Helman ledwo dostrzegalnie wzruszył ramionami...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- A gdybym panu oświadczył, że byłbym lekarzem nadzorującym taką obserwację?
- No cóż... Przykro mi. Lepiej już pójdę. Obaj mężczyźni wymienili uściski dłoni.
- Dziękuję za wszystko - powiedział Helman. - Bogowie byli łaskawi.
"Być może dla twoich pacjentów" - pomyślał Heidel. Jednak głośno powiedział jedynie:
- Do widzenia, doktorze. - Przeszedł przez drzwi prowadzące do lobby.
Mijał właśnie siedzącą na krześle kobietę, gdy ta niespodziewanie schwyciła go za rękę i przyciągnęła bliżej.
- Dziękuję panu - mówiła. - Niech pana bogowie błogosławią.
Spojrzał w dół, na zmęczoną twarz i podpuchnięte, zaczerwienione oczy. Była matką Luci.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział uspokajająco. - Jest grzeczną małą dziewczynką.
Podczas gdy kobieta uczepiła się jego lewego ramienia, prawą dłoń pochwycił mocnym uściskiem mężczyzna ubrany w luźne portki ł sweter. Zniszczona przez wiatry twarz wykrzywiona była w szerokim uśmiechu, który ukazywał rząd nierównych zębów.
- Dziękuję panu bardzo, panie H. - Jego dłoń, potrząsająca rękę Heidela, była wilgotna od potu. - Wszyscy modliliśmy się w świątyniach o powodzenie pańskiej misji. I wygląda na to, że nasze modły zostały wysłuchane. Niech błogosławią pana wszyscy nasi bogowie! Proszę, niech pan przyjdzie dzisiaj do nas na kolację.
- Dziękuję, lecz naprawdę muszę już iść - odparł Heidel. - Nim przybędzie mój transport, mam tu jeszcze do załatwienia kilka spraw.
Gdy wreszcie udało mu się od nich uwolnić i odwrócił się, stwierdził, że lobby wypełnione jest ludźmi. Spośród wielu słów wyławiał co rusz "panie H", padające z wielu miejsc na raz.
- Jak pan to robi, panie H...? Czy mogę prosić o autograf...? Mój brat ma alergię. Czy mógłby pan...? Chciałbym zaprosić pana na mszę dziękczynną, sir. Moja parafia... Czy leczy pan na odległość...? Panie H, czy zechciałby pan złożyć oświadczenie dla...
- Proszę - przerwał, wodząc wzrokiem wzdłuż stłoczonych dookoła twarzy i kamer. - Muszę już iść. Doceniam wasze zainteresowanie i wdzięczność, lecz nie mam nic do powiedzenia. Pozwólcie mi przejść.
Lecz lobby zatłoczone było gęsto ludźmi, którzy cisnęli się nawet u drzwi. Dorośli podnosili dzieci w górę, by mogły go zobaczyć. Spoglądając przez szklaną ścianę, spostrzegł, iż gęstniejąca szybko ciżba zatarasowała prawie całą ulicę.
- ...Panie H, mam dla pana prezent, sama upiekłam... Mogę podwieźć pana, dokądkolwiek pan zechce... Do których bogów się pan modli, sir.“? Mój brat ma alergię...
Z wysiłkiem przepchnął się do kontuaru recepcji, za którym siedziała ta sama dziewczyna, która powitała go dwa dni wcześniej.
- Nie uprzedzono mnie o tym - oświadczył z nutą gniewu.
- My także nie spodziewaliśmy się czegoś takiego - usprawiedliwiała się dziewczyna. - Zebrali się tu w przeciągu kilku minut. Nie mogliśmy nic na to poradzić. Niech pan przejdzie tym korytarzykiem na tyły budynku, a ja oświadczę, że nikt nie ma prawa tam wchodzić. Zaraz zadzwonię po kogoś, kto pokaże panu drogę.
- Dzięki.
Ponownie przeszedł przez drzwi, rozdzielając wokół uśmiechy i wymachując wesoło ręką.
Gdy zniknął, w lobby zapanowała wrzawa. Słyszał płacz i gorączkowe pytania, co się z nim stało.
W końcu ruszył za młodym przewodnikiem, który poprzez plątaninę korytarzy doprowadził go do wyjścia awaryjnego na tyłach szpitala.
- Czy mam gdzieś pana podwieźć? - zapytał mężczyzna. - Gdy ten tłum zobaczy pana spacerującego na piechotę...
- Niezła myśl... - odparł Heidel. - Niech mnie pan podrzuci kilkanaście bloków w stronę tych wzgórz. - Wskazał w kierunku wzniesień, które mijał po drodze do Italbar.
- Mogę pana zawieźć aż do podnóża tych gór. Zaoszczędzi pan sobie nielichego spaceru.
- Dzięki, lecz po drodze muszę się jeszcze gdzieś zatrzymać i uzupełnić zapasy. Może zjem coś ciepłego. Czy zna pan jakieś odpowiednie miejsce?
- Oczywiście, nawet kilka. Zabiorę pana tam, gdzie będzie pan miał chwilę spokoju. Proszę wsiadać. - Wskazał na stojący w pobliżu samochód.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.