Jeśli był to dar, to z pewnością gorzki...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

A jeśli to klątwa, to samo życie jest przekleństwem, albowiem ów mroźny deszcz niesie ze sobą wiele istnień. Historie życia niezliczonych osób uderzają w ciało tego świata, wsiąkają w jego glebę, rozmrażając ją swą płodnością.
Ale to nie ma nic wspólnego ze mną.
Nic z tego, co się wydarzyło. Wszystko, co chciałam stworzyć... uległo zniszczeniu. Ten świat snów również był wspomnieniem. Świat duchów Tellann, odtworzenie mojego świata z tak dawno minionych czasów. Wspomnieniem przejętym od rzucającego kości, który był obecny przy moich ponownych narodzinach, od rhivijskich duchów, od Pierwszego Klanu, od K’rula, od Kruppego. Od samej pogrążonej we śnie krainy, ciała Pożogi.
Sama nie miałam nic. Wszystko musiałam ukraść.
By stworzyć dla mojej matki świat, w którym mogłaby znowu być młoda, mieć normalne życie, zestarzeć się w naturalnym czasie.
Chciałam oddać wszystko, co jej ukradłam.
Zalała ją gorycz. Zaczęło się od tego pierwszego kurhanu, pod Pale. Tam uwierzyła w słuszność i skuteczność kradzieży. Usprawiedliwiał ją najszlachetniejszy z celów.
Ale własność pozbawiona prawowitości była kłamstwem. Wszystko, co zgromadziła, nie miało wartości. Wspomnienia, marzenia, historie.
Obróciły się w proch.
Nieszczęsna grupka rhivijskich duchów podeszła bliżej, ostrożnie i niepewnie.
Tak. Rozumiem. Czego jeszcze od was zażądam? Jakie obietnice bez pokrycia jeszcze złożę? Znalazłam dla was lud, który dawno utracił swych bogów, swe duchy, którym ongiś był wiemy. Dawno już stały się one czymś mniej niż pył, w jaki ów lud potrafi się zamieniać.
Znalazłam go dla was.
I straciłam.
Jest w tym nauczka dla naszych czterech zwiÄ…zanych w jedno dusz. Nie nadajemy siÄ™ na swatkÄ™.
Nie wiedziała, co powiedzieć tym skromnym, bojaźliwym duchom.
– Pozdrawiamy ciÄ™, rzucajÄ…ca koÅ›ci.
Srebrna Lisica zamrugała.
– Duchu, chciaÅ‚am...
– WidziaÅ‚aÅ› to?
Ujrzała w ich obliczach coś, co wyglądało na zachwyt. Zmarszczyła brwi.
– RzucajÄ…ca koÅ›ci – ciÄ…gnÄ…Å‚ idÄ…cy na czele duch – niedaleko stÄ…d coÅ› znaleźliÅ›my. Wiesz, o czym mówimy?
Pokręciła głową.
– To trony, rzucajÄ…ca koÅ›ci. Dwa trony. W dÅ‚ugiej chacie zbudowanej z koÅ›ci i skóry.
Trony?
– Co... skÄ…d? SkÄ…d wzięły siÄ™ w tym królestwie trony? Kto...
Duch wzruszył ramionami, po czym uśmiechnął się łagodnie.
– CzekajÄ…, rzucajÄ…ca koÅ›ci. Wyczuwamy tÄ™ prawdÄ™. Wkrótce. Wkrótce zjawiÄ… siÄ™ prawdziwi wÅ‚adcy tej groty.
– Prawdziwi wÅ‚adcy! – W Srebrnej Lisicy zapÅ‚onÄ…Å‚ gniew. – To królestwo... przeznaczyÅ‚am je dla was! Kto oÅ›miela siÄ™ uzurpować...
– Nie. – Cichy sprzeciw ducha przeszyÅ‚ jÄ… na wylot, aż zabrakÅ‚o jej tchu. – Nie dla nas. RzucajÄ…ca koÅ›ci, nie jesteÅ›my wystarczajÄ…co potężni, by wÅ‚adać takim Å›wiatem. StaÅ‚ siÄ™ zbyt wielki, zanadto wypeÅ‚niony mocÄ…. Nie obawiaj siÄ™, nie pragniemy go opuÅ›cić. Spróbujemy siÄ™ porozumieć z jego nowymi wÅ‚adcami. SÄ…dzÄ™, że pozwolÄ… nam tu zostać. Być może bÄ™dziemy zadowoleni, mogÄ…c im sÅ‚użyć.
– Nie!
Nie! To nie tak miało być!
– RzucajÄ…ca koÅ›ci, nie ma powodu do tak silnych emocji. Ten Å›wiat nadal siÄ™ ksztaÅ‚tuje. Twoje pragnienia mogÄ… siÄ™ jeszcze speÅ‚nić, choć nie w taki sposób, jak pierwotnie zamierzaÅ‚aÅ›...
Przestała go słuchać. Jej duszę ogarnęła rozpacz. Kradłam... a potem mnie okradziono. Nie ma w tym niesprawiedliwości, nie ma zbrodni. Muszę się pogodzić z tą prawdą. Siła woli Nightchill. Empatia Tattersail. Wierność Bellurdana.
Zachwyt rhivijskiego dziecka.
Nic z tego nie wystarczyÅ‚o. Å»adne z nas nie mogÅ‚o – razem ani z osobna – usprawiedliwić popeÅ‚nionych uczynków, dokonanych wyborów, odrzuconych próśb.
Zostaw ich. Zostaw z tym wszystkim i z tym, co siÄ™ jeszcze wydarzy.
Srebrna Lisica odwróciła się.
– Znajdźcie jÄ… wiÄ™c. Idźcie.
– Czy nie pójdziesz z nami? Twój dar dla niej...
– Idźcie.
Mój dar dla niej. I dla was. Wszystkie są tym samym. Wielkimi klęskami, porażkami zrodzonymi z moich niedostatków. Nie będę świadkiem własnego wstydu. Nie potrafię. Brakuje mi odwagi.
Przykro mi.
Oddaliła się.
Krótkotrwały kwiat. Nasionko zmieniło się w łodygę, a potem w trujące kwiecie, i stało się to w ciągu jednego dnia. Jasno płonący jad, niszczący wszystko, co podeszło zbyt blisko.
Monstrum.
 
