestia nie uczyniła nic podobnego. I to właśnie zatrzymało Kelsie w miejscu.

- Ahhheeee...
Z pewnością krzyk ten wydobył się z gardła mężczyzny. Po nim rozległ się następny. Jeżeli ów człowiek wymawiał jakieś słowa, nie było wśród nich takiego, które Kelsie rozumiałaby. Odruchowo przyklękła obok kota i sięgnęła po łańcuch, ale w tym momencie zwierzę prychnęło i zamierzyło się na nią zranioną łapą, jak gdyby chciało zedrzeć jej skórę z palców.
- Aaaaahaaaa...
Kelsie nie miała teraz wątpliwości, że ranny, czołgający się w kierunku kamiennego kręgu, odchylił głowę do tyłu i wył.
Ogar zaszedł go od tyłu i niby popędzał w stronę tego właśnie schronienia, którego mężczyzna szukał. Być może stworzenie zamierzało sforsować tym sposobem barierę, która przeszkodziła jego kompanowi, towarzyszącemu zamaskowanemu jeźdźcowi. Gdyby tak miało być, Kelsie nie chciała tego oglądać.
Ruszyła w kierunku bramy, a w jej głowie pojawiła się jakaś niewyraźna myśl dotycząca obrony. Wepchnąwszy koniec miecza w sam środek kępy mchu, tak aby pozostawał w zasięgu ręki, stała wymachując dla większej skuteczności już raz wypróbowanym ciężkim paskiem.
Czołgający się mężczyzna wyrzucał teraz z siebie dźwięki na kształt oszalałych słów - jednak nic one Kelsie nie mówiły. W pewnej chwili przypadł do ziemi, opierając się ciężko na jednej ręce, a drugą wyciągnął błagalnie w kierunku dziewczyny. Kelsie zauważyła, że ogar go nie nękał. Pragnął się dostać do środka i nie zrobił nic, co mogłoby mu przeszkodzić w osiągnięciu celu.
Mężczyzna znajdował się niemalże przy ziemi i przesuwał się do przodu z ogromnym bólem, chwytając rękoma za darń. Pomiędzy jego ramionami raz po raz poruszała się brzechwa strzały. Pies wciąż trzymał się z tyłu, cofnął się nawet o krok.
Rozległ się przejmujący krzyk. Kelsie uskoczyła na bok, kiedy omiótł ją jakiś cień. Spojrzała w górę i dostrzegła ogromnego czarnego ptaka, którego jedno skrzydło w kształcie wielkiego łuku rozpościerało się na szerokość ponad pięciu stóp. Uskoczyła na bok myśląc, iż ptak chce ją skrzywdzić. Ale on wzniósł się tak szybko, jak przedtem opadł. Dziewczyna zdążyła jednak spostrzec, że jego przeogromne oczy stanowiły, podobnie jak oczy wierzchowca, przepastne głębiny, w których wirowały żółtozielone płomienie.
Ptak ponownie zawisł nad Kelsie. Dziewczyna machnęła z wściekłością paskiem i sięgnęła po miecz, ale znajdował się on już poza zasięgiem ręki. Dobiegły do niej pojękiwania czołgającego się mężczyzny i wrzask kocicy, która skuliła się nad bezradnymi kociętami.
Czy ów ptak, nie ptak, mógłby kiedykolwiek ziścić swój cel i wyrwać ją z kręgu, Kelsie nie dane było się dowiedzieć. Powietrze przeszył bowiem błysk niebieskiego światła, a w ślad za nim rozległ się trzask bicza.
Dziewczyna, oparłszy się mocno plecami o kamienny blok, podtrzymujący z jednej strony sklepienie bramy, spojrzała w kierunku stoku, który wcześniej pokonała szukając wody.
Dojrzała dwie postaci, dwóch jeźdźców. Ale żaden z nich w niczym nie przypominał tego w czarnym kapturze, który wcześniej usiłował jej dopaść. Wierzchowce nie były końmi; były to zwierzęta pokryte błyszczącym, czerwonokremowym włosem, każde z rogiem na czole. A jeźdźcy... Kelsie zamrugała. Czyżby miała kurka na oczach?
Kiedy po raz pierwszy znaleźli się w zasięgu jej wzroku, z pewnością mieli ciemne włosy i niemal śniadą skórę. Ale teraz, gdy wjechali pod złotą ulewę słońca, ich włosy zamieniły się w najprawdziwsze złoto, skóra stała się kremowa, a jej jasność podkreślały jeszcze jaskrawozielone stroje. W rękach nie trzymali wodzy, prawdopodobnie pozwolili swoim imponującym wierzchowcom iść swobodnie. Każdy z jeźdźców dzierżył natomiast coś, co wyglądało jak trzon bicza. Kelsie, wpatrując się, rozpoznała wśród nich kobietę, która cofnąwszy rękę trzasnęła czymś, co wydawało się linią żywego ognia - nie tak wyraźną jednak, jak sznur prawdziwego bata - w kierunku unoszącego się nad nimi ptaka.

Napastnik zaskrzeczał ochryple i wzbił się w górę, dobrze ponad ów błysk ognia, ogar zaś ni to zawył, ni to zaskomlał. Mężczyzna, który jeszcze kilka chwil temu czołgał się, leżał teraz na wznak bez ruchu. Wzdłuż kamiennego kręgu ociężale posuwali się nowo przybyli. Kobieta pochyliła się i przyjrzała przeszytemu strzałą ciału, ale ani nie zsiadła z wierzchowca, ani też nie usiłowała udzielić leżącemu jakiejkolwiek pomocy.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.