No nie, jeżeli pomyśleć szczerze, największym absurdem życia jest jego fałszywe założenie...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Oddzielne orbity, od czasu do czasu dwie rÄ™ce, które siÄ™ Å›ciskajÄ…, jakaÅ› piÄ™ciominutowa pogawÄ™dka, dzieÅ„ na wyÅ›cigach, wieczór w operze, czuwanie przy zmarÅ‚ym, gdzie wszyscy czujÄ… siÄ™ jakoÅ› bardziej ze­spoleni (i tak jest rzeczywiÅ›cie, ale koÅ„czy siÄ™ to z chwilÄ… zalutowania trumny). I równoczeÅ›nie czÅ‚owiek żyje przeko­nany, że ma przyjaciół pod rÄ™kÄ…, że porozumienie istnieje, że zarówno zgoda, jak i niezgoda gÅ‚Ä™bokie sÄ… i trwaÅ‚e. Jakże nienawidzimy siÄ™ wszyscy, nie wiedzÄ…c, że czuÅ‚ość jest ak­tualnÄ… formÄ… tej nienawiÅ›ci, której powodem jest wÅ‚aÅ›ciwie odÅ›rodkowość, ekscentracja, nieprzenikniona przestrzeÅ„ miÄ™­dzy tobÄ… a mnÄ…, miÄ™dzy tym a tamtym. Każda czuÅ‚ość jest ontologicznym drapniÄ™ciem pazura, usiÅ‚owaniem osiÄ…gniÄ™cia nieosiÄ…galnego, a ja, który miaÅ‚bym ochotÄ™ wniknąć w in­tymność Travelerów, pod pozorem poznania ich bliżej, stania siÄ™ prawdziwym przyjacielem, w gruncie rzeczy chciaÅ‚­bym posiąść manÄ™ Manu, przekorność Tality, ich sposób patrzenia, ich przeszÅ‚ość i przyszÅ‚ość, tak różne od moich. SkÄ…d ta mania intelektualnego posiadania, Horacio? SkÄ…d ta tÄ™sknota do Å‚Ä…czenia siÄ™, u ciebie, który wÅ‚aÅ›nie pozrywaÅ‚eÅ› ostatnie liny, siejÄ…c zamieszanie i zniechÄ™cenie (może powi­nienem byÅ‚ dÅ‚użej zatrzymać siÄ™ w Montevideo, lepiej po­szukać?) w przesÅ‚awnej stolicy Å‚aciÅ„skiego ducha? Z jednej strony dobrowolnie zerwaÅ‚eÅ› z caÅ‚ym rozdziaÅ‚em twego życia, zerwaÅ‚eÅ› tak radykalnie, że nawet nie pozwalasz sobie myÅ›leć w jÄ™zyku, w którym parÄ™ miesiÄ™cy temu tak lubiÅ‚eÅ› gadać, z drugiej zaÅ›, och, hidioto peÅ‚en sprzecznoÅ›ci, dosÅ‚ownie pÄ™kasz z pragnienia, żeby jakoÅ› siÄ™ wÅ‚Ä…czyć w hin­tymność Travelerów, histnieć z Travelerami, zahinstalować siÄ™ w nich do cyrku wÅ‚Ä…cznie (ale dyrektor nie przyjmie mnie tam, tak że trzeba serio pomyÅ›leć o przebraniu siÄ™ za marynarza i zachwalaniu damom Å›wieżo przemyconych ku­ponów). Och, kutasie! Zobaczymy, czy znowu weźmiesz siÄ™ do siania defetyzmu w szeregach, czy zjawiÅ‚eÅ› siÄ™ tylko po to, żeby zrujnować życie spokojnym ludziom. Historia o goÅ›ciu, który uważaÅ‚ siÄ™ za Judasza, wobec czego prowadziÅ‚ psie życie w najlepszym towarzystwie Buenos Aires. Nie bÄ…dźmy próżni. Najwyżej pieszczotliwy inkwizytor, jak mi to znako­micie powiedziano któregoÅ› wieczoru. Niech pani tylko spojrzy na ten kuponik. Dla szanownej pani jedne sześć­dziesiÄ…t pięć pezików metr. Pani mąż, przepraszam, maÅ‚­Å¼onek pani, bÄ™dzie z pewnoÅ›ciÄ… zachwycony, jak wróci z ro... chciaÅ‚em powiedzieć z pracy. BÄ™dzie skakaÅ‚ do sufitu, naj­Å›wiÄ™tsze marynarskie sÅ‚owo. No cóż, musze troszeczkie na lewo, trzeba jakoÅ› dorobić, mam chorego dzieciaka, moja żo... moja małżonka szyje do sklepu konfekcyjnego, jak to siÄ™ mówi, każdy orze jak może. WidzÄ™, że szanowna pani wczuwa siÄ™ w mojÄ… sytuacjÄ™...
(40)
79
 
Niebywale pedantyczna notatka Morellego: „Po­rwać siÄ™ na powieść komicznÄ… w tym sensie, że poprzez jej tekst można by sugerować inne wartoÅ›ci; w ten sposób współdziaÅ‚aÅ‚by on z takÄ… antropofaniÄ…, jakÄ… jeszcze uważamy za możliwÄ…. WydawaÅ‚oby siÄ™, że zwykÅ‚a powieść uniemożliwia wszelkie poszukiwania, bo tym Å›ciÅ›lej zamyka czytelników w granicach wÅ‚asnego zasiÄ™gu, im lepszy pisarz jest jej autorem. Nieuniknione zatrzymywanie siÄ™ na różnych stopniach napiÄ™cia dramatycznego, psychologicznego, tragi­cznego, satyrycznego czy też politycznego. Zamiast tego chciaÅ‚bym napisać tekst, który nie porwaÅ‚by czytajÄ…cego, lecz przemocÄ… zrobiÅ‚ z niego wspólnika, podszeptujÄ…c mu pod konwencjonalnym wÄ…tkiem inne, bardziej ezoteryczne tema­ty. Pisarstwo zdegradowane do poziomu czytelnika-samicy (który zresztÄ… i tak nie przekroczy pierwszych stronic, zagu­biony, zgorszony, przeklinajÄ…c wydatek na zakup książki) przy równoczesnej niejasnej Å›wiadomoÅ›ci, że można pisać hieratycznie.
Prowokować, zakÅ‚adać pisanie miÄ™dzy wierszami, niepo­wiÄ…zane, chaotyczne, Å›ciÅ›le antyliterackie (jakkolwiek nie antypowieÅ›ciowe). Nie wzbraniać sobie - gdy sytuacja tego wymaga - wielkich efektów, potencjalnie tkwiÄ…cych w tym rodzaju literatury, majÄ…c jednak zawsze na uwadze radÄ™ Gide'a: jamais profiter de l'élan acquis[89].
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….