Rhivijskie duchy – maleÅ„ka grupka mężczyzn, kobiet, dzieci i starców, odzianych w futra i skóry, o okrÄ…gÅ‚ych twarzach ogorzaÅ‚ych od sÅ‚oÅ„ca i wiatru – Å›ledziÅ‚y wzrokiem oddalajÄ…cÄ… siÄ™ SrebrnÄ… LisicÄ™. Stary duch, który z niÄ… rozmawiaÅ‚, nie poruszyÅ‚ siÄ™, dopóki nie zniknęła im z oczu za wygÅ‚adzonymi przez erozjÄ™ nadbrzeżnymi wzgórzami. Potem przetarÅ‚ oczy grzbietem czterech rozpostartych palców w geÅ›cie smutnego pożegnania.
– Rozpalcie ogieÅ„ – rozkazaÅ‚. – Przygotujcie Å‚opatkÄ™ ranaga. WÄ™drujemy po tej krainie już wystarczajÄ…co dÅ‚ugo, by dostrzec ukrytÄ… wewnÄ…trz mapÄ™.
– Jeszcze raz – westchnęła stojÄ…ca obok staruszka.
Duch wzruszył ramionami.
– RzucajÄ…ca koÅ›ci nakazaÅ‚a nam znaleźć jej matkÄ™.
– Znowu przed nami ucieknie. Jak uciekaÅ‚a przed ay. Jak zajÄ…c...
– Nie szkodzi. RzucajÄ…ca koÅ›ci rozkazaÅ‚a. PoÅ‚ożymy Å‚opatkÄ™ na ogniu. Zobaczymy ksztaÅ‚tujÄ…cÄ… siÄ™ mapÄ™.
– Dlaczego tym razem miaÅ‚aby być prawdziwa?
Duch schylił się powoli, by przycisnąć dłoń do miękkiego mchu.
– Dlaczego? Otwórz swe zmysÅ‚y, wÄ…tpiÄ…ca. Ta kraina... – uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ – ...ożyÅ‚a.
 
Bieg.
Wolność!
Dosiada duszy boga, czuje pod sobą mięśnie dzikiej, starożytnej bestii. Dosiada duszy...
Która nagle rozśpiewała się z radości. Mchy i porosty pod łapami, spryskująca futro na nogach woda z kałuż. Woń bujnego, płodnego życia... świat...
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….