- Może coś ze zdrowiem lub...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
.. Peyton dotknęła opuszkami palców brody.
- Może martwi mnie, że radzi sobie zbyt dobrze. Czy to możliwe? Gregory nie odpowiedział.
- No więc co pan o tym myśli? - zapytała Peyton.
- Myślę, że pani córka ma matkę, która bardzo się o nią troszczy. Nie widzę też żadnych symptomów wskazujących na to, że kończy jej się wytrzy­małość psychiczna. Jeśli usłyszę od pani coś niepokojącego, obiecuję, że dam pani znać.
- Ale mnie kończy się wytrzymałość psychiczna?
Spojrzeniem pozwolił jej samej zastanowić się nad tym pytaniem. Od­wróciła wzrok i po chwili znów na niego spojrzała.
- Mogę teraz opowiedzieć panu o tamtym dniu? W Nowym Orleanie. Nie ma pan nic przeciw temu?
- Oczywiście, że nie, jeśli od tego chce pani zacząć.
Gdy chłonęła jego proste słowa, zauważył, że jej mięśnie rozluźniają się i odniósł wrażenie, jakby zapadła się w siebie.
- Wszyscy chcą od tego zaczynać. Zwłaszcza ci ze Służby Marszali. Interesuje ich tylko ten dzień albo... ten drugi, w sądzie. Słyszał pan? Dzień, w którym zapadł wyrok. Zdaje się, że nikogo nie interesuje nic innego.
- Miejmy nadzieję, że nasze rozmowy będą się trochę różniły od pani spotkań z inspektorami. Tutaj może pani sama wybierać, od czego zacząć - wyjaśnił doktor Gregory. - Prawie mnie pani nie zna. Nie zamierzam zakła­dać z góry, co i kiedy zechce mi pani wyjawić. Tym bardziej, że spodziewała się pani terapeutki, nie terapeuty.
Jej następny ruch zaskoczył go. Wstała, podeszła do niego i rozsiadła się w skórzanym fotelu. Gdy już naciągnęła sukienkę na kolana i skrzyżo­wała swoje długie nogi, jej stopy dzieliło od niego tylko niespełna pół me­tra.
- Tutaj chyba będzie mi wygodniej - wyjaśniła. - Może cieplej. Jeśli nie opowiem o... tamtym dniu, to o czym mam mówić?
Wzruszył ramionami.
- Mogę się tylko domyślać, co pani czuje. Mogę wyobrazić sobie tysią­ce problemów. Ale gdybym miał dziesięć razy zgadywać, które są najważ­niejsze, obawiam się, że pomyliłbym się dziesięć razy.
- Boję się prawie cały czas - wyznała Peyton - nawet kiedy jestem w domu. Nie sypiam dobrze. Chudnę. Złoszczę się na córkę. Staję się zner­wicowanym potworem.
- Widzi pani - powiedział doktor Gregory. - Żadnego z tych problemów nie było w mojej pierwszej dziesiątce.
Oczywiście, niektórych mógł się domyślić. Ale nie chciał wyręczać jej w mówieniu. Zaskoczyło go to, co powiedziała potem.
- Te wydarzenia nie tylko mną wstrząsnęły, ale też zmieniły mnie. Teraz każdego dnia, właściwie bez przerwy, czekam na nadejście końca. Jakiegoś kataklizmu. To do mnie niepodobne. W dzieciństwie wierzyłam w dobre wróżki i w dzielnych rycerzy na białych koniach. Jestem osobą, która zawsze chcia­ła wierzyć w nieskończoność. A teraz wyczekuję tylko końca.
- Nie chcę tak dłużej - kontynuowała. - Chcę stworzyć tutaj w Boulder coś nowego. Coś trwałego i wartościowego dla mnie i dla Landon. Ale za bardzo jestem rozstrojona. Potrzebuję pańskiej pomocy, doktorze. Nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc, a boję się, że tracę siły.
Po sesji z Peyton Alan Gregory spotkał się z Lauren, mieli pójść razem na lunch. Przy śniadaniu żona powiedziała mu, że chciałaby pójść do Rumby. Ale jeden z kierowników restauracji był jego pacjentem, a on czuł się niezręcznie w miejscach, w których pracowali jego pacjenci, więc planował przekonać żonę, żeby wybrała inny lokal.
Zanim jeszcze wyszli przez frontowe drzwi starego wiktoriańskiego bu­dynku, zapytała:
- Ta pacjentka, która właśnie wyszła, chodzi do ciebie czy Dianę?
Fakt, że żona o to zapytała, zastanowił Alana. Rzadko wspominała o jego pacjentach. Nie było sensu udawać, że kobieta, która przed chwilą wyszła,
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